Przyjacielu,
znajomy, kolego. Kilka miesięcy minęło od momentu, kiedy napisałem
do Ciebie pierwszy list. List, w którym postanowiłem z pozycji
ideologicznych (narodowo-rewolucyjnych) skrytykować obecny rząd i
wytknąć jego poszczególne błędy. Dzisiaj czuję się w moralnym
obowiązku napisać jego drugą część, ponieważ nie wszystko
zostało zawarte w pierwszym liście sprzed kilku miesięcy. Niektóre
wątki rozwinę, ponieważ nie tracą w ogóle na aktualności, inne
poruszę, bo się pojawiły na nowo w politycznym grajdołku zwanym
dla niepoznaki Trzecią Rzeczpospolitą.
Zacznę
może od najbardziej głośnej sprawy z ostatnich miesięcy. Sprawy
roszczeń żydowskich wobec bezspadkowego i niedziedzicznego mienia
utraconego w czasie II wojny światowej, po której zgodnie z
cywilizowanym prawem te własności przeszły na poczet Skarbu
Państwa i tym samym są własnością państwa polskiego. Lobby
żydowskie, wspierane przez prawicowy rząd Stanów Zjednoczonych
Ameryki (o czym też wspomnę w niniejszym liście poruszając inny
temat), domaga się od polskiego rządu spłaty roszczeń o
niebagatelnej sumie… 300 miliardów dolarów amerykańskich (w
przeliczeniu na naszą walutę wynosi to 1 bilion polskich złotych!).
Jak oblicza się, jest to kilkunastokrotność kosztów budowy nowych
autostrad, programu 500+ czy powojennej odbudowy Warszawy. Co Ty na
to, mój młody zwolenniku tzw. „Dobrej Zmiany”? Po czyjej jesteś
stronie w tej walce o przyszłość naszego Narodu i Ojczyzny? Po
stronie Narodu, który wyszedł 11 maja br. na ulice Warszawy oraz
protestował w Rzeszowie czy na Emigracji mówiąc głośne NIE dla
roszczeń żydowskich? Jeśli tak, to możesz być z siebie dumny,
ponieważ mimo sympatii do partii rządzącej zachowałeś choć
odrobinę zdrowego rozsądku. Chyba że stanąłeś po stronie
obecnego rządu i bagatelizowałeś w ogóle problem uznając go –
idąc po linii polityków Prawa i Sprawiedliwości – za nieistotny,
nie mający żadnej mocy wiążącej z prawnego punktu widzenia albo
przesadzony; a wiernie słuchałeś sugestii o powiązaniach
sprzeciwu wobec roszczeń żydostwa z ruską agenturą oraz
kopiowałeś ich argumenty? Wtedy dla mnie będziesz nikim innym, jak
zdrajcą Ojczyzny, który nie zasługuje na nic innego jak karę za
zdradę. Karę, którą będziesz musiał przyjąć z pełną
świadomością konsekwencji swoich słów i czynów. Jeszcze, bo by
mi umknęło, jak się w takim razie ustosunkujesz do wyrzucenia do
kosza rozpatrzenia na posiedzeniu sejmu projektu ustawy „anty-447”
zgłoszonej przez partię Kukiz-15 (dodam, partię, z którą
ideologicznie nie jest mi wcale po drodze, ale pokazała w tej walce,
że prędzej ona jest po stronie Narodu niż kłamliwa i ewidentnie
skompromitowana czterema latami rządów partia Prawo i
Sprawiedliwość, którą raczej tutaj wypadałoby nazwać Bezprawie
i Niesprawiedliwość albo Prawo i Syjonizm!)?
Teraz
z tematu roszczeń żydowskich przejdziemy do spraw geopolitycznych.
Pierwszą z nich, najważniejszą, jest wątpliwy pod względem
ewentualnych korzyści i bezpieczeństwa sojusz ze Stanami
Zjednoczonymi Ameryki. Śledziłeś konferencję bliskowschodnią,
która miała miejsce w połowie lutego br. w Warszawie i pod
płaszczykiem „dyskusji na temat bezpieczeństwa na Bliskim
Wschodzie” miała de facto stanowić ideologiczny, geopolityczny i
światopoglądowy asumpt do pogorszenia stosunków z Islamską
Republiką Iranu, jeśli nie całkowitym zerwaniem relacji
dyplomatycznych i przygotowaniem do potencjalnej wojny (co jest
niewykluczone w świetle ostatnich manewrów oraz terenowych rozeznań
bojowych możliwości Teheranu oraz Waszyngtonu w regionie)? Jesteś
świadom geopolitycznych i ekonomicznych konsekwencji, jakie ze sobą
przyniosła ta konferencja? Wiesz, że politycy Stanów Zjednoczonych
i Izraela solidarnie podnieśli temat rzekomego współudziału
Polaków w Holokauście (i oprócz tego – roszczeń żydowskich)?
