Cytaty

KONTRREWOLUCJA*MONARCHIA NARODOWA*KORPORACJONIZM

OFICJALNY PORTAL PUBLICYSTYCZNY
RCR - PRO FIDE, REGE ET PATRIA!


Si Deus Nobiscum quis contra nos - Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

UNIWERSALIZM KATOLICKI KONTRA ATEISTYCZNY GLOBALIZM


MONARCHIZM NARODOWY - jest to ustrój polityczny łączący w sobie ideę monarchistyczną (ideę hierarchiczną) z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do obalenia obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny (będąc w rzeczywistości Kontrrewolucją)

WALCZYMY NAJPIERW O POLSKĘ WOLNĄ A PÓŹNIEJ WIELKĄ! Z BOGIEM ZA KRÓLA I OJCZYZNĘ!

piątek, 31 marca 2017

Marian Skrzypek: Kościuszko o religii

Znalezione obrazy dla zapytania Kościuszko mason 
Ujawniamy nieznany rękopis Naczelnika

         W 1814 r. Tadeusz Kościuszko w notatce przekazanej Adamowi Jerzemu Czartoryskiemu spisał swoje refleksje o społecznej funkcji religii. Dokument ten, napisany po francusku, znany wąskiemu gronu naukowców, nie został dotychczas opublikowany w języku polskim i udostępniony szerszej publiczności. Rękopis znajduje się w Lwowskiej Narodowej Naukowej Bibliotece Ukrainy im. W. Stefanyka, w której pozostawiono część przedwojennych zbiorów Ossolineum. Obecnie, 200 lat po jego powstaniu, w czasie gdy tak wiele się mówi o suwerennej i demokratycznej, świeckiej Rzeczypospolitej, warto do niego wrócić. Podajemy ten tekst w polskim przekładzie z komentarzem uwzględniającym okoliczności jego powstania.

Adresatem tej notatki był Adam Jerzy Czartoryski, który prowadził (wraz z innymi wpływowymi wówczas polskimi politykami) rozmowy z carem Aleksandrem I na temat przyszłości Polski po klęskach Napoleona i jego polskich sojuszników. (…)

Trzeba przyznać, że wszyscy ludzie są obdarzeni wystarczająco zdrowym rozsądkiem, aby odróżnić dobro od zła, aby odpowiednio się zachowywać, przeprowadzać rozumowania, ujmować i porównywać stosunki [zachodzące między rzeczami i zjawiskami – M.S.], jak również rozszerzać swe idee drogą refleksji i studiów (wyłączam spośród nich tych, którzy rodzą się szaleńcami, ale istnieją szpitale, aby im uniemożliwić czynienie szkody).

Piekło istnieje naprawdę i jest wieczne

 
Piekło istnieje naprawdę i jest wieczne: „Gdzie cię zastanę, tam cię osądzę”

       W 1937 roku Klara, młoda, wierząca dziewczyna, dowiaduje się o nagłej śmierci swojej koleżanki z pracy – Anity, która niedawno zawarła sakramentalne małżeństwo, lecz od roku dobrowolnie porzuciła praktyki religijne.

Nazajutrz po otrzymaniu wiadomości Klara uczestniczyła we Mszy św., ofiarowała za Anitę Komunię św. i gorąco się modliła. Późnym wieczorem, gdy rozmyślała jeszcze o tej śmierci i modliła się za duszę swej koleżanki, w pewnym momencie zobaczyła Anitę w przerażającym stanie. Koleżanka mówiła do niej:

„Klaro! Nie módl się za mnie! Jestem potępiona. Przychodzę nie z własnej woli, ale tylko dlatego, że zostałam zmuszona przez Boga; nie myśl sobie, że czynię to z przyjaźni do ciebie. My nie kochamy już tutaj nikogo. W rzeczywistości chciałabym, abyś i ty została strącona w to miejsce wiecznego nieszczęścia, gdzie ja jestem.
Ach… Obym w ogóle nigdy się nie narodziła! Tak, nienawidzę Boga z całym zapałem dobrowolnie powziętego postanowienia bycia oddzieloną od Niego, postanowienia, które podjęłam w chwili śmierci i którego nie chcę nigdy odwołać. Rozumiesz teraz, dlaczego piekło jest wieczne? Jest tak dlatego, że mój upór i moja nienawiść do Boga nie ustaną nigdy! Zmuszona jestem dodać, że Bóg jest miłosierny nawet dla nas. Dając nam przedwczesną śmierć, uniemożliwił nam popełnienie tego całego zła, do którego bylibyśmy zdolni. Powiększyłoby to nasze winy i karę. Wszyscy ci, którzy płoną w piekle, nie modlili się wcale lub modlili się tylko o zaspokojenie swoich żądz.

