piątek, 3 lipca 2026

Ronald Lasecki: „Citizen Vigilante” – recenzja

I can’t sit here and watch you exist in a state of sleep paralysis anymore. The truth is this: You’re all being used. You’re nothing but playthings. Every soldier who’s gone off to war thinking that their death was for an idea, or that their sacrifice was important for society, has been played. You walk down the street, and you get stabbed, or robbed, killed, and what does your country do? Nothing. And what do you do? Nothing? The universe demands balance.

(Michael Sanders)

             Najnowsze dzieło niemieckiego „antyreżysera” Uwe Bolla doczekało się już na polskiej prawicy lawinowej krytyki, za którą wyczuć da się jednak gorące pragnienie „odcięcia się od radykalizmu” w obawie przed napiętnowaniem jako „ekstremista” dla którego nie ma miejsca w reżymowym dyskursie politycznym czy na „poważnej” prawicy konserwatywnej. Zaroiło się zatem nagle na internetowej prawicy od znawców sztuki filmowej doszukujących się w filmie „dziur” fabularnych (nie da się ukryć, że takie występują), nieadekwatnej ścieżki muzycznej itp. Objawiono nam nawet stojących za filmem żydowskich producentów, pozostawiając postronnym pole do „dopowiedzenia” sobie „odpowiednich” wniosków. Wszystko oczywiście po to, by móc raz za razem wykrzykiwać że „Citizen Vigilante” to „gniot” i „gówno”.

czwartek, 2 lipca 2026

Adam Danek: O potrzebie pisarstwa heroicznego

               Do ogólnego nastroju przenikającego tak zwane społeczeństwa rozwinięte, a także panującego w życiu naszego własnego Kraju (raz zaliczanego do rozwiniętych, a raz nie) doskonale pasuje określenie użyte niegdyś przez Ernesta Jüngera (1895-1998) dla scharakteryzowania życia republiki weimarskiej – „atmosfera bagna”. Wokół siebie obserwujemy bezprecedensowy co do głębi i skali rozkład więzi wspólnotowych – dotykający wspólnoty wszelkiego szczebla: religijne, państwowe, narodowe, lokalne, zawodowe, a nawet rodzinne. Jego najważniejszym symptomem jest zanik etosów właściwych dla poszczególnych rodzajów wspólnot. A przy tym ów rozpad jakby nikogo nie obchodzi. Systemy moralne i ideowe wydają się nie wywoływać już żadnych poruszeń w obracającej się stopniowo w kompost ludzkiej masie. Tylko jedna wizja ciągle potrafi skłonić ludzi do znoszenia niewygód, do samozaparcia i poświęcenia – wizja dobrobytu, ale pojmowanego jednowymiarowo, spłaszczonego do jego najniższego aspektu: sytości materialnej. Od całej reszty współcześni chcą mieć święty spokój i złoszczą się na każdego, kto próbuje ich przekonywać, że człowiek powinien się poświęcać dla (i w imię) czegoś innego, niż pełen garnek czy portfel. Kwestie, które jeszcze trzy pokolenia temu budziły troskę przynajmniej najlepszej części każdej z warstw społecznych – takie, jak moralność publiczna, kondycja narodu, wychowanie następnej generacji i konieczne dla niego wzorce, niepodległość państwa, jego bezpieczeństwo, prestiż na arenie międzynarodowej, jego siła, dająca oparcie narodowi – zobojętniały dziś do tego stopnia, że kompletnie nie istnieją w świadomości społecznej. Zdumienie i kpiące uśmiechy wywołuje sam fakt, iż można się nimi interesować, zamiast zajmować się „prawdziwym życiem”.

środa, 1 lipca 2026

Wojciech Wasiutyński: Powstanie Poznańskie 1956

I. W świetle wybuchu

           Wybuch poznański zmienił nagle obraz Polski nie tylko w oczach emigracji polskiej i nie tylko w oczach świata zachodniego, ale także w oczach samych Polaków w Polsce.

Najcharakterystyczniejszą bodaj cechą życia polskiego pod okupacją sowiecką było, że nikt nie miał szerszego obrazu stosunków, nikt nie umiał z pewnością powiedzieć, jaka jest opinia społeczeństwa w tej czy innej sprawie, w jakim stopniu istnieje opinia publiczna w sprawach politycznych. Nawet bardzo inteligentni ludzie mieli tylko obraz fragmentaryczny. Wiedzieli co się mówi w ich kółku, pamiętali taką czy inną szczególniejszą scenę przypadkową. Tak było zawsze w Sowietach, gdzie rząd starał się być jedynym społeczeństwem i nie dopuszczał do powstania żadnych środowisk samorzutnych. Ten system narzucano Polsce. Ludzie żyli w ciemności i znali głos i zarys sylwetki tylko najbliżej stojących.