Jakie korzyści odniosła Polska z tego tytułu? Pewnie nie wiesz, bo
w ogóle media głównego nurtu (ścieku, przepraszam) nie
powiedziały nic o zapowiedziach dot. tejże konferencji, a
dowiedziano się o niej z Internetu czy jakiegoś podrzędnego medium
amerykańskiego. To już spieszę z powiedzeniem. NIC! Żadnych
korzyści nie odnieśliśmy, a co więcej publicznie kolejny raz
Waszyngton i Tel-Awiw pokazały Polsce jej miejsce w szeregu. Jakie
za to straty odnieśliśmy? Pozwolę wymienić:
- 2 233 491,32 złote bezpośrednich kosztów finansowych zorganizowania konferencji + wydatki na policję i zapewnienie bezpieczeństwa o nieznanych kosztach (Komenda Główna Policji ani stołeczna policja nie chciały podawać informacji na ten temat).
- Czasowy kryzys w stosunkach dyplomatycznych na linii Warszawa-Teheran (m.in. nie odbył się festiwal polskiego kina w Teheranie, a irańskie władze nie wykluczały nawet ograniczenia lub zerwania stosunków dyplomatycznych).
- Izolacja geopolityczna Polski w Unii Europejskiej (jej czołowe kraje obchodzą sankcje gospodarcze nałożone na Iran i utrzymują z nim normalne stosunki) oraz utrwalenie dotychczasowego, geopolitycznego status-quo w relacjach z USA i Izraelem.
- Wezwanie polskiego rządu, przez amerykańskiego sekretarza stanu, Mike’a Pompeo, do spłaty roszczeń żydowskich z tytułu restytucji mienia bezspadkowego, które – przypomnę – w świetle cywilizowanego prawa jest własnością państwa polskiego.
- Obciążenie budżetu finansowego polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej kosztami związanymi z poszerzeniem infrastruktury i wzmocnieniem obecności amerykańskiego kontyngentu wojskowego w kraju.
- Oskarżenie przez premiera Izraela, Benjamina Netanjahu, o rzekome współsprawstwo Holokaustu (a, co więcej, zapewnienia o niewypowiedzeniu tych słów nie zostały w żaden sposób oficjalnie potwierdzone przez Kancelarię Premiera ani izraelskie MSZ).
- ZERO uzyskania jakichkolwiek możliwości technologicznej modernizacji przemysłu zbrojeniowego oraz dalsze uzależnienie zbrojeniowe od Wielkiego Brata zza Oceanu (zamówienia sprzętu wojskowego bez procedur przetargowych, nieotrzymywanie tzw. „offsetów” i zdolności do serwisowania sprzętu, brak przygotowanego personelu do obsługi zakupionej dywizji systemu rakietowego Himars oraz jego niekompatybilność z polskim systemem kierowania ogniem „Topaz”).
Co
Ty na to? Dalej uważasz, że – mówiąc językiem polityków PiS –
Polska powstała z kolan? Czy może tylko zmieniła pozycję ze
stopniowego przyklękania na klękanie na obu kolanach albo co
gorsza, na upadek na twarz?
Drugą
kwestią jest stosunek do Izraela. Państwa, które rzekomo jest
historycznie i kulturowo związane z naszą Ojczyzną od wielu setek
lat, a dokładnie od 1264 roku, kiedy książę kaliski Bolesław
Pobożny wydał Statut Kaliski gwarantujący prawa Żydom, a jego
postanowienia z biegiem czasu zaczęły się rozszerzać na pozostałe
ziemie polskie. Państwa, którego synowie i córki byli zintegrowani
z Polską i bronili polskiej tożsamości. Państwa, które rzekomo
broni Europy i jej Cywilizacji przed „islamskim terroryzmem”.