Waldemar Łysiak: „Pieprzyć Ukrainę!”

aidar.jpg 
      Całkowicie kłamliwy przekaz polskich (polskich w cudzysłowiu - przp. Redakcji RCR) mediów na temat dzisiejszej Ukrainy (same prawie łgarstwa i przemilczenia), będący permanentnym robieniem „laski" post-majdanowcom (jest to zresztą ostatnio również główną perwersją polityki zagranicznej III RP) — karygodnie zderza się z przekazem mediów zagranicznych, i nie chodzi mi tu o media ruskie, lecz o zachodnie. Niżej krótka (z braku miejsca) lista tych propagandowych oszustw:

• Rosnąca liczba zachodnich służb specjalnych (także zaoceanicznych, m.in. służby kanadyjskie), i co za tym idzie tamtejszych mediów, potwierdza — wbrew mitologii lansowanej przez dzisiejszy Kijów — że majdańska ,,noc snajperów” (prawie 100 zastrzelonych) nie była robotą ludzi Janukowycza, tylko „banderowców”.

• Nie jest prawdą, że „rewolucyjny Majdan „był spontanicznym buntem ludu. Nakręcili go agenci USA, bo Obama, którego Putin ograł w Syrii jak przedszkolaka, chciał się zemścić. Szefowa amerykańskiej grupy operacyjnej, Victoria Nuland (Nudelman), wydała 5 mld dol. na stworzenie w Kijowie „piekła, które ugodzi Putina”, i złożyła na ten temat raport (dane Departamentu Stanu), podkreślając m. in. udział batalionu przebierańców z IDF (siły zbrojne Izraela)jako „demonstrantów" walczących przeciw siłom porządkowym Janukowycza.

czwartek, 30 marca 2017

Gdzie się podziała "chorągiew Proroka"?

Podobny obraz      Turcy osmańscy, wzorem innych ludów orientalnych, ogromną wagę przywiązywali do znaków bojowych - buńczuków i chorągwi. W okresie rozkwitu państwa i potęgi militarnej wytworzyli oni chorągwie najwyższej klasy, sporządzane z jedwabiu i złotych nici, o niebywałych rozmiarach, sięgające kilku lub kilkunastu metrów długości, noszone przez konnych chorążych atletycznej budowy lub wręcz wożone na specjalnych rydwanach.

Przystępując do walnej bitwy, Turcy zazwyczaj zwiększali liczbę chorągwi, by samym ich widokiem porazić przeciwnika. Zgodnie z hierarchiczną strukturą państwa także chorągwie miały swoje rangi, przysługując samemu sułtanowi, wezyrom i paszom niższego stopnia. Poszczególne oddziały kawalerii, piechoty, artylerii i marynarki otrzymywały własne sztandary o różnych barwach i znakach symbolicznych, przy czym najbardziej ceniono inskrypcje kaligraficzne z sur Koranu. Była jednak chorągiew najwyższego rzędu, zwana "sandżak-szerif", chorągiew główna, związana z Prorokiem Mahometem, palladium państwa osmańskiego, które od połowy XV w. przewodziło krajom islamu.

Belloc: Ani kapitalizm, ani socjalizm

 
         Dystrybutyzm to długie i niezdarne słowo, które wchodzi do użytku opisując bardzo prostą i normalną rzecz: system społeczeństwa, w którym przeciętny obywatel posiada tyle własności, ile potrzeba aby zapewnić mu i jego rodzinie wolność gospodarczą. Był czas, kiedy wszyscy brali za pewnik, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, że przeciętny wolny obywatel jest właścicielem — przeważnie właścicielem ziemi, a jeśli nie właścicielem ziemi, to właścicielem firmy, lub mistrzem w swoim rzemiośle. Jednak dzisiaj, wszędzie tam, gdzie rządzi kapitalizm przemysłowy — a rządzi on naszymi głównymi gałęziami przemysłu, w tym systemem transportu — zaistniał niebezpieczny i nienaturalny stan rzeczy. Większość ludzi nadal określa się mianem wolnych obywateli, ponieważ pozostaje politycznie wolna; jednakże nie są to osoby wolne gospodarczo. Nie posiadają już niezbędnych środków do życia. Żyją jedynie na łasce pracodawców posiadających takie środki — rezerwy żywności, odzieży, wolne pokoje i środki produkcji — lub dzięki wsparciu ze strony społeczności, wydzielanemu przez funkcjonariuszy.
 
