Minął rok od wyborczej ustawki, a ja dalej nie mogę się napić na ulicy
piwa, które sobie kupiłem za swoje pieniądze w polskim sklepie. Bo
dlaczego miałbym się nie napić? Jestem w miejscu publicznym, skupiającym
wielu ludzi o różnych filozofiach życia. Moja jest prosta: kiedy jest
gorąco, to chcę się napić zimnego piwa na ławce, albo nad rzeką. I nadal
nie mogę. Nie mogę tego nawet zrobić, stojąc na chodniku przed własną
posesją. Bo to miejsce publiczne. Jednak zimą, chore państwo nakłada na
mnie obowiązek odśnieżania tego odcinka chodnika, choć prawnie nie
należy do mnie. Pić latem nie mogę, a zimą odśnieżać muszę. To moja
Polska jest taka?
TJK