Jak
w takim razie geopolitycznie ocenisz politykę Izraela na Bliskim
Wschodzie? Czy uważasz, że ich polityka jest obliczona na
utrzymanie pokoju w regionie, a może podpalenie go? Ja tutaj się na
pewno w tej kwestii bym nie zgodził, ponieważ polityka Tel-Awiwu
jest obliczona na podpalanie regionu. Agresywne dążenie do
konfrontacji z Iranem, który pozostał – uczciwie oceniając –
jednym z niewielu stabilnych państw bliskowschodnich z Osi Oporu i
rozdających karty w lokalnej geopolityce. Wspieranie „syryjskiej
opozycji” i islamistów walczących w Syrii przeciwko Baszarowi
al-Asadowi i jego sojusznikom. Bombardowania lotnicze Syrii. Pomoc
medyczna dla terrorystów z islamskich frakcji opozycji antyrządowej.
Regularne topienie w krwi Strefy Gazy i zbrodnicza polityka wobec
narodu palestyńskiego walczącego od dziesiątek lat o swoją
niepodległość. Kształtowanie własnej doktryny geopolitycznej i
agresywnej linii w ramach „strategii przetrwania”. Pomoc
udzielana bliskowschodnim i arabskim imigrantom przez wolontariuszy
organizacji izraelskiej IsraAID w 2015 roku przy jednoczesnym
prowadzeniu antyimigracyjnej polityki przez Tel-Awiw. Pokrótce tak
to mogę przedstawić. Warto by jeszcze się zająć tym najczęściej
powielanym mitem o rzekomej obronie przed islamem. Czy
centroprawicowcy, judeochrześcijanie oraz różnego sortu
proizraelscy fanatycy naprawdę przejawiają jakieś rozdwojenie
jaźni? Pewnie tak, bo nigdy nie słyszałem, żeby zabrali głos w
obronie chrześcijańskich majątków w Izraelu, wywłaszczanych
przez wyznawców judaizmu, sprzeciwiali się profanacjom świątyń i
klasztorów chrześcijańskich oraz atakowaniu wyznawców Chrystusa
przez judaistów, potępiali „wystawy sztuki nowoczesnej”
uderzające w chrześcijan i brutalną pacyfikację demonstracji
sprzeciwu, w których ramię w ramię stali chrześcijanie i
muzułmanie czy utrudnianie dostępu arabskim i palestyńskim
chrześcijanom do miejsc świętych.
Jak
Izrael i żydowskie lobby w Ameryce odwdzięcza się za to, że
podczas II wojny światowej naród polski złożył największą –
w porównaniu z innymi narodami Europy – ofiarę za ratowanie Żydów
z rąk niemieckich okupantów? Żądaniami spłaty roszczeń
finansowych za utratę mienia bezspadkowego i niedziedzicznego,
kłamliwą propagandą historyczną mówiącą o Polakach jako
współwinowajcach zagłady Żydów (co jest wypadkową religii
Holokaustu, wedle której Polacy jako naród genetycznie obciążony
antysemityzmem jest odpowiedzialny wraz z Trzecią Rzeszą za
Holokaust, a dodatkowo rzekomą winę Polaków obciąża największa
– w skali całej Europy – obecność niemieckich obozów
koncentracyjnych na okupowanych ziemiach polskich) oraz konsekwentną
nagonką na wszelkie przejawy „antysemityzmu”, czego przykładem
było potępienie w czambuł wielowiekowej tradycji pobicia i
powieszenia kukły Judasza w Pruchniku. Co powiesz, drogi rówieśniku,
na temat podejrzanej działalności wokół partii rządzącej
tajemniczego lobbysty, Jonnego Danielsa? Jak się ustosunkujesz do
rzucania Polski na kolana za wszelkie próby uniezależniania swojej
polityki?
Dobrze,
w tym momencie zakończę temat, bo pewnie nie doczekam się
sensownej odpowiedzi. Zmieńmy więc kierunek naszej wędrówki i
wracamy w stronę Europy, rzekomo uosabianej przez Unię Europejską.