W obecności tego bezprecedensowego urządzania społeczeństwa, trzeba było znaleźć nowe słowo na opis dawnej rzeczy, która istniała bezimienna głównie dlatego, że brano ją za oczywistość i dlatego, że była powszechna. Osobiście wolałbym określenie „ustrój własnościowy”, choć jest stosunkowo długie i pedantyczne. Ale odpowiadając na istniejące modele socjalizmu i kolektywizmu, uzgodniono słowo dystrybutyzm. Skoro socjalista pragnie lub akceptuje ustrój społeczeństwa, w którym środki produkcji przysługują wspólnocie (samemu społeczeństwu, zbiorowości), to dystrybutysta pragnie społeczeństwa, w którym środki produkcji są rozpowszechniane jako własność pośród wielu jednostek państwa — tzn. pośród rodzin i osób, które je tworzą.

Ukraina: demonstranci z propolskimi transparentami zablokowali drogę [+ZDJĘCIA]

Uczestnicy akcji zapalili opony i świece dymne, czasowo zablokowali drogę Lwów-Żółkiew.

         Jak wynika z informacji i zdjęć opublikowanych na portalu Varta1 i w jej grupie w jednym z mediów społecznościowych, dzisiaj około godziny 10:30 czasu lokalnego (9:30 czasu polskiego) na drodze Lwów-Żółkiew w okolicy wsi Hrada doszło do blokady drogi przez grupę nieznanych osób. Na opublikowanych zdjęciach widać grupę młodych osób z transparentami o treści m.in. „Nie ludobójstwu Polaków”, „Polacy nasi bracia” i „Wołyń w naszych sercach”, „To też jest nasza ziemia”, „Polacy łączcie się”, „Polacy chcą pokoju”. Napisy na transparentach zapisano w językach ukraińskim i polskim.

Demonstranci zapalili świece dymne i opony. Mieli oni przyjechać na miejsce protestu autobusami na lwowskich numerach rejestracyjnych.

Varta1 – Варта1 wcześniej jako pierwsza informowała o profanacjach polskich pomników we Lwowie i Podkamieniu a także o wcześniejszej próbie przeprowadzenia akcji „w obronie Polaków na Ukrainie”.
Według informacji z ostatniej chwili podanych przez członków grupy, policja zatrzymała uczestników blokady. W blokadzie miało uczestniczyć ponad 50 osób.

środa, 29 marca 2017

X Forum Monarchistów Polskich 31.03.2017 (pełny program)

Zbożenna 
Prelegenci:

Prof. Jacek Bartyzel – Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Red. Piotr Doerre – Polonia Christiana
Nicole Fara – Die Monarchisten „Schwarz-Gelbe Allianz Austria”
Poseł dr Kornel Morawiecki – Marszałek Senior Sejmu RP
Prof. Andrzej Nowak – Uniwersytet Jagielloński
Piotr hrabia Stolberg-Stolberg – potomek cesarza Franciszka Józefa I
Prof. Marcin M. Wiszowaty – Uniwersytet Gdański

Tematy:

– Panel dyskusyjny „Monarchia czy Republika”
– Działalność organizacji austriackich monarchistów „Schwarz-Gelbe Allianz”
– Historia arystokracji austriackiej po I wojnie światowej
– Panel dyskusyjny „Idea Królestwa Polskiego”, który poprzedzi wręczanie Paszportów
– Program obchodów 100 rocznicy intronizacji Rady Regencyjnej
– Panel dyskusyjny „Idea monarchiczna w mediach”

„Milczenie” Scorsese – postawa ojca Garupe była w rzeczywistości częstsza niż ojca Rodriguesa

       Do polskich kin wszedł w piątek nowy film Martina Scorsese zatytułowany „Milczenie”. Opowiada on o prześladowaniach katolików w Japonii epoki samurajów. Jak wyglądała historia chrześcijaństwa na wyspie i represji w nie wymierzonych? Na nasze pytania odpowiada japonistka i dziennikarka Dorota Hałasa.

Dorota Hałasa – magister japonistyki i dziennikarka mieszkająca w Tokio. Autorka książki „Życie codzienne w Tokio” (2003), współautorka książki „Chrystus w kraju samurajów”, która ma się wkrótce ukazać w Polsce.   

Tomasz Leszkowicz: Dlaczego właściwie w Japonii prześladowano chrześcijan?

