499 lat temu mialy miejsce tragiczne wydarzenia zapamiętane jako Sacco di Roma. Było to jedno z wydarzeń wojen włoskich (1494-1559). której głównej przyczyny należy upatrywać w ambicjach wielkich władców Europy. W nierozstrzygniętej do tej pory wojnie, oprócz cesarza i króla Francji, brali udział władcy Mediolanu, Wenecji, Florencji, jak i Państwa Kościelnego.
Na początku maja zziębnięci, przemoknięci, wygłodniali i pozbawieni żołdu żołnierze cesarscy dotarli do Rzymu. Ich ambicją było plądrowanie zamożnych włoskich miast. Propozycja papieża o dwóch dukatach na głowę nie spełniła oczekiwań. Żołnierze nie wytrzymali i podnieśli bunt.
Armia w przeważającej części składała się z niemieckich najemników, zwolenników Lutra. Resztę wojska uzupełniali Hiszpanie i Włosi. Nagle okazało się, że nie jest to już armia cesarska, tylko luterańska, w której ambicjach leżało zaatakowanie tronu "Wielkiej Nierządnicy Babilońskiej", czyli Kościoła katolickiego. Ponadto Wieczne Miasto było bogate. Od podjętej decyzji nie było już odwrotu – ruszono na Rzym.
Miasto w ciągu kilku godzin upadło. Papież nie opuścił Rzymu. Podczas szturmu Klemens przebywał w swojej kaplicy, pogrążony w modlitwie. Jego życie zostało uratowane tylko dzięki trzeźwej ocenie sytuacji jego historyka Gioviego, który wyprowadził papieża tajnymi korytarzami do Zamku Świętego Anioła.
Gwardia Szwajcarska, walcząc w obronie papieża, została wymordowana niemal do ostatniego żołnierza. Broniąc wejścia do bazyliki świętego Piotra Szwajcarzy nie bali się poświęcić swojego życia, aby kupić choć trochę czasu uciekającemu papieżowi. Z pięciuset gwardzistów udało się wyjść żywym zaledwie czterdziestu dwóm.
Rankiem następnego dnia rozpoczęło się Sacco di Roma, czyli splądrowanie Rzymu. Wieczne Miasto znalazło się w rękach okrutnych i nieprzewidywalnych żołnierzy, którzy pozbawieni dowództwa nie mieli już żadnych zahamowań. Landsknechci rozpoczęli wymierzać sprawiedliwość „wszetecznicy babilońskiej”. „Sąd boży”, w który wielu niemieckich żołnierzy głęboko wierzyło, trwał aż do września.
Nie minęło wiele czasu, kiedy żywi zaczęli zazdrościć już poległym. Pewien Wenecjanin, który był świadkiem tych okropnych zdarzeń, napisał: „Piekło jest niczym w porównaniu z obecną sytuacją w Rzymie”. Nie oszczędzano nikogo, niezależnie od wieku, płci, majątku czy narodowości. Księża byli wywlekani z zakrystii, torturowani, poniżani i w końcu mordowani, nawet na stopniach własnych świątyń. Brutalny los czekał siostry zakonne, które wielokrotnie gwałcono, po czym zabijano zaczynając od najmłodszych i najładniejszych. Zezwierzęceni żołnierze nie zaprzestali na zakonnicach. Ofiarami gwałtu padło tysiące kobiet w każdym wieku.
W mniemaniu żołdaków nie istniało już żadne pojęcie świętości. Niezależnie czy byli to luterańscy Niemcy, czy katoliccy Hiszpanie i Włosi, w swym rozgoryczeniu i chęci zdobycia jak największego bogactwa nie stawiali już sobie żadnych moralnych barier. Kościoły, klasztory i pałace doszczętnie plądrowano, po czym podpalano. Grabiono papieskie grobowce, łupiono skarbce i bezczeszczono święte relikwie. W tym czasie bezpowrotnie zaginął złoty krzyż Konstantyna, który od tysiąca dwustu lat przebywał w bazylice świętego Piotra. Chusta Weroniki została wystawiona na sprzedaż, a głowę świętego Andrzeja wyrzucono w błoto. Luterańscy żołnierze pod wpływem wina włóczyli się po ulicach Rzymu przebrani w szaty kardynalskie i papieskie, urządzając na niby procesje oraz pseudobłogosławieństwa. Podczas jednego z takich przedstawień obwołano Lutra papieżem.
Uczniowie Marcina Lutra nie byli wówczas nowością, ale pamiętajmy, że mówimy o początkach XVI w. Nie było więc wówczas mediów społecznościowych, które dzisiaj ukazują nam radykalizm poszczególnych grup opowiadających się za lub przeciwko jakiejś sprawie. Słowem: papież 10 lat po wystąpieniu Lutra nie wiedział, że niemieccy heretycy są tak nieprzejednanymi i ziejącymi nienawiścią fundamentalistami pragnącymi zniszczyć katolicyzm, a jeśli docierały do niego jakieś sygnały, to mógł zakładać, że to poglądy jednostek.
Tymczasem to właśnie ów radykalizm niemieckich lancknechtów przesiąkniętych duchem „reformowania” chrześcijaństwa doprowadził do tragedii z maja 1527r i kolejnych miesięcy. Należy zauważyć, że rzymski cesarz Karol V, któremu teoretycznie lancknechci służyli, był wiernym katolikiem i nawet jeśli dopuszczał akcję zbrojną wobec Rzymu, to raczej jedynie w formie groźby i psychologicznego nacisku, a nie realnego ataku, zaś celem mogłoby być zmuszenie papieża do zwołania soboru reformującego katolicyzm.
Rzym płonął w pożodze. W ciągu miesiąca tysiące rzymian zostało zamordowanych bez żadnego powodu, a miasto ograbiono ze wszystkiego co mogło mieć jakąkolwiek wartość. Trupy leżały na ulicach i pływały w Tybrze. Hiszpański świadek tych zdarzeń był w stanie porównać zastały widok jedynie ze zniszczeniem Jerozolimy. Wojska cesarza Karola V doszczętnie złupiły Święte Miasto. Populacja Rzymu z 55 tysięcy spadła do 10 tysięcy mieszkańców.
Wraz ze śmiercią Rzymu upadły nadzieje na pokojowe rozwiązanie teologicznego sporu. Grupa chciwych i fanatycznych niemieckich zwolenników Lutra dobitnie pokazała katolikom, do których należał przecież i cesarz Karol V, jaką widzi dla nich przyszłość.