Jaki masz stosunek do Unii Europejskiej? Wiele razy mogłem bowiem
czytać bądź słyszeć opinie krytyczne wobec pewnych aspektów jej
działania, wrogich wobec suwerenności narodów europejskich, ale z
drugiej strony twarde, stanowcze NIE dla PolExitu! To w końcu jak to
jest? I tu przechodzimy do smutnej konstatacji polityki uprawianej
przez Prawo i Sprawiedliwość. Nie jest to polityka ani suwerenna,
ani niepodległa. Bo gdybyśmy byli niepodległym państwem, to prawo
unijne nie byłoby nadrzędne nad prawem stanowionym w polskim
parlamencie. Nie domagano by się od nas absurdalnych postulatów
rewizji polityki rolniczej (pewnie zaraz by się podniosły głosy o
dotacjach rolniczych, tylko należy zwrócić uwagę, że te dotacje
z czegoś muszą być, czyli z polskich składek finansowych, a w
porównaniu z kosztami okazują się zwykłymi ochłapami), węglowej
(biorąc pod uwagę strategiczną wagę polskiego przemysłu
węglowego dla rozwoju energetycznego kraju), kar za nadprodukcję
mleka, regionalnych wędlin czy emisję dwutlenku węgla. Gdyby
Polska realnie była krajem niepodległym, to mogłaby tworzyć
własną politykę zagraniczną, odrzucającą bezwarunkowe
poddaństwo wobec obcych ośrodków decyzyjnych oraz tworzyć własną
alternatywę, których jest sporo w koncepcjach geopolitycznych
opracowanych na przestrzeni lat. I miałaby własne prawo do
decydowania o swoich wewnętrznych sprawach (mając gdzieś „obronę
wolności oraz demokracji”, co jest rzekomo łamane). W takim razie
przypomnę, że Prawo i Sprawiedliwość w swojej polityce odznacza
się żelazną konsekwencją w sprawie UE, czego nie jest w stanie
przyjąć do wiadomości wielu eurosceptyków sympatyzujących z tą
partią. Jeśli to nieprawda, to proszę o rzetelne wytłumaczenie,
dlaczego w 2003 roku PiS w referendum akcesyjnym opowiadał się za
włączeniem Polski do UE. Dlaczego prezydent Lech Kaczyński 13
grudnia 2007 roku (paradoksalnie: w rocznicę wprowadzenia stanu
wojennego) podpisał Traktat Lizboński? Dlaczego politycy partii
rządzącej mówią cały czas o kształtowaniu siły politycznej
Polski w oparciu o budowanie jej miejsca w Unii Europejskiej? Nie
wspomnę już o bezczelnym wplataniu wątków „europejskich” w
duchu UE, NATO, „wolnościowych i demokratycznych” (bez głębszej
refleksji) w politykę historyczną. Pominę milczeniem pomysł
wpisania obecności Polski w Unii Europejskiej i NATO do polskiej
konstytucji (co można tylko porównać do tez o „wiecznym
braterstwie, sojuszu i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim” w
konstytucji PRL z 1952 r.).
Mam
nadzieję, że to pozwoli Cię zainspirować do głębszego
zastanowienia się nad sympatią nadal przejawianą do Prawa i
Sprawiedliwości, którą to partię osobiście uważam za
zdradziecką i niegwarantującą w ŻADEN sposób pełni
niepodległości, na którą nadal czekam.
Niemniej
nie spuszczę z tonu i będę kontynuował.
W
Polsce mimo czterech lat „dobrej zmiany” i zapewniania, że
Polska nie przyjmie ani jednego imigranta, słyszymy o planach
ściągania taniej siły roboczej z innych krajów Trzeciego Świata
i nie tylko. Stale się zwiększa liczba obcokrajowców otrzymujących
pozwolenia na pracę w Polsce (wg szacunków z początków maja br. w
ubiegłym roku wydano blisko 329 tysięcy dokumentów, głównie
Ukraińcom). Rząd przy wsparciu tutejszych „januszy biznesu” z
ZPP ściąga tanią siłę roboczą z Indii, Bangladeszu i krajów
arabskich. W poznańskim MPK pracuje coraz więcej ukraińskich i
hinduskich imigrantów. Teraz przedsiębiorcy chcą otworzyć rynek
pracy na blisko 50 tysięcy Mołdawian, których przeznaczyliby do
pracy w sektorze produkcji (uznając, iż Ukraińcy, których
obecność w Polsce szacuje się nawet na dwa miliony, tracą
zainteresowanie pracą, a Hindusi i obywatele Bangladeszu pracują
nieefektywnie). Wg danych podanych przez portal Bankier.pl blisko 1/5
zezwoleń na pracę wydanych w Unii Europejskiej wydano w Polsce.