Dorota Hałasa: Prześladowania rozpoczął dyktatorski rząd Hideyosiego Toyotomi i jego następcy Ieyasu Tokugawy, czyli wojowników, którzy prowadzili podbój Japonii, aby podporządkować ją swojej władzy. W wydanym w 1587 roku antychrześcijańskim edykcie Hideyosi stwierdził, że chrześcijan wiążą więzy braterstwa silniejsze od więzi rodzinnych, co sprawia, że chrześcijaństwo zagraża tradycyjnemu porządkowi. Chodziło oczywiście o jego władzę. W 1609 roku Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, która chciała przejąć handel z Japonią, (prowadzony dotychczas przez katolicką Portugalię i częściowo Hiszpanię), przesłała do sprawującego władzę Ieyasu Tokugawy list od Maurycego Orańskiego, którego nazwała królem Holandii. W liście napisane było, że Hiszpania wysyła swoich misjonarzy, aby kolonizować inne kraje, więc misjonarze prowadzą ewangelizację, aby przygotować kolonizację Japonii. Opinię Orańskiego potwierdził pełniący funkcję doradcy sioguna William Adams, angielski nawigator, który pływał na statkach holenderskich i popierał holenderskie interesy. Ieyasu przyjął do wiadomości te pomówienia i rozpoczął prześladowania katolików. Holendrzy przejęli całkowicie handel z Japonią (prowadząc go również w czasie prześladowań), wyeliminowali kraje katolickie, a William Adams dorobił się dużego majątku.

Michał Wałach: „Deus vult” albo śmierć Europy

„Deus vult” albo śmierć Europy
FOT.Kurt Miller/Stocktrek Images/FORUM
      Stary Kontynent ugina się dzisiaj pod naciskiem odzyskującej witalność cywilizacji islamskiej. Znajdujący się przez wieki pod europejskim butem muzułmanie biorą odwet. Jednak rozgrywające się na naszych oczach starcie Zachodu i Wschodu nie jest w dziejach ludzkości nowością. Istnieje również sprawdzona metoda na odniesienie zwycięstwa.

Konflikty chrześcijańsko-arabskie i chrześcijańsko-tureckie, zastąpione obecnie przez rywalizację postchrześcijańskiej Europy z coraz bardziej fundamentalistycznym islamem, zrodziły się wraz z początkiem głoszenia nauk Mahometa. Nasi przodkowie odnaleźli jednak skuteczne reakcje obronne.

Pierwsza zbrojna rywalizacja wyznawców Chrystusa ze słuchaczami tez Mahometa miała miejsce już w kilka lat po śmierci twórcy islamu. VII wiek obfitował w wojny Cesarstwa Bizantyńskiego i państwa pierwszych kalifów. Często sukces odnosili muzułmanie. Ich zwycięski pochód przeciwko Imperium zatrzymał dopiero „ogień grecki”.

wtorek, 28 marca 2017

Marcin Michał Wiszowaty: W poszukiwaniu optymalnej formy państwa u progu niepodległości. Królestwo Finlandii i Królestwo Litwy z 1918 r.

 
Od Redakcji: Czytelników Portalu Legitymistycznego zapraszamy do lektury kolejnego artykułu „legalistycznego”, a zatem nietypowego z punktu widzenia naszej linii programowej. Królestwa Francji i Portugalii wspomniane są w nim jako „republiki”, w miejsce trzech państw położonych na wyspach brytyjskich i połączonych przez Stuartów (i ich potomków po kądzieli) unią personalną pojawia się „Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii”, a późniejszy prawowity król Anglii, Szkocji, Irlandii i Bawarii Robert I(IV) wzmiankowany jest tylko jako następca tronu bawarskiego. W kontekście często wspominanego króla Prus Wilhelma II nie dowiadujemy się, iż w przypadku Hohenzollernów tytuł „cesarski” jest uzurpacją. Polemicznie można by także zauważyć, że wielkie europejskie imperia nie tyle upadły po I wojnie światowej, ile znalazły się pod okupacją zarówno republikańskich, jak i noszących tytuły monarsze uzurpatorów i zdobywców, a ich prawowici władcy musieli udać się na emigrację. Nie jest jednak w mocy żadnego uzurpatora sprawić, aby prawowity monarcha przestał być – także na wygnaniu czy przed plutonem egzekucyjnym – królem czy też cesarzem.


Takich polemicznych uzupełnień mogłoby być więcej (vide: wzmianka o hiszpańskim xięciu Alfonsie). Pomimo tych wszystkich rozbieżności między legitymizmem a legalizmem artykuł jest ważnym – chociaż dotyczącym oczywiście zagadnień historycznych i dalekich od bieżącej polityki – głosem w rozważaniach o warunkach sprzyjających restauracji monarchii i wizjach polskiej polityki „jagiellońskiej”. Czy możemy współcześnie wyobrazić sobie wspólną monarchię polsko-litewską, czy decyzje podjęte przez Litwinów w 1918 r. mają dziś jeszcze znaczenie i czy na polskim tronie zasiąść może przedstawiciel rodziny von Urach? „Odrębna droga”, jaką I Rzeczpospolita podążyła przed kilkuset laty, sprawiła, że Polacy muszą dopiero rozpoznać swojego prawowitego monarchę, dlatego też co jakiś czas powraca debata o najlepszych dla naszego kraju możliwościach wyboru wśród katolickich xiążąt.

