Cytaty

INTEGRALNY RZYMSKI KATOLICYZM * NACJONALIZM INTEGRALNY * NARODOWY SOLIDARYZM * UNIWERSALIZM * REWOLUCJA KONSERWATYWNA * EUROPA WOLNYCH NARODÓW

PRZECIWKO KOMUNIZMOWI I KAPITALIZMOWI! ZA NARODOWYM SOLIDARYZMEM PAŃSTWA!

PORTAL PUBLICYSTYCZNY FRONTU REX ORAZ RUCHU NARODOWO - RADYKALNEGO "FALANGA"

Codziennik internetowy (wydarzenia - relacje - artykuły)

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”

PRZEŁOM NARODOWY - jest to projekt polityczny łączący w sobie ideę hierarchiczną z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do zmiany obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny i trwały

wtorek, 5 maja 2026

ZAKŁAMANA BELLA CIAO

Celuj w pierś. Włoski faszysta przesuwa palcem lufę karabinu ''partyzanta'' w stronę swojego serca, Rzym, 1946 rok. [A]

81 lat temu...
Dzień 25 kwietnia we Włoszech jest do dzisiaj fetowany jako święto wyzwolenia od faszyzmu. Święto to ustanowiono w rocznicę zajęcia przez partyzantów Mediolanu i Turynu, oraz masowych strajków w zakładach zbrojeniowych. W szeregach partyzantów miało walczyć w sumie od 109 do 233 tysięcy ludzi. Wojna się kończyła, wybory były łatwe. Zgodnie z do niedawna obowiązującą retoryką, cały naród włoski stanął przeciwko faszystowskim okupantom i pozbył się ich, oraz ich niemieckich panów z Italii. Szczególnie zaś miały zasłużyć się w walce komunistyczne ''brygady Garibaldiego'', rozśpiewane popularną piosenką partyzancką ''Bella Ciao''.
W myśl tej narracji, jedyne zbrodnie, jakie nastąpiły na Półwyspie Apenińskim po wrześniu 1943 roku, gdy Włochy podpisały rozejm z Aliantami - były dziełem Niemców i włoskich faszystów (które rzeczywiście miały miejsce - ale o tym niżej). A partyzanci? Partyzanci tylko toczyli walkę, zadawali ciężkie straty okupantom, walczyli bohatersko. Po wojnie wydano zaświadczenia o walce partyzanckiej dla... pół miliona Włochów.
Tyle piękna legenda.
A w rzeczywistości? To, co działo się we Włoszech w końcowych dniach II Wojny Światowej przyprawia o dreszcze.
* * *
Jeśli podobają Ci się moje wpisy, zachęcam do wspierania mnie przez Patronite lub BuyCoffee pod adresem "wojnawkolorze", a także do komentowania i udostępniania. Zachęcam też do śledzenia i czytania innych wpisów.
* * *
Był lodowaty ranek 7 lutego 1945 roku. Gdzie okiem sięgnąć, sceneria była nadzwyczaj malownicza: śnieg otulał ziemię niczym płaszczem, powietrze pachniało igliwiem oraz żywicą, a niewzruszone granitowe szczyty, owiane zimnym górskim wiatrem, jak przed wiekami obserwowały legiony rzymskie maszerujące na podbój Europy, tak i teraz milcząco świadkowały wojennej zawierusze.
Idąca wąskimi ścieżkami, nieco rozwleczona grupa mężczyzn w milczeniu podążała naprzód, niebaczna na piękno przyrody. Mieli skłębione brody, rożnego rodzaju tobołki i nosili się na poły cywilnie, na poły wojskowo. Zmierzali ku Porzus, gdzie mieściło się dowództwo brygady Osoppo - katolickiej formacji partyzanckiej, walczącej przeciwko Niemcom u granicy z Jugosławią. Czasami mijali stojących na warcie katolickich partyzantów. Podawali się wtedy za uciekających przed amerykańskimi bombardowaniami cywilów i eskortujących ich w bezpieczne miejsce partyzantów. Partyzanci przyjaźnie skierowali przybyszów w stronę swojego sztabu, by tam się ogrzali, zjedli coś i przenocowali. Na czele dziwnej grupy szedł znany im bojownik komunistyczny, Mario Toffanin. Pospolity kryminalista oskarżany o rozboje i kradzieże, który zdezerterował z włoskiej armii i uciekł do Jugosławii, a po kapitulacji Włoch został partyzantem. Teraz wykonywał zadanie specjalne.