Tak, w Polsce reklamowanej przez prawicę i centroprawicę jako
rzekomy bastion Europy i tradycyjnych Wartości, czym skutecznie
oszukiwał i oszukuje zachodnich nacjonalistów, tradycjonalistów i
konserwatystów. Jak się mają codzienne widoki hinduskich
rowerzystów rozwożących jedzenie z Uber Eats, coraz częstsze
słyszenie języków arabskich, ukraińskiego czy hinduskiego na
ulicach polskich miast, rosnące bezrobocie wśród polskiej ludności
doświadczającej kosztów ściągania tanich pracowników z Azji,
wyższe wynagrodzenia dla ukraińskich imigrantów pracujących na
tych samych stanowiskach, co Polacy (na podstawie badań
przeprowadzonych przez firmę Sedlak&Sedlak w marcu br.) oraz
informacje o incydentach, zbrodniach i przestępstwach imigranckich
do wyborczej kiełbasy (bo tak to trzeba nazwać) PiSu, który wygrał
wybory w 2015 roku dzięki antyimigranckiej retoryce? Proszę tylko
nie powielać coraz mniej wiarygodnych bzdur o tym, że oni „pracują
i płacą podatki”, więc są niegroźni i szybko się zasymilują
z polskim Narodem. Przykład gett i działalności mafii wietnamskiej
np. wokół Wólki Kosowskiej powinien być jednym z tych przykładów,
które skutecznie ostudzą co bardziej nadgorliwe głowy.
Dlaczego
PiS, rzekomo uważający się za katolicką i patriotyczną partię,
nie reaguje na rosnące jak grzyby po deszczu parady dewiantów w
kolejnych miastach Polski (w tym roku odbyły się one w Gnieźnie,
Bydgoszczy i Łodzi, planowane są teraz w Krakowie, Gdańsku,
Poznaniu i Warszawie, a w następnych miesiącach odbędą się w
innych miastach; można przypuszczać), postulaty wprowadzenia przez
samorządy tzw. Karty LGBT+, plany wprowadzenia edukacji seksualnej w
duchu homopropagandy i nowych standardów WHO w szkołach oraz
brutalnie pacyfikuje wszelkie próby oddolnego oporu ulicznego
przeciwko chorej homopropagandzie? Czy robi coś w sprawie coraz
szerszej dominacji kulturowej skrajnej lewicy na polskich
uniwersytetach? Czy do dziś rozpatrzył obywatelski projekt ustawy
„Zatrzymaj Aborcję”? Czy reagowała w poprzednich latach na
wystawianie bluźnierczego spektaklu „Klątwa” na deskach kilku
teatrów w Polsce? Czy sprzeciwił się akcji „Tęczowy Piątek”
w szkołach? Odpowiedź może być tylko jedna: NIE! I nie zmieni
mojego stosunku do partii „dobrej zmiany” w tej kwestii stanowcza
reakcja polskich służb na profanację wizerunku Jasnogórskiej
Panienki (zresztą słuszna, bo „ozdobienie” wizerunku Maryi
6-kolorową aureolą będącą symbolem homopropagandy uderzyło w
wiarę milionów Polaków), bo jedna jaskółka wiosny nie czyni. Nie
wspomnę już o tłumaczeniu się ze swoich poglądów na temat
pederastów oraz opowiadaniu się za legalizacją homozwiązków
przez europosła PiS, Zdzisława Krasnodębskiego czy uleganiu
ugrzecznianiu się prawicy na modłę zachodnioeuropejską, co czyni
PiS i pokrewne mu ruchy prawicowe na naszym gruncie.
Teraz
przejdźmy do polityki wschodniej. Co myślisz na temat
bezwarunkowego wspierania Ukrainy w jej konflikcie z Rosją? Jakie
masz zdanie na temat polityki wobec Litwy? Jaki jest Twój stosunek
do wykorzystywanej cynicznie przez centroprawicę rusofobii
społecznej dla osiągnięcia doraźnych korzyści politycznych? Te
pytania mogą pozostać otwarte ze względu na różnorodność
opinii w tych sprawach, natomiast ja ze swej strony powiem krótko.
