Mamy dwugłos w sprawie szczepień na popularnego od kilku miesięcy wirusa. Premier mówi, że szczepienia będą dobrowolne, a minister zdrowia, że rząd planuje zaszczepić wszystkich dorosłych Polaków. Rozdwojenie to przypomina język węża – każdy z końców prowadzi nieuchronnie w stronę jego trzewi…
Mam nieodparte wrażenie, że im dalej brniemy w pandemię, której nie ma, tym więcej spiskowych teorii staje się praktyką codzienności. Czyżby kolejna miała zmienić status? Historia, w każdych innych czasach warta miana bajki, na naszych oczach wypełnia się treścią, która już niebawem może drobnym ukłuciem obudzić nas z błogiego snu inteligenta, który „nie wierzy w takie rzeczy”. Po drodze minęliśmy już pandemię, która została wykreowana w mediach i przeszczepiona ze śmiertelnym dla wielu osób skutkiem do rzeczywistości. Zakończyliśmy etap, który zaświadczył dokumentnie o tym, że Polak uwierzy, że w Szwecji czy na Białorusi nie musi być lockdownu i ludzie nie umierają masowo na chorobę z Wuhan, ale w Polsce już niestety tak. Obecnie przerabiamy na własnej skórze kolejny stopień obłędu, który dotyczy testów, które można zastąpić rzutem monetą (prof. Flisiak), ale które mimo to są podstawą paniki wśród ludu, lockdownu w gospodarce, niezrozumiałych praktyk w szpitalach oraz bólu brzucha u rządzących… bólu ze śmiechu, ma się rozumieć. Bo jak tu się nie śmiać, jeśli ludzie wierzą we wszystko, co im się poda w telewizorze, choćby to był największy absurd, twierdząc jednocześnie, że „mają swoje zdanie” oraz „myślą niezależnie”?