Po przybyciu do Porzus rzekomi ''uciekinierzy'' wyjęli ukryte pistolety i granaty, aresztując wszystkich obecnych partyzantów. ''Uciekinierzy'' bowiem byli szwadronem śmierci komunistycznej organizacji ''Gruppi di Azione Patriotica''. Toffanin z okrutnym wyrazem twarzy machnął na swoich kamratów. Ci sięgnęli po drewniane pałki i ruszyli ku dowódcy brygady Osoppo i kapitanowi Alpini, Francesco de Gregoriemu, ciągle trzymającemu w zdumieniu ręce u góry. Zaczęli okładać go pałkami, a gdy upadł - sięgnęli po nóż. Jeden z nich wykroił mu żywcem oczy ku uciesze pozostałych. De Gregori zaczął przeraźliwie krzyczeć, więc dobito go pałką. Jego los podzielił oficer polityczny i jego 21-letnia dziewczyna.
Inni partyzanci katoliccy nie usłyszeli niczego, bo byli zbyt daleko. Jedynie stojący na warcie kapitan Aldo Bricco, który miał zmienić de Gregoriego, spostrzegł w porę co się dzieje i zaczął uciekać. Bandyci wówczas zaczęli za nim strzelać. Sześć kul trafiło kapitana, ale ten, jakimś niebywałym cudem, zdołał uciec komunistycznym mordercom.
Inni nie mieli tyle szczęścia. Komunistyczni terroryści w Porzus zamordowali siedemnastu partyzantów. Preteksty były różne - kontakty z partyzantami Tity, żołnierzami faszystowskimi, Niemcami. Ale prawdziwy powód był tylko jeden: konkurencja dla komunistów. Toffanin był zresztą znany z brutalności i agresji - przed zabiciem znęcał się osobiście nad swoimi ofiarami, a potem masakrował zwłoki.
Po wojnie, zagrożony aresztowaniem herszt bandy zdołał zbiec do Jugosławii. Zanim zdechł w 1999 roku, zdążył udzielić wywiadu, w którym wyrażał dumę z tego, że pozbył się ''faszystów'' z własnego terenu.
* * *
Masakra w Porzus była tylko jednym z wielu wydarzeń, jakie wydarzyły się we Włoszech w latach 1945-1946. Wydarzeń krwawych, okrutnych i haniebnych.
Najstraszliwsza orgia zabijania zaczęła się w kwietniu 1945 roku. Gdy niemiecka armia zaczęła się wycofywać, całe północne Włochy pogrążyły się w wirze krwawej zemsty.
Alianckie postępy we Włoszech podczas ataku na Linię Gotów, zaczętego 6 kwietnia 1945 roku i przełamanie niemieckiej obrony m. in. przez Polaków i Amerykanów pod Bolonią 21 kwietnia, doprowadziły do załamania się istnienia całego ''okupowanego sojusznika'', jakim była Włoska Republika Socjalna - podległe Niemcom włoskie państewko, powstałe po wrześniu 1943 roku. Tu warto wspomnieć, że tereny Republiki były przez Niemców traktowane bardzo brutalnie. Masakry na cywilach i pacyfikacje wsi, dokonywane przez oddziały niemieckiej Grupy Armii ''C'', dowodzonej przez znanego nam marszałka Alberta Kesselringa, były na porządku dziennym, zwłaszcza w 1944 roku. Nastąpiły też egzekucje zakładników i deportacje włoskich Żydów do obozów koncentracyjnych. Niemcy nie ufali swoim włoskim sojusznikom po tym, co nastąpiło 8 września 1943 roku. Traktowali ich z ledwie skrywaną wrogością. Swoje dołożyły też włoskie oddziały faszystowskie, a także konfiskaty żywności i głód w miastach, wywołany przez Niemców, oraz silne alianckie naloty na Mediolan i Turyn.
