Polityka międzypaństwowa prowadzona przez PiS, która odnośnie
Ukrainy, Rosji oraz Chin, popierana jest przez PO, PSL i Lewicę, stała
się już kompletnym absurdem. Utarło się, że w polityce między wrogimi
państwami, obowiązywała zasada wróg mojego wroga jest moim sojusznikiem.
Polityka rządów PiS-u, co prawda prowadzona na krótkiej smyczy przez
ambasadora USA o polskim nazwisku, wywróciła tę zasadę do góry nogami.
Cały czas dla większości Polaków Rosja jest największym wrogiem. Ukraina
będąca wrogiem Rosji stała się zatem, według wspomnianej zasady,
sojusznikiem Polski. Jednak co zrobić, jeśli to rozumowanie nie trzyma
się kupy? Oto ostatnie wystąpienie kierującego ukraińskim odpowiednikiem
polskiego Instytutu Pamięci Narodowej, to jakby przypieczętowanie
faktu, że myślenie o Ukrainie, jako sojuszniku Polski zawaliło się w
gruzy. To myślenie nigdy nie miało szans na przekształcenie się w
solidny gmach, ponieważ jego fundamentem miało być i wygląda, iż nadal
jest, zapomnienie o dziesiątkach tysięcy Polaków wymordowanych przez
Ukraińców. I o tym po raz kolejny przekonał w ostatnich dniach
wspomniany szef ukraińskiej instytucji od polityki historycznej.