Czy Donald Tusk był DDR-owskim agentem( Stasi) o pseudonimie „Oscar” działającym w latach 80-tych w Trójmieście?
Nazwisko jakie pada w sprawie wspólnego agenta
NRD-owskiej STASI i PRL-owskiej SB, to nazwisko premiera Donalda Tuska.
Choć nikt nie jest w stanie przedstawić dowodów na piśmie, to jednak
informację tę potwierdza każdy były funkcjonariusz zarówno STASI jak i
SB poproszony o komentarz.
Cała sprawa ma związek z ukazaniem się w Niemczech książki Ralfa
Georga Reutha i Günthera Lachmanna „Pierwsze życie Angeli M.”
poświęconej działalności w NRD obecnej kanclerz Angeli Merkel. Twierdzą w
niej, że w 1981 była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ ( Wolna
Młodzież Niemiecka – komunistyczna organizacja młodzieżowa
Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec w NRD ) oraz członkiem władz
komisji zakładowej Akademii Nauk w NRD.
Wolfgang Schnur oraz Lothar de Maizière – polityczni protektorzy
młodej Angeli Merkel, pod których skrzydłami rozpoczynała polityczną
karierę, okazali się agentami STASI. Obaj na terenie byłej NRD tworzyli
oddziały zachodnioniemieckiej partii CDU, z której wywodzi się … Angela
Merkel.
Jeżeli Donald Tusk był agentem STASI i SB o pseudonimie „Oscar”,
który aktywnie działał w gdańskiej „Solidarności”, to ewentualne
zamierzchłe powiązania ze STASI mogą rzucać zupełnie nowe światło na
wzajemnie wsparcie i zażyłe stosunki w polityce międzynarodowej Donalda
Tuska i Angeli Merkel.
„Donald Tusk oznajmia „Henrykowi”, że wspólnie z dawnymi kolegami z Niezależnego Zrzeszenia Studentów chce podjąć niebezpieczną, ale dobrze płatną pracę, taką jak np. malowanie kominów. Z kolei w maju Tusk planuje wraz z żoną pojechać do Paryża, by odwiedzić redakcję „Kultury” Jerzego Giedroycia. Jedne i drugie plany udaje się zrealizować.”
Autorzy Ralf Georg Reuth i Günther Lachmann .” w swojej książce
„Pierwsze życie Angeli M.” zadają wiele pytań , które wymagają
zastanowienia się. Jakże zasadne w świetle książki „ Pierwsze życie
Angeli M.” wydają się słowa Jarosława Kaczyńskiego, że Angela Merkel
została kanclerzem nieprzypadkowo.
Agent STASI Oscar ciągle na posterunku
Nieobecność „króla Europy” Donalda Tuska w Warszawie 10 kwietnia 2015
roku była nie tylko faktem haniebnym, ale także bardzo znamiennym. I
stanowi kolejny dowód obciążający w procesie, który wytoczyła, na razie
tylko Historia, człowiekowi, który oddał śledztwo smoleńskie w ręce
sowieckich oprawców. W powszechnym dyskursie społecznym utarło się
mówić, że milczenie oznacza zgodę. W tym wypadku, wielkie milczenie
Donalda Tuska, który w sprawie 5. rocznicy, największej po II wojnie
światowej, tragedii, która dotknęła Polskę, nie wydał jednego słowa
oświadczenia z „dalekiej” Brukseli, nie pozostawia wiele wątpliwości, co
do stanu i zawartości zakamarków duszy byłego premiera rządu III RP. W
życiorysie politycznym Donalda Tuska, trudno znaleźć choćby jeden
element, który wprost negowałby liczne domysły, że przed laty został
zwerbowany przez wschodnio-niemiecką STASI i działał nad Wisłą pod
pseudonimem Oscar.
Tylko pobieżny rzut oka na karierę polityczną Donalda Tuska każe
powątpiewać w jego czyste, zgodne z polską racją stanu, intencje.
Przykłady, takiego stanu rzeczy, są znane wszem i wobec: „nocna zmiana”
rządu Olszewskiego, powołanie do życia Platformy Obywatelskiej, która,
co dzisiaj widać jak na dłoni, z zimną krwią dokonuje demontażu Państwa
Polskiego, wasalne stosunki z Angelą M. – kuriozalne ordery i
europejskie apanaże, stocznie, Nord Stream, Smoleńsk i cały kontekst
związany z zamachem i strach, wielki strach przed pułkownikiem Putinem.