Przekładało się to na lawinowy wzrost osób ukrywających się przed okupantem, które formowały oddziały partyzanckie, podległe Komitetowi Wyzwolenia Narodowego (CLN, złożonemu z socjalistów, komunistów, chadeków i liberałów). O ile w styczniu 1944 r. partyzantów było ok. 42 000, o tyle w kwietniu 1945 r. miało być ich już ponad 210 000. Liczby te są cokolwiek przesadzone - znakomita większość ''partyzantów'' dołączyła do walki tuż przed końcem wojny. Solidnie zaś zrzutami broni i materiałów wybuchowych wspomagali ich Alianci.
Wśród nich najbardziej skuteczni mieli być komuniści z ''brygad Garibaldiego''. Ale nie ze względu na sukcesy w walce, a bezwzględność, wymuszaną przez zwierzchników Włoskiej Partii Komunistycznej z Moskwy. W ''brygadach'' (mających siłę raczej kompanii, czy batalionu) byli oczywiście komisarze, pilnujący nastrojów. Ich celem nie byli tylko Niemcy, ale ''faszyści'' - a za ''faszystów'' uznawali ziemian, księży, urzędników, czy inteligentów. Jak zwykle - co znamy z Polski i przykładu bandyckiej Gwardii Ludowej - komuniści dążyli do zmiany struktury społecznej i eliminacji swoich wrogów politycznych. Liczyli też na radykalizację nastrojów przez niemiecki odwet wywołany ich - często bezmyślnymi - działaniami. Nie brakowało wśród nich pospolitych bandytów, dążących tylko do mordów i wzbogacenia się. Włochy tonęły w wojnie domowej. Kulminacja nastąpiła właśnie w kwietniu 1945 roku, gdy CLN wezwał do powstania w Mediolanie i Turynie.
Symbolem tego był los samego łysego włoskiego dziennikarza, nazwiskiem Benito M.
Włoski polityk, będący od lat raczej więźniem Niemców, niż realnym przywódcą, był załamanym psychicznie wrakiem człowieka. Planował uczynić swoją ostatnią redutę w Alpach Włoskich przy granicy ze Szwajcarią. Wybuch powstania zastał go w Mediolanie, gdzie zamierzał stworzyć jakiś rodzaj parodii antycznej Masady, czy Termopil, otoczony przez ostatnich wiernych sobie ludzi z batalionu pancernego ''Leonessa'' z jednym czołgiem (w tej roli ciekawy włoski czołg ''ciężki'' P.26/40, który niebawem opiszę). Gdy jednak nastąpiły strajki, a następnie demonstracje i spontaniczne zrywy, ostatni pretorianie faszyzmu... porzucili swojego wodza (i czołg) bez walki. Część z nich zresztą uciekła na stronę powstańców, co nie było takie rzadkie wśród członków formacji faszystowskich w tych dniach...
Zniechęcony pozbawieniem go możliwości złożenia ostatniej patetycznej ofiary Duce usiłował negocjować swoje poddanie się socjalistom włoskim. Jednak nie wiedział, że ci pertraktowali już z Niemcami i żądali wyłącznie kapitulacji. Zrażony pominięciem go, próbował uciec do Szwajcarii 26 kwietnia. Przebranego w niemiecki mundur następnego dnia rozpoznał jeden z bojowników 52. brygady partyzanckiej w rejonie miejscowości Dongo koło jeziora Como. Nie było to zresztą trudne - M. poruszał się w długiej kolumnie samochodowej. Partyzanci wywieźli M. do willi w Menaggio. Wraz z nim trafiła tam jego kochanka, Claretta Petacci.
Następnego dnia do Menaggio przybył osobnik, przedstawiający się jako ''pułkownik Valerio'', sympatyk M., który rzekomo chciał ich uratować. ''Valerio'' zabrał M. i Clarę do samochodu. Po stu metrach zatrzymał się i kazał wysiąść pasażerom pod ogrodzeniem przydrożnej willi, skąd wyszli uzbrojeni ludzie. ''Valerio'' wysiadł z auta z pistoletem maszynowym w dłoni. W rzeczywistości był to Walter Audisio, przywódca partyzantów komunistycznych w dolinie Padu. Audisio przeładował peem i niewyraźnie wybąkał pod nosem słowa wyroku śmierci w imieniu narodu włoskiego. Claretta zalała się łzami i uwiesiła się na szyi Duce, dzielnie żądając zabicia jej wraz z nim.
