Niniejszy tekst to krótki zbiór moich rozważań i wniosków, które wyciągnąłem po wielu latach uczestniczenia w ułudzie zwanej wyborami. Szczerze mówiąc, nigdy nie byłem „fetyszystą” wysokiej frekwencji wyborczej i pytany odpowiadałem: jeśli się nie interesujesz polityką, to nie głosuj, to przecież żaden obowiązek (jak zwykło się nam tę czynność przedstawiać), a niebranie udziału w wyborach jest dokładnie takim samym prawem, jak branie w nich udziału.
Liczę sobie 38 wiosen czyli prawa wyborcze mam dokładnie od 20 lat i niemal we wszystkich wyborach uczestniczyłem. Dlaczego? Właśnie dlatego, że od bardzo młodego wieku byłem rozpolitykowany i uważnie śledziłem naszą scenę, a następnie szedłem do urny, by zagłosować. Niestety zwykle „przeciw”, lub by wybrać tzw. „mniejsze zło” – nie oszukujmy się – dokładnie tak samo, jak większość z nas, ludzi nie będących wyznawcami którejś z partii (zakładam, że nasi Czytelnicy nimi nie są).