Od tego czasu kilka spraw uległo zmianie. Przede wszystkim Donald
Tusk został powołany „przez Angelę Merkel”, bo chyba nikt nie ma, co do
tego żadnych wątpliwości, na przewodniczącego Rady Europejskiej i
czmychnął na sowicie opłacaną synekurę do Brukseli. I smoleńskie demony
zostawił w kraju. Tylko, że od tych upiorów nie da się uciec. Wystarczy
przeczytać relację Małgorzaty Wassermann zapisaną w książce „Zamach na
prawdę” na temat kilku spotkań i rozmów rodzin smoleńskich z Tuskiem po
10 kwietnia 2010 roku. Przed naszymi oczami roztacza się obraz
stronniczości, a właściwie służalczości, wobec Rosjan i himalaje
kłamstwa suflowane cały czas Polakom pod cyniczna przykrywką zwykłej
ludzkiej bezradności i zagubienia, która politykowi na tym stanowisku
przecież nigdy nie przystoi. Dzisiaj natomiast widać, że już 10 kwietnia
2010 roku Donald Tusk prowadził rozgrywkę o przyszłe europejskie
apanaże, żeby Putin i Merkel mogli powiedzieć: “Oto nasz człowiek w
Brukseli”.
Tajemnice STASI na temat Donalda Tuska muszą znać bezwzględnie dwie
osoby: Angela Merkel i Władymir Putin. Oboje całkowicie przypadkowo. To
oczywiście żart, bo wszyscy wiemy, nie tylko od Ralfa Georga Reutha i
Günthera Lachmanna autorów książki pt. „Das erste leben der Angela M.”
(„Pierwsze życie Angeli M.”), że związki Angeli M. z FDJ, a więc i ze
STASI nie były tylko incydentalne. O karierze kgb-owca Putina w NRD
napisano, tu i ówdzie, też kilka słów.
Donald Tusk, jak widać po latach, w tym niemiecko-rosyjskim tyglu
czuł się właściwie jak ryba w wodzie. Angelę M. całował po rękach a z
Władymirem Władymirowiczem wykonywał słynne żółwiki. W międzyczasie
zaśmiewał się do rozpuku z kolegą Bronisławem K. czekając na smoleńskie
trumny na lotnisku wojskowym w Warszawie.
Kim był agent Oscar 10 kwietnia 2010 roku
Jedni twierdzą, że zamachowcem (zob. celną analizę Łażącego Łazarza
pt. „Gruppenfuhrer KAT”). Inni, że wystrychniętą na dudka żałosną
kreaturą, która uwierzyła, że przestawia na tej szachownicy jakieś
figury albo choćby piony. Patrząc z tego punktu widzenia do rangi
symbolu może urastać słynna rozmowa w cztery oczy Putina z Tuskiem na
sopockim molo w 2008 roku. Musiał wtedy żałosny Kaszub pękać z dumy, że
przywódca takiego „mocarstwa” urządza sobie z nim przyjacielskie
„tete-a-tete” i to nie w Moskwie na Patriarszych Prudach. Pożyteczny
idiota? Niekoniecznie. A wspólnik? Może jedno i drugie!
Trzecia możliwość, że Donalda T. Historia przerosła i był powodowany
tylko paraliżującym strachem pozostaje najmniej prawdopodobna. Donald T.
nie siedział samotnie w celi na Łubiance, tylko urzędował w stolicy
blisko czterdziestomilionowego państwa, należącego do NATO, i na biurku
miał „gorącą linię” do prezydenta Stanów Zjednoczonych. W takiej
sytuacji nie oddaje się śledztwa wrogiemu mocarstwu, a w każdym razie
nie bez walki. Mówią, że tonący brzytwy się chwyta. I to jest stara
prawda. Tylko, że agent Oscar nie topił się 10 kwietnia 2010 roku! W
każdym razie nie w morzu należącym do kondominium niemiecko-rosyjskiego.
Merkel i Putin na pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie
dojechali. Barack Obama też. I to są równie wymowne polityczne
„oświadczenia” woli jak milczenie Donalda Tuska 10 kwietnia 2015 roku.