Jerzy Wolak: Wyrzuć telewizor!

 
Kilkanaście lat temu wyrugowałem z domu telewizję. I wciąż żyję – ba, czuję się psychicznie zdrowszy.

      Telewizora pozbyłem się z przyczyny dosyć nietypowej. Zdarzyło się to w pewne sobotnie przedpołudnie, chyba w maju. Dzień był ciepły i dosyć pogodny, choć z oddali dobiegało stłumione mruczenie grzmotów. Siedzieliśmy w salonie, sącząc niespiesznie kawę i rozważając, czy warto w takich okolicznościach przyrody wybierać się na spacer, gdy nagle w oknach ujrzeliśmy oślepiający błysk, a po ułamku sekundy tuż nad naszym domem rozległ się ogłuszający huk. I cisza… I nic więcej: ani sufit nie zawalił się nam na głowy, ani budynek nie zajął się ogniem.

Skamienieliśmy, bo wrażenie było przytłaczające. Nie było jednak czasu zbyt długo rozpamiętywać tego niezwykłego zjawiska, gdyż po ułamku sekundy kolejny osobliwy fenomen całkowicie pochłonął naszą uwagę. Mianowicie: nasz telewizor ożył.

Reportaż: Armio Wyklęta, Hajnówka o Was pamięta!

   Marzec to czas, kiedy w sposób szczególny pamiętamy o Żołnierzach Wyklętych. W całej Polsce organizowane są biegi, marsze, wykłady i koncerty ku ich czci. Okazuje się jednak, że nie wszędzie władze samorządowe sprzyjają takim uroczystościom, wręcz przeciwnie - robią wszystko, aby nie miały one miejsca. Takim miastem jest Hajnówka. Potrzeba odwagi, aby być tutaj patriotą.

poniedziałek, 27 marca 2017

Szli do boju z okrzykiem „Jezus” - Ronin z krzyżem w ręku

Pomnik przedstawiający Amakusę Shirō
Oblężenie zamku Hara, gdzie przez pięć miesięcy broniła się armia japońskich katolików, stanowi ostatni akt buntu, jaki rozpoczął się w grudniu 1637 roku.

        Upadek powstania ostatecznie przypieczętował los chrześcijan w Japonii. Dopiero ponad 200 lat później, 17 marca 1865 r., o. Bernard Petitjean mógł za zgodą japońskich władz odprawić Mszę św. w Nagasaki. W tym samym mieście wcześniej z wyjątkową zaciekłością prześladowano katolików. Msza przeznaczona była wyłącznie dla cudzoziemców, tymczasem zdumiony kapłan zobaczył w kapliczce Japonki. Skąd się wzięły i jakim cudem potrafią odmówić „Zdrowaś Maryjo” czy „Ojcze nasz”, skoro chrześcijan w Japonii wytępiono ponad dwa stulecia wcześniej – zastanawiał się. Przez 200 lat żaden misjonarz nie dostał się do Japonii, a nieliczni, którzy próbowali, ponieśli okrutną śmierć.

Początek katolicyzmu w Japonii był obiecujący. Od momentu, kiedy św. Franciszek Ksawery przybył do tego kraju w 1549 r., praca misyjna przynosiła dobre rezultaty. W 1605 r. było tu już 750 tys. chrześcijan. Dlaczego więc w grudniu 1637 r., na leżącym na południowy wschód od Nagasaki półwyspie Shimabara, katolicy z bronią w ręku podnieśli bunt przeciw władzy szoguna?

Patrycja Jelińska: Odium Fidei – czerwony terror w Hiszpanii


   W roku 1931 w ogarniętej kryzysem gospodarczym Hiszpanii upadła dyktatura Miguela Primo de Rivery. Monarchia została zastąpiona systemem republikańsko – demokratycznym, a do władzy doszły siły wrogie Kościołowi. Narastające konflikty społeczne oraz zbrodnicze praktyki hiszpańskich „postępowców” doprowadziły do rzezi katolików na terenie całej Hiszpanii.

To właśnie władze drugiej republiki hiszpańskiej swą wymierzoną w Kościół polityką mającą doprowadzić do laicyzacji Hiszpanii i brakiem reakcji na akty terroru, napędzane przez anarchistyczną i komunistyczną propagandę, napisały wstęp do otwartej wojny lewicy przeciw Kościołowi rozpoczętej przez Front Ludowy w 1936 roku.

