Nie całkiem nowe
Mitem (na szczęście co raz słabiej istniejącym w świadomości działaczy) jest
jakoby głoszenie antykapitalistycznych haseł od zawsze zarezerwowane
było dla ideologii komunistycznej, lub jakiejkolwiek opartej na
internacjonalistycznej i anty-narodowej podstawie.
Nie trzeba daleko sięgać wstecz by przypomnieć nacjonalistów, którzy z
systemem wolnorynkowym nie byli za pan brat. Pierwszym przykładem od
razu rzucającym się na myśl jest Obóz Narodowo-Radykalny, który w swojej
doktrynie łączył nacjonalizm z antykapitalizmem. Pewne środowiska chcąc
rozmyć takie stawianie faktów mówią o pro-wolnorynkowym ONR ABC i
socjalistycznym (czy nawet quasi-komunistycznym) RNR Falanga. Jednak
nawet pobieżne zapoznanie się z historią i programem tych ugrupowań
pokazuje, iż wspólnym elementem dla nich była niechęć do ustroju
kapitalistycznego, różnice zachodziły dopiero na polu „co w zamian?”.
Nawet wśród endeków negatywne nastawienie wobec liberalizmu
gospodarczego nie było cechą marginalną. Przypomnijmy, że Adam
Doboszyński, członek Stronnictwa Narodowego, był autorem „Gospodarki
narodowej” – narodowo-katolickiej krytyki kapitalizmu. Należy wspomnieć
również o polskim ruchu narodowo-socjalistycznym, Janie Stachniuku i
Zadrudze; narodowej oraz syndykalistycznej frakcji w sanacji. Polska nie
była ewenementem; każdy narodowo-rewolucyjny ruch w Europie był
nastawiony negatywnie do liberalizmu – nie zostawia to żadnych
wątpliwości, że między byciem nacjonalistą, a antykapitalistą nie ma żadnych sprzeczności.