Jest to blamaż. Postawiliśmy geopolitycznie na tym odcinku wszystko
na jedną kartę, byleby walczyć z Federacją Rosyjską, nawet
kosztem zachowania poprawnych stosunków oraz ewentualnych możliwości
prowadzenia polityki innej wobec Moskwy wobec agresywnej. Wbrew temu,
co uznałby Tomasz Sakiewicz, nie jestem ruskim agentem. Nie popieram
w żaden sposób polityki Putina w Europie Środkowo-Wschodniej,
jednak uważam, że racjonalna polityka zagraniczna powinna nie
opierać się na emocjach, pobrzękiwaniu szabelką i prowadzeniu
jednowektorowej polityki sojuszy, w czym PiS nie różni się od
obozu lewicowo-liberalnego, jedynie różni się pod względem
ideologicznego uzasadnienia takiej a nie innej geopolityki (PiS
umocowuje swą wizję w oparciu o mit „wiecznego zagrożenia ze
Wschodu”, zaś lewicowo-liberalni w micie Stanów Zjednoczonych
jako gwaranta międzynarodowego porządku).
Czy
w takim razie nieistotna na rzecz zmagań geopolitycznych z Moskwą
jest kwestia polskiej mniejszości w krajach wchodzących przed
wiekami w skład I Rzeczypospolitej (tj. na Litwie, Ukrainie i
Białorusi)? Polaków pozostawionych przez kolejne rządy samymi
sobie w obliczu polityki krajów, których są obywatelami. Tymczasem
na Litwie mają miejsce od wielu lat represje wobec mieszkających
tam Polaków (usuwanie dwujęzycznych nazw ulic, zamykanie szkół,
zakazywanie języka polskiego etc.). Na Ukrainie prowadzona jest –
z polskiego punktu widzenia patrząc i oceniajac – polityka
historyczna oparta o kształtowanie postaw heroicznych na części
ukraińskich postaci czy epizodów z historii Ukrainy, budzących
negatywne opinie w polskim społeczeństwie (mam na myśli formacje
Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz 14. Dywizję Grenadierów SS
„Galizien”, postacie Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, Dmytra
Kłaczkiwskiego „Kłyma Sawura”, płk Petra Diaczenki i et
consortes). Jakkolwiek nie starać się zrozumieć powodów
prowadzenia takiej, a nie innej polityki historycznej na Ukrainie,
tak należy przyznać, że obawy Polaków są uzasadnione (dodatkowo
podsycane przez nowe wieści o przestępstwach dokonywanych przez
Ukraińców w Polsce). To jak z tą geopolityką wobec Wschodu?
Jak
odniesiesz się do represji, jakich prorządowe służby dopuszczały
się wobec nacjonalistów w Polsce? Chyba przyznasz, że nieco to
zaburza obraz Polski jako kraju rządzonego w opinii Zachodu przez
rzekomo konserwatywny i nacjonalistyczny rząd? Podam kilka
przykładów z tego roku oraz szerzej przypomnę jeden z ubiegłego
roku (wspomniany w poprzednim liście). Pierwszym – brutalne
pacyfikacje przez policję demonstracji przeciwko „paradom
równości” w Rzeszowie i Lublinie. Drugim – represje przed 11
listopada ub.r. przed Marszem Niepodległości, który bezprawnie
próbował zawłaszczyć PiS (zatrzymano wówczas około 100
nacjonalistów z różnych organizacji, doprowadzono do odwołania
koncertu „Ku Niepodległej” oraz zamętu wokół dwóch
organizowanych konferencji, zatrzymywano w domach o 6 rano czy w
drodze, w czasie od 48 do 72 godzin przetrzymywano w aresztach
śledczych, rewidowano, próbowano uzyskać materiały służące
propagowaniu faszyzmu oraz mające na celu… przygotowanie
materiałów do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, a także,
co nagłośnili nacjonaliści, a wyśmiały bądź próbowały
dyskredytować centroprawicowe lemingi – policja dopuściła się
molestowania seksualnego wobec 18-latki chcącej wziąć udział w
Marszu Niepodległości). Trzecim – plany wprowadzenia zmian
obowiązujących przepisów w zakresie karania z niesławnego
artykułu 256 kodeksu karnego (będącego przedmiotem represji wobec
nacjonalistów w poprzednich latach), m.in. podniesienie kary z 2 do
3 lat więzienia, rozszerzanie uprawnień służb do inwigilacji osób
mogących zostać uznanymi za podejrzane z 256 oraz przygotowanie