Tragedia hiszpańskich katolików to historia, która zaczęła się od drobnych reform, a skończyła na spaleniu setek świątyń i wymordowaniu tysięcy wiernych. W maju 1931 roku religia przestała być przedmiotem obowiązkowym dla młodych Hiszpanów, by już w marcu następnego roku całkowicie zniknąć ze szkół. W tym samym roku władza dekretuje wypędzenie Towarzystwa Jezusowego z Hiszpanii.

Parlament Białorusi przeciwko marszowi ku czci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce


http://static.kresy.pl/image/x/49f597ff7a25b98b86b5b7a7a2a87636.jpg
   Szef grupy roboczej Zgromadzenia Narodowego Białorusi ds. współpracy z polskim parlamentem Andrij Naumowicz powiedział w poniedziałek, że w białoruskim parlamencie z wielkim smutkiem przyjęto wiadomość o ponownym przejściu w polskim mieście Hajnówka marszu ku czci Żołnierzy Wyklętych. 

Naumowicz zaznacza, że - nie można ignorować historycznej prawdy o tym, że niektórzy z nich mają na sumieniu dziesiątki cywilów z Podlasia, którzy zostali zabici tylko dlatego, że należeli do etnosu białoruskiego. Zwrócił szczególną uwagę na postać Romualda Rajsa ps. „Bury”, który – zdaniem białoruskiego polityka – wydał rozkaz zniszczenia 60 białoruskich wsi, w tym spalenia żywcem wsi Zaleszany.

- Chciałbym przypomnieć, że organy władzy sądowej RP oficjalnie uznały działania Rajsa za ludobójstwo – stwierdził szef polsko-białoruskiej grupy parlamentarnej.

Zdaniem Naumowicza, przeprowadzenie marszu sławiącego podobnych zbrodniarzy wojennych w Hajnówce, gdzie mieszka wielu Białorusinów, jest cyniczną prowokacją, mającą na celu sztuczne podżeganie wrogości między Białorusinami i Polakami, wywołując napięcia na gruncie narodowym i wyznaniowym. Dodał też, że wspomniany marsz odbył się wbrew woli centralnych władz Polski.

niedziela, 26 marca 2017

Wojciech Męciński - polski męczennik w Japonii


Alberto Polacco, Albertus de Polonia, Męczyński, Micischi. Ks., ur. 1598 w Osmolicach nad Wieprzem, wst. 15 IV 1621 w Rzymie, ks. 2 II 1628, zm. 23 III 1643 w Nagasaki.

       Syn Wojciecha i Felicjany z d. Głoskowskiej. Wychowanek Akad. Krak. Dziedzic 17 wsi i miasteczka Nowodwór, które mimo protestów rodziny zapisał na uposażenie kolegium św. Piotra w Krakowie. W 1626 wyjechał do Portugalii, gdzie ukończył studia teologiczne i przygotował się do misji japońskiej. W 1629 stanął niespodziewanie przed trybunałem w Piotrkowie i obalił wszystkie zarzuty w sprawie zapisu majątkowego. Tego samego roku opuścił Polskę i w 1631 wypłynął do Indii. Gwałtowne burze zapędziły okręt do brzegów Brazylii, a potem zawróciły do Europy. W marcu 1633 wypłynął po raz drugi do Indii i wylądował w Goa, gdzie pod nazwiskiem Albertus de Polonia poświęcił się pracy charytatywnej w szpitalach.

W maju 1634 pożeglował do Kochinchiny (dzisiejszy Wietnam), gdzie przez rok rozwijał pracę misyjną w porcie i w głębi lądu. Kiedy doszła wiadomość o straceniu w Japonii S. Vieiry, w celu dotarcia do Japonii wyjechał w kwietniu 1635 do Malaki i leczył tam chorych żołnierzy. Pod koniec czerwca 1636 udał się do Macao u brzegów Chin, skąd starał się dostać do Japonii. Okręt, którym płynął, został porwany przez Holendrów i skierowany na Formozę. 

Straty wojskowe NATO podczas agresji na Jugosławię

Znalezione obrazy dla zapytania bombardowania nato       Niebo Jugosławii stało się cmentarzem zachodnich samolotów i pilotów, [bo] my walczymy z przekonania i z determinacją obrońców swego kraju, a oni robią to dla pieniędzy i są ubezpieczeni na życie.

Pilot MiGa-29, major Nebojsza Nikolić po walce z eskadrą 24 samolotów NATO 24.3.99

Niemiecka telewizja ARD podała 17.6.99 w programie Monitor: NATO podczas agresji doznało wielkiej porażki militarnej.