Audisio wymierzył w parę z angielskiego Stena i pociągnął za spust. Odpowiedziała mu cisza. Sten zaciął się. Przeklinając, Audisio wyciągnął rewolwer, lecz ten także się zaciął. Widząc, co się dzieje, M. rozchylił poły płaszcza, stanął przed Audisiem i odważnie ryknął mocnym głosem:
– Mierz w serce!
Jeden z ludzi Audisia pospiesznie podał mu swoją broń. Francuski peem MAS 38. Tym razem padły celne strzały. Pierwsze kule dosięgły Clarę Petacci, która zginęła od razu. M. seria rzuciła na mur tuż obok niej. Osunął się na ziemię, wciąż żywy. Audisio podszedł i strzelił doń ponownie z bliska. M. drgnął konwulsyjnie, a potem znieruchomiał.
Ciało włoskiego dyktatora wleczono ulicami Mediolanu, gdzie tłum pluł na nie, obrzucał kamieniami i strzelał. Twarz Duce była tak zmasakrowana, że nie dało się go już rozpoznać. Benito i Clarę powieszono za nogi, ku uciesze motłochu, na stacji benzynowej na Piazzale Loreto. Niedługo potem doprowadzono tam schwytanego sekretarza Partii Faszystowskiej, Achille Starace. Ten, rzucony na kolana, spojrzał na ciało Duce i ponoć wyszeptał tylko ze łzami w oczach: ''On jest bogiem''. Chwilę później któryś komunista strzelił mu w głowę. Starace został także powieszony, razem z dawnym komunistą, oraz ideologiem faszystowskiej Republiki Socjalnej (co też pokazuje jak pokrętne były dzieje faszyzmu i komunizmu), Nicolą Bombaccim i Alessandro Pavolinim, dziennikarzem i sekretarzem partii.
Do dzisiaj śmierć M. skrywa tajemnica. Audisio do końca życia twierdził, że otrzymał rozkaz bezpośrednio z Komitetu Wyzwolenia Narodowego (CLN) by zabić Duce. Ale nie bardzo wiadomo kto ten rozkaz wydał. Istnieje teoria mówiąca, że na śmierci M. zależało personalnie samemu Churchillowi, a to dlatego, że obaj przywódcy przez całą wojnę prowadzili tajną korespondencję. I to bardzo ciekawą korespondencję, w której Churchill... proponował Duce, oraz pośrednio Niemcom, natychmiastowy rozejm, uznanie Republiki Salo oraz rozpoczęcie wojny z ZSRR. Ponieważ Amerykanie nie zgodzili się na taki układ, zaniechano dalszych porozumień. Wypłynięcie dokumentów M. mogłoby pogrążyć nie tylko samego Churchilla, ale wszystkich Aliantów zachodnich.
* * *
25 kwietnia 1945 roku, w dniu, który dzisiaj jest fetowany jako ''wyzwolenie'', doszło do licznych masakr w Mediolanie i Turynie. Przeprowadzały je oddziały ''partyzantów'' - odzianych bardziej po cywilnemu band z naprędce zorganizowanymi opaskami i bronią, wspieranych przez tłuszczę. Brytyjski wywiad szacował, że od 25 kwietnia do 9 maja w samym Mediolanie zamordowano co najmniej 5000 osób, a w Turynie - co najmniej 1000.
''Nastała wtedy orgia zabijania; masowo aresztowano faszystów i wyrównywano dawne porachunki. Zginęły setki ludzi i trwały walki, gdyż rywalizujące ze sobą ugrupowania starały się zapanować w tym mieście.''
W miastach panowała całkowita anarchia. Nie było żadnej władzy - ani cywilnej, ani wojskowej. Władzę miała tylko zemsta. Kto miał broń, mógł zabić kogo chciał - i nie ponosił za to żadnej odpowiedzialności. Część ofiar to faktycznie byli faszyści, ale najczęściej ginęły całkowicie przypadkowe osoby. Samosądy były okrutne. Ludzi ciągnięto na sznurach ulicami miast, lżony, bito. Golono głowy, obrzucano odchodami i malowano swastyki na twarzach. Potem rozstrzeliwano, wieszano, kamienowano, albo bito na śmierć. Bywało i tak, że wleczono ofiary za samochodami ku uciesze rozwrzeszczanej tłuszczy. Alianci patrzyli na to przez palce. Amerykański oficer łącznikowy w Turynie, płk John Stevens, powiedział Franco Antonicellemu, lokalnemu przywódcy CLN: ''Niech pan posłucha, panie przewodniczący, niech pan załatwi sprawy w dwa, trzy dni, ale na trzeci dzień nie chcę widzieć trupów na ulicach''. .