katalogu zakazanych symboli i posiadanie treści mogących zostać
przez biegłego zakwalifikowane pod kątem 256 (co – biorąc pod
uwagę dowolną interpretację – byłoby narzędziem zwalczającym
nie tylko nacjonalistów, ale każdego nieprawomyślnie myślącego
obywatela, co m.in. czyni w Rosji putinowski reżim zamykając usta
obywatelom, w tym rosyjskim nacjonalistom niesławnym odpowiednikiem
polskiego 256, czyli artykułem „282”). Czwartym – zatrzymania
w marcu i kwietniu br. związane z mającymi się odbyć koncertami
muzyki tożsamościowej (zakwalifikowane oczywiście pod rzekome
propagowanie faszyzmu). Powinny te przykłady z trwającego roku 2019
wystarczyć, choć mógłbym jeszcze rzucać przykładami z
poprzednich lat rządów „dobrej zmiany”, ale nie zmieniłoby to
wiele. Niczym się więc nie różni PiS od lewicowo-liberalnego
lobby, które rządziło w poprzednich latach, jeśli chodzi o ich
stosunek do nacjonalizmu. I mnie – jeśli mam być szczery – ani
grzeje, ani ziębi, bo oba te obozy uważam za wrogie idei wolnej i
niepodległej Polski.
Teraz
przejdę do kwestii społeczno-gospodarczych (wymienię część
zagadnień):
- Produkcja polskiej żywności stopniowo jest wypierana na rzecz importu żywności z zagranicy. Na pracy polskich rolników największe zyski odnoszą dostawcy i same sieci handlowe, zaś w skrajnych przypadkach farmerzy mogą liczyć jedynie na 14% ceny końcowej swoich wyrobów (na co zwrócił uwagę w swojej analizie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów). Nie ma reakcji na rosnące manipulacje i oszukiwanie konsumentów informacjami o pochodzeniu wytworzonych produktów bądź są nieprawidłowe.
- W roku 2018 zlikwidowano blisko 28 tysięcy gospodarstw rolnych zajmujących się hodowlą świń (w latach 2015-2018 upadła blisko jedna czwarta tego typu obiektów, z 244,8 tys. gospodarstw rolnych pod koniec 2015 r. do niecałych 177,2 tys. w dniu 21 października 2018 r.), co miało związek z walką z afrykańskim pomorem świń, jednak w dalszej konsekwencji doprowadzała do upadku gospodarstw i wzmocnienia pozycji zagranicznych eksporterów mięsa do Polski. Ponadto latem 2018 r. ujawniono tragiczną sytuację związaną z niskimi cenami skupu produktów (m.in. za kg malin płacono 2 zł, za kilogram wiśni – 1,5 zł, a za kg ziemniaków – zaledwie 20 groszy) przy jednoczesnej zmowie cenowej prowadzonej przez firmy będące na kapitale zagranicznym.
- Pod względem płacy minimalnej wypadamy blado na tle innych krajów Europy. Mimo, iż rząd chwali się podwyżką minimalnego wynagrodzenia w umowie o pracę do 2250 złotych brutto (czyli ok. 1634 zł netto „do ręki”), to pod względem całej UE jesteśmy na czwartej pozycji od końca. Podwyżka płacy minimalnej nastąpiła dokładnie o… 100 złotych więcej w ciągu ostatniego roku. A jednocześnie Polska należy do państw UE, w których najwięcej się pracuje (średnio Polacy spędzili w pracy 1895 godzin).
- Kompletnym fiaskiem okazał się program Mieszkanie Plus, który w swoich założeniach miał dać ponad 100 tysięcy tanich mieszkań na wynajem z późniejszą możliwością ich wykupu. Jak przyznają nawet eksperci związani z obozem rządzącym, program okazał się nieefektywny z powodu częstych zmian koncepcji programu i źle przygotowanych aktów prawnych przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Dotychczas udało się zbudować w ramach programu… jedynie 480 mieszkań.
- Nie prowadzono jesienią 2018 roku żadnych prac nad zmianą systemu i taryfikatora kar za łamanie praw pracowników przez pracodawców (co wprost skomentował szef Państwowej Inspekcji Pracy, Wiesław Łyszczek). Prace nad ewentualnymi zmianami (m.in. przypisaniem grzywien konkretnym wykroczeniom, dostosowaniem sankcji do wielkości firmy) spotykały się z negatywną postawą Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej.