Jugosłowianie twierdzą, że zestrzelili 5 ogromnych bombowców B-52 kto wie z jakim orężem na pokładzie. Bombowiec B-52 jest zdolny nieść do 20 pocisków sterowanych Tomahawk (mają masę 2 razy większą niż Tomahawki odpalane z okrętów), lub do 51 sztuk bomb i min o łącznej masie 17,3 t.

Pierwszy B-52 został trafiony i rozbił się koło Dobanowci 13.5.99. W tydzień potem B-52 zestrzelono k. Borca pod Belgradem, a drugi k. Góry Cer na południowy zachód od Sabac.

Dwa dni potem podobno trafiono następny B-52 koło Lipowicy pod Belgradem. Piąty B-52 eksplodował w powietrzu po trafieniu pociskiem ziemia-powietrze w okolicy między Slankamen a Indzija. To tylko straty jednego typu samolotu natowskiego. Były dziesiątki innych. Propaganda NATO starała się ukryć własne straty, aby nie antagonizować opinii publicznej na wypadek potrzeby poparcia inwazji lądowej na Bałkanach.

Prof. Jastrzębski: Nowe czasy eremityzmu?


        Zastanawiam się nieraz – coraz częściej zresztą i coraz intensywniej – czy możliwe są wciąż nowe czasy eremityzmu. Co mam na myśli? Chodzi mi mianowicie o gremialny ruch ludzi którzyby spontanicznie, odpowiadając na przemożne wezwania płynące z głębin swych dusz, porzucali wszystko – domy, rodziny, pracę oraz „interesy” ziemskie wszelakie – i udawali się na „pustynię”, na miejsca odludne, ciche i ustronne. Wyobrażam tedy sobie w tym kontekście ruch podobny do tego, który zrodził z siebie to tajemnicze, a prześwietne przecież, religijno-społeczne zjawisko Ojców Pustyni, kiedy to egipscy chłopi porzucali swe pługi, a uczeni pióra i wszyscy zgodnie udawali się do jaskiń i pieczar w poszukiwaniu Królestwa Bożego; albo też pomyślmy o owych średniowiecznych, powracajacych miarowo falach eremityzmu, jak choćby tych związanych ze św. Romualdem i powstaniem pierwszych eremów kamedulskich czy z Guigo I, św. Brunonem z Kolonii i kartuzami. Pytanie to można rozpatrywać na wielu płaszczyznach i w rozmaitych nad nim dumać perspektywach: społecznej, psychologicznej, ekonomicznej, antropologicznej, kulturowej, a w końcu stricte duchowej i religijnej. Parę z owych licznych możliwych aspektów tegoż zapytywania pragnę tu poruszyć.
 
Przypomnijmy jednak najpierw, aby uniknąć możliwych nieporozumień, co rozumiemy tu przez eremityzm. Jest to mianowicie:
 
 „Forma życia mnichów w miejscu odosobnionym lub na pustyni, pojedynczo lub grupowo (np. ławra, czyli skupisko mnichów żyjących w osobnych celach). Mnisi ci utrzymują się z jałmużny i własnej pracy, dążąc do ściślejszego zjednoczenia z Bogiem i osiagnięcia zbawienia przez modlitwę i pokutę. Niekiedy przez to pojęcie rozumie się rodzaj życia zakonników nie włączających się w życie wspólnotowe w celu pełniejszej samotności, bądź też rzeczywistych mnichów, będących po profesji zakonnej, prowadzących życie anachoreckie, zależnych jednak od przełożonych danego klasztoru. Taką formę życia zaaprobował Kościół, mówiąc o pustelnikach, którzy poświęcili swe życie Bogu dla zbawienia świata przez praktykowanie rad ewangelicznych oraz gorliwą modlitwę i pokutę”[1]

sobota, 25 marca 2017

Tomasz Rakowski: Dlaczego trzeba obejrzeć film „Wyklęty”?


autor: YouTube.com
        Film Konrada Łęckiego „Wyklęty”, wbrew swojemu tytułowi, nie skupia się tylko na tragicznej historii polskiego powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, czyli historii Żołnierzy Wyklętych. Równie ważne w tym niezwykłym obrazie jest bardzo przemyślane i precyzyjne przedstawienie drugiej strony, czyli tych, którzy z Wyklętymi walczyli. Dlaczego to takie istotne? Narrator w scenie otwierającej filmu „Waleczne serce” Mela Gibsona mówi, że „historia jest pisana przez tych, którzy powiesili bohaterów”. A w powojennej Polsce nową wersję historii pisała owa druga strona, bezlitośnie i skutecznie eliminując polskich bohaterów grzebanych w bezimiennych grobach zaplanowanej niepamięci. Skoro bohaterowie przegrali, kim byli zwycięzcy? 