W rejonie Bolonii od 23 kwietnia do 15 maja 1945 roku, szalało komunistyczne komando śmierci, które jeździło z przygotowanymi listami proskrypcyjnymi i wykonywało egzekucje. Ile osób zamordowali - nie wiadomo, bowiem zabierali ze sobą ciała. 29 kwietnia w Mediolanie wraz z przyjacielem, porucznikiem Valerio Stefaninim pojmany został gwiazdor Regia Aeronautica, major Adriano Visconti, as z 26 zestrzeleniami. Obaj otrzymali zapewnienie, że cała ich jednostka z lotnictwa RSI będzie traktowana zgodnie z prawem, a personalne listy bezpieczeństwa wystawił Viscontiemu burmistrz Mediolanu. Nic to nie pomogło. Visconti i Stefanini zostali zamordowani przez Rosjanina z komunistycznej partyzantki (zbiegli jeńcy i robotnicy przymusowi zasilali włoską partyzantkę).
W Rovetta w dniach 27-28 kwietnia 1945 roku terroryści, pod okiem brytyjskiego oficera łącznikowego, zamordowali 43 jeńców z Legionu Tagliamento. Dowódca faszystów, ppor. Panzanelli, próbował ratować swoich ludzi (w wieku od 15 do 22 lat), pokazując zaświadczenie od lokalnego przywódcy CLN, który zapewnił go, że zostanie potraktowany zgodnie z prawem wojennym. Komuniści podarli je na jego oczach, a potem go zastrzelili. Jednego z członków oddziału, 20-letniego Giuseppe Manciniego zmuszono do zabijania własnych kolegów, zanim go zastrzelono. Okazało się potem, że Mancini był synem siostry M. W Cavezzo bandyci wywlekli z domu weterana wojennego bez nóg, skatowali, związali i wrzucili do chlewu, żeby świnie go zjadły. W Medolla wyciągnięto z domu sekretarkę z komitetu faszystowskiego, zgwałcono na oczach jej męża i dzieci, a potem zawleczono na wzgórze. Kobieta musiała wykopać sobie grób i została zakopana żywcem. W Augusto studentowi podcięto żyły i napełniano jego własną krwią filiżankę, a potem kazano mu ją pić.
* * *
W końcu Alianci rozkazali złożyć broń komunistycznym partyzantom, co nastąpiło w maju, ale zwrócono - jak się szacuje - zaledwie 1/4 uzbrojenia. Komunistyczni partyzanci ani myśleli dać się rozbroić i poukrywali skrytki z bronią na prowincji.
W nocy z 6 na 7 lipca 1945 roku do więzienia w Schio, gdzie przebywali Włosi podejrzewani o kolaborację z Niemcami (nie postawiono im żadnych zarzutów), wdarło się kilkunastu byłych komunistycznych ''partyzantów''. Byli pijani. Wywlekli z cel 70 osób, ustawili pod ścianą i otworzyli ogień z broni maszynowej. Zginęły 54 osoby, w tym 13 kobiet. Nawet dla Amerykanów było to za wiele i pięciu morderców stanęło przed sądem we wrześniu 1945 roku. Zapadły surowe wyroki, ale żadnego nie wykonano. Część oskarżonych uciekła do komunistycznej Jugosławii i Czechosłowacji, a część ułaskawił minister Palmiro Togliatti, przywódca Włoskiej Partii Komunistycznej.
W ''Czerwonym trójkącie'' w Emilii, w prowincji Modena w północnych Włoszech komanda śmierci komunistycznych terrorystów wywoziły tam swoich przeciwników politycznych i mordowały w lasach. Jedną z najsłynniejszych ofiar był 14-letni Rolando Rivi, seminarzysta, zamordowany 13 kwietnia 1945 roku przez komunistycznych morderców. Rolando został beatyfikowany w 2013 roku.
