Ruch
monarchistyczny, odrodzony właściwie ex nihilo, jak Feniks na
zgliszczach, na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, złożony
zresztą, co trzeba przypomnieć, prawie wyłącznie z ludzi bardzo wówczas
młodych i obierający (co było uzasadnione) formułę metapolitycznych,
formacyjnych klubów (pomijam tu oczywiście pajacowate partyjki, które
tylko kompromitowały ideę), na odcinku praksis przyjął – mniej lub
bardziej świadomie – strategię „entryzmu”, czyli wchodzenia do tzw.
prawicowych partii politycznych w nadziei ich „rojalizacji” w dalszej
perspektywie, a w bliższej przynajmniej integralnego
„ukonserwatywnienia”. Największym zainteresowaniem cieszyły się wówczas
ZChN, a jeszcze bardziej Unia Polityki Realnej (realizm, nawiasem
mówiąc, nie był jej najmocniejszą stroną), co wydawało się naturalne
choćby dlatego, że jej ekscentryczny lider raz po raz i publicznie
deklarował, że sam jest monarchistą i chętnie portretował się w mundurze
„regenta”.
„W
tym ogniu, nasi przodkowie widzieli obraz niepokonanego słońca. Dla nas
żołnierzy Waffen SS, światło nigdy nie gaśnie. Wiemy, że noc i śmierć
nadejdą, ale wiemy również, że słońce powróci. Wierzymy w odrodzenie
życia.”
Henri Joseph Fenet, francuski ochotnik SS- Charlemagne
24
kwietnia 1945 rok. Zmierzch bogów. Rzesza niemiecka ogarniająca swoim
wpływem niemal całą Europę była tylko mglistym wspomnieniem, jej stolica
pod masowym bombardowaniem lotniczym aliantów i sowieckiej artylerii
stopniowa popadała w coraz większą ruinę, a bolszewickie fale piechoty
wspierane czołgami szturmowały przedmieścia. Zrezygnowani mieszkańcy
stolicy hitlerowskiego imperium nazywali już swoje miasto Stosem
Pogrzebowym Rzeszy. O godzinie 4.00 nad ranem dowódcę ochotniczej
francuskiej dywizji Waffen-SS Charlemagne stacjonującej w Neustrelitz
SS-Brigadeführera Krukenberga zbudził telefon z dowództwa. Polecono mu
natychmiast udać się do Berlina nie przedstawiając powodów tej decyzji.
Natychmiast zwołał zbiórkę na głównym placu obozu treningowego. Esesmani
stanęli na baczność w szeregu przed swoim dowódcą w długim płaszczu i
oficerskiej czapce z trupią czaszką. Krukenberg oświadczył Francuzom, że
otrzymał rozkaz zameldować się w Kancelarii Rzeszy i zapytał, czy
znajdą się ochotnicy, którzy będą mu towarzyszyć. Natychmiast wystąpiła
krok do przodu przeważająca większość francuskich antykomunistów. Ze
względu na ograniczoną liczbę miejsc w pojazdach, które mieli do
dyspozycji wybrano ostatecznie 90 ochotników. Wśród nich znalazło się
wielu oficerów, a także słynny katolicki kapelan dywizji hrabia Mayol de
Lupé. Ta garstka francuskich nacjonalistów de facto zgłosiła się na
pewną śmierć w chwale w ruinach stolicy Niemiec wykazując ogromne
poświęcenie w walce z zadeklarowanym wrogiem, wrogiem, który sprawił, że
byli gotowi przybrać obce mundury i broń, by go zwalczać.