Historia powoli wydaje wyrok na “dziarskiego Donka” z Gdańska. I
kodeksowe prawo, że wszystko co powie oskarżony może być wykorzystane
przeciwko niemu, nie ma w tej sytuacji pełnego zastosowania. Bo o wiele
cięższym dowodem w tym procesie, przed “Trybunałem Historii”, będzie
wszystko to, co Donald Tusk chce przemilczeć.
Nie da się jednak ukryć, że agent STASI Oscar pozostaje ciągle w
grze. A jak długo spadkobiercy STASI, FDJ i KGB będą go chronić i
wykorzystywać, to już temat na inne opowiadanie!
Dlaczego politycy Platformy są tak bardzo ulegli wobec Berlina?
Decyzje o fundamentalnym dla Polski i Polaków znaczeniu w
ostatnich latach bardzo często zapadały nie w Warszawie, lecz w
Berlinie. To w stolicy Niemiec wytyczano kierunki polityki zagraniczną
naszego kraju. To w Berlinie podejmowane były decyzje w sprawie baz NATO
czy obozów dla islamskich imigrantów na terytorium Polski. Dlaczego
politycy Platformy zrezygnowali z prowadzenia suwerennej polityki? Czy
zrobili to za obietnice otrzymania unijnych synekur?
Przykro mi o tym pisać, ale odnoszę wrażenie, że politycy rządowi z
Platformy Obywatelskiej postępują tak, jakby Polska nie była własnością
Polaków, których (przynajmniej w teorii) mają na arenie międzynarodowej
reprezentować. Ich zachowanie może sugerować, że reprezentują interesy
kogoś zupełnie innego. Kogoś, kto traktuje Polskę w kategoriach
gospodarczo-politycznej kolonii, kto czerpie z naszego kraju gigantyczne
zyski, drenując bezpowrotnie kapitał i sporą część owoców wzrostu
gospodarczego…
Niemiecka elita polityczna, w ramach dbania o interesy własnego
kraju, wynajduje w krajach ościennych polityków słabszych, uległych i
zakompleksionych, których może „urobić” według własnego wzorca. Tak było
z Donaldem Tuskiem. Niemcy przez kilka lat hodowali go poprzez wręczane
mu medale, honory, wyróżnienia i poklepywanie po plecach. Kiedy już go
odpowiednio urobili (uprzednio wykorzystawszy do działań na rzecz
niemieckiej racji stanu na linii bilateralnej Polska – Niemcy), to
wstawili na eksponowane europejskie stanowisko, mimo braku znajomości
angielskiego czy francuskiego. Ważne jednak, że znał niemiecki, dzięki
czemu mógł przyjmować bezpośrednie instrukcje płynące z Berlina. Cała
akcja z „europejską prezydencją” Tuska polegała na spacyfikowaniu
(przejęciu w kontrolę) przez Niemcy (za pośrednictwem polityka z kraju
„nowej Unii”) europejskiego stanowiska, które mogłoby coś znaczyć, gdyby
piastował je przebojowy polityk o wyraźnych poglądach. W przypadku
jednak obsadzenia go przez totalną miernotę, w dodatku całkowicie uległą
i podporządkowaną płynącym instrukcjom, nie znaczy nic. W ten sposób
Berlin kontroluje potencjalne narracje, jakie mógłby tworzyć szef Rady
Europejskiej.
Następczyni Tuska na stanowisku szefa rady ministrów w
Warszawie ma niestety zbyt ograniczone możliwości
osobowościowo-intelektualne, abyśmy mogli choćby przez chwile pomarzyć o
próbie prowadzenia niezależnej od Niemiec polityki zagranicznej, która
uwzględniałaby przede wszystkim interesy naszego państwa. Słynne „setki”
telewizyjne z wizyty Ewy Kopacz w Berlinie, kiedy zagubiona i
nieogarnięta premier naszego państwa prowadzona była pod ramię przez
Angelę Merkel, doskonale zobrazowały istotę obecnych stosunków Polsko –
Niemieckich. Pod tym względem nadzieje na zmianę mogą nieść zbliżające
się wybory parlamentarne. Póki jednak krajem rządzi ekipa Platformy
(jeszcze miesiąc), póty rzeczywistym premierem Polski będzie Angela
Merkel.
parezja.pl, 3obieg.pl, marucha.wordpress.com, naszeblogi.pl, alexjones.pl, youtube.com, niewygodne.info.pl
omon.pl, fot. pamiec.pl / afp.com / twimg.com
omon.pl, fot. pamiec.pl / afp.com / twimg.com