Pakistański premier Shehbaz Sharif ogłosił światu wiekopomny sukces – zawieszenie broni na linii USA-Iran, rzekomo obejmujące "wszystkie fronty", w tym Liban. Izrael miał jednak na ten temat inne zdanie i tradycyjnie zapisał je na bombach lotniczych. Gdy Islamabad pompował dyplomatyczny balonik pokoju, Tel Awiw rutynowo nakazał ewakuację południowego Bejrutu i odpalił kolejne potężne uderzenia.
Netanjahu wprost zignorował medialne ustalenia, ucinając temat: Liban to osobny konflikt. Wynik tej gry? Hezbollah taktycznie wstrzymał ogień, a IDF z zimną krwią kontynuuje rozbiórkę kolejnych kwartałów. Brutalna prawda jest taka, że na Bliskim Wschodzie polityczne deklaracje są warte tyle, co papier – dopóki z nieba nie spadnie tona materiałów wybuchowych, która ostatecznie i bezlitośnie zweryfikuje rzeczywistość.