Wg niepełnych danych w ''Trójkącie'' zamordowano około 4500 osób. Niewielka liczba z nich była faszystami, w większości byli to partyzanci niekomunistyczni (chadecy, katolicy, socjaliści, monarchiści), związkowcy, dziennikarze, lekarze i księża. Morderstwa przeprowadzano tam pomiędzy 1945, a 1948 rokiem.
* * *
Im więcej mijało od wojny, tym sytuacja się uspokajała. Jeszcze po wojnie, w rejonie Mediolanu, szalała banda terrorystyczna nazwana ''Volante Rossa'' (''Czerwona kierownica''), która mordowała przeciwników politycznych, dokonując napaści na ich domy. Przywódcą bandy był Giulio Paggio, występujący jako "porucznik Alvaro". Jej pierwszą ''akcją'' było zamordowanie członkini kobiecych służb pomocniczych, oraz jej małoletniej córki. Większość terrorystów miała poniżej 20 lat. Bandę rozbito dopiero w 1949 roku. Proces bandy toczył się w 1951 roku, gdzie skazano 27 jej członków. Czterech z nich, skazanych na dożywocie, uciekło do Czechosłowacji dzięki pomocy komunistycznych polityków włoskich, a lata później zostali ułaskawieni.
Ile osób ogólnie zostało zamordowanych przez komunistycznych terrorystów w latach 1945-1947, tego nie wiadomo. Szacuje się, że było to co najmniej 20 000 osób (częstsze szacunki to 30-40 000), z czego 12-15 000 samą wiosną 1945 roku, a 6000 w pierwszym półroczu 1946 roku. Liczba ofiar nie została dokładnie poznana, ponieważ władze Włoch, na prośby rodzin w 1990 roku o przeprowadzenie ekshumacji ofiar, odpowiedziały odmownie.
Świadomie tutaj pomijam ludobójstwo na włoskich cywilach, jakiego dopuszczali się jugosłowiańscy komunistyczni terroryści Josipa Broz Tity w Istrii i Dalmacji w latach 1943-1946, mordując ofiary w jaskiniach krasowych, zwanych foibe. Ofiary rozstrzeliwano, topiono, albo zrzucano w głąb jaskiń. Zginęło tak od 5000 do 20 000 ludzi. Było to ludobójstwo podobne rzezi Wołynia.
Ostatni mord miał miejsce, gdy ''nieznani sprawcy'' ostrzelali z broni maszynowej obchody weteranów partyzantki katolickiej w... 1955 roku, dziesięć lat po wojnie.
Trudno jednak mówić o ''ostatnim mordzie'', skoro we Włoszech powojenna anarchia przeszła płynnie w krwawe ''lata ołowiu'' i serie zamachów terrorystycznych, przeprowadzanych zarówno przez komunistyczne (wspierane przez sowieckie KGB i wschodnioniemiecką STASI), jak i neofaszystowskie ugrupowania. Zamachy, porwania i morderstwa trwały właściwie do czasów nam współczesnych i ustały dopiero w 1988 roku.
* * *
22 czerwca 1946 roku komunista Palmiro Togliatti wprowadził amnestię na wszystkie zbrodnie popełnione we Włoszech. Darowano kary nie tylko oskarżonym komunistom, ale także faszystom. Pobudki Togliattiego były proste - we Włoszech w przepełnionych więzieniach siedziało 100 000 osób. Dochodziło do buntów, zamieszek i protestów, na prowincjach szalały bandy rabunkowe złożone z byłych partyzantów, biedoty i dezerterów. Poza tym wiedział, że skazywanie tylko faszystów za zbrodnie wojenne doprowadzi do rozruchów i zamieszek wobec bezkarności komunistów. Amnestii przychyliło się alianckie dowództwo we Włoszech.
Walkę partyzancką we Włoszech otoczono troskliwą, romantyczną legendą, jak to cały naród gremialnie walczył z Niemcami. Autorami tej legendy byli oczywiście silni komuniści, blokujący jakiekolwiek informacje o mordach z okresu 1945-1947. Legenda zaczęła pękać w ciągu ostatnich lat, pojawiły się artykuły, książki, a nawet filmy, które zburzyły romantyczny obraz śpiewających ładne piosenki partyzantów.
Przypomnijcie sobie ten wpis, gdy znowu usłyszycie piosenkę ''Bella Ciao'', bo to równie ohydne, co śpiewanie marszy NSDAP.