- Latem 2018 roku PiS planował założyć nową spółkę leśną Polskie Domy Drewniane, które miały powstać na bazie Lasów Państwowych, ale doprowadziłyby do ich upadku i sprzedaży polskich zasobów naturalnych.
- Ograniczono środki finansowe dla Państwowej Inspekcji Pracy, co tylko obala frazesy partii rządzącej o potrzebie wzmocnienia pozycji pracowników.
- Rządowe plany przekazania pieniędzy z OFE na Indywidualne Konta Emerytalne z wiosny 2019 roku w razie wprowadzenia ich mogą zagrozić prywatyzacją pieniędzy zgromadzonych przez emerytów, co wygeneruje poniesienie przez emerytów kosztów oraz ryzyka lokowania sprywatyzowanych przez rząd środków na rynku finansowym.
- Stale pogarszająca się kondycja polskiej służby zdrowia.
Można
by długo wymieniać, ale piszę ten list już kolejną godzinę, a
za oknem powoli Niebo robi się różowawo-błękitne i Księżyc
świeci coraz jaśniejszym blaskiem, to ograniczę się do tych
wybranych tez społeczno-gospodarczych, w których się wyłożyła
tzw. „dobra zmiana”. Do tego można by wspominać o licznych
przykładach korupcji, kumoterstwa i klienteli niczym nie różniącej
się od poprzednich rządów.
Ech,
czas już wraz z ciemniejącym Niebem zbierać się do końcówki
niniejszego listu. Więc tak. PiS jest tak samo antynarodową i
antypolską partią, jak „totalna opozycja” spod znaku PO,
Koalicji Europejskiej i odrzutków wymierającego politycznie
Komitetu Obrony Demokracji. Dlaczego zawsze będę wrogo nastawiony
do tej partii? Po pierwsze – cementuje demoliberalny układ, w którym
tkwimy od 1989 roku. Po drugie – wykorzystuje niepodległościowe
hasła, idee i słowa do legitymizowania swojej całkowicie
antyniepodległościowej polityki. Po trzecie – prześladuje
nacjonalistów i nie tylko, ale wszystkich mających odmienne zdanie
po „prawej stronie” od PiS. Po czwarte – nie rozwiązała wielu
potrzeb społecznych Polaków. Po piąte – kapituluje przed
lewicowo-liberalnym lobby w sprawach światopoglądowych, kulturowych
i cywilizacyjnych, a jej rzekomy katolicyzm i konserwatyzm ma
charakter jedynie werbalny, propagandowy. Po szóste – oszukuje
swoich wyborców, ale nieszczególnie mi za to żal, bo idee mają
konsekwencje. Zresztą, w tym roku są wybory do Europarlamentu oraz
Sejmu i Senatu. Pewnie pójdziesz zagłosować na swoją ulubioną
partię, co? Ja na pewno nie zagłosuję.
Na
pewno ów list nie ukaże się na łamach „Gazety Polskiej” ani
„Gazety Polskiej Codziennie”, ani nie wystąpię przed ekranem
Republiki, ani nie zostanę zaproszony do wygłoszenia wykładu na
spotkaniu organizowanym przez klub GazPola. Żadne prorządowe medium
nie poprosi mnie o komentarz, ani udział w audiencji radiowej. Po
tym liście pewnie zostanę uznany za Ruskiego Agenta i przyjdzie
czas wypłacić rubelki, które pewnie mi zapłacono za napisanie
tekstu (tutaj muszę rozczarować, moja twórczość jest całkowicie
non-profit, a powyższe słowa są czarnym humorem, na który mogę
sobie teraz pozwolić, bo czarna jest Noc, a na Niebie miliardy
gwiazd, w które wolałbym spoglądać na spacerze niż tutaj, w
ekran, jednak obowiązek napisania tego tekstu dzisiaj wziął górę).
I
– o ile parę miesięcy temu mogłem mieć złudzenia, że otrzymam z
Twojej strony odpowiedź na mój list – teraz nie mam złudzeń, że
się nie doczekam odpowiedzi albo co najwyżej kilka agresywnych
epitetów niewytrzymujących cienia krytyki.
Trudno,
niejedną taką krytykę przeżyłem, to i tę przeżyję.
Bez
pozdrowień,