Bombardowania Serbii: zbrodnia czy ludobójstwo?

vladan 7.jpg 
       Podczas nalotów NATO na Serbię w 1999 roku zostało zabitych 2.000 osób (w tym prawie 90 dzieci) a około 6.000 zostało rannych. Oprócz tych skutków, widzialnych i namacalnych, są również skutki niewidoczne. W maju 1999 roku ONZ ukrył przed opinią publiczną raport Senegalczyka Bakary Kante, szefa pierwszej misji UNEP (United Nations Environment Programme) zajmującej się skutkami bombardowań Jugosławii dla środowiska naturalnego.
 
24 marca r. b. minęła 15 rocznica rozpoczęcia bombardowań ówczesnej Federalnej Republiki Jugosławii (Serbii i Czarnogóry) przez NATO. Powodem było rzekome zapobieżenie katastrofy humanitarnej spowodowanej przez serbskie siły bezpieczeństwa w trakcie walk z uzbrojonymi Albańczykami (dla kontrolowanych mediów zachodnich bojownikami o wolność), tzn. separatystami i terrorystami mordującymi Serbów oraz pokojowo nastawionych rodaków w Kosowie i Metochii (pełna nazwa tej południowej serbskiej prowincji). Agresja militarna z udziałem 19 państw NATO trwała 78 dni – do 10 czerwca 1999 roku.

Federalna Republika Jugosławii była suwerennym europejskim krajem brutalnie zaatakowanym przez największy sojusz wojskowy bez niezbędnej w takich przypadkach zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tak więc, słowo agresja jest całkowicie uzasadnione i jako takie powinno na zawsze pozostać w słowniku każdego Serba, jako przeciwwaga dla powszechnie używanych eufemizmów, takich jak operacja wojskowa, akcja humanitarna, interwencja NATO, interwencja w Kosowie…

„To nie ćwiczenia, to misja wojskowa”. Wojska NATO wyruszają ku wschodniej granicy

„To nie ćwiczenia, to misja wojskowa”. Wojska NATO wyruszają ku wschodniej granicy Polski
Fot.www.do.wp.mil.pl / Wikimedia Commons

          W najbliższą sobotę w kierunku Polski wyruszy z Bawarii liczący prawie 1200 żołnierzy oddział wojsk NATO pod dowództwem Stevena Gventera. Od 1 kwietnia ich zadaniem będzie „ochrona wschodniej granicy Rzeczypospolitej”.

- To jest misja, a nie rozszerzone ćwiczenia. Naszym celem jest zniechęcanie do ataków na Polskę i kraje bałtyckie – powiedział pułkownik Gventera. Poinformował, że przemieszczający się żołnierze zostaną podzieleni na dwa konwoje. Pierwszy z nich przyjedzie do Polski przez wschodnie Niemcy, drugi - przez Czechy.

piątek, 24 marca 2017

„Milczenie” wobec pytań o sens cierpienia?


Recenzje ze świata idei#4 -„Milczenie” wobec pytań o sens cierpienia?
Nie, to nie jest film o braku obecności Boga, jak można by się domyślać po tytule i zwiastunach. Wręcz przeciwnie – jego obecność jest ciągle odczuwalna: przede wszystkim w męczeństwie japońskich chrześcijan, lecz równie mocno w wierze tych, którzy ukrywają się ze swoim wyznaniem, są wystawiani na próby, nawet jeśli nie zawsze wychodzą z nich zwycięsko. Nie, to nie „milczenie Boga” jest tematem tego filmu, lecz coś zupełnie innego, ludzkiego, a nie Boskiego. Tym czymś jest… cierpienie. Pytanie o jego sens lub też brak tegoż. 

Cierpienie fizyczne i towarzyszące mu cierpienie psychiczne, jedyna „realna” – uchwytna empirycznie rzeczywistość moralna. Cytując Zbigniewa Herberta – piekło materialisty. Cierpienia japońskich chrześcijan, torturowanych i mordowanych przez złowrogiego namiestnika Nagasaki – Inoue, z rozkazu sioguna Iemitsu Tokugawy. Cierpienia, których przecież mogli uniknąć. Wystarczyłoby, by wyrzekli się wiary w Chrystusa, by podeptali ikonę i splunęli na krzyż, a zachowają… właściwie to co zachowają? Życie jako faktycznie niewolnicy panów z mieczami, którzy mogą każdego z nich ściąć tylko dlatego, że ten się niedostatecznie nisko ukłonił?

Fundacja Pro - prawo do życia: Szpitale bez aborterów

Szpitale bez aborterów 
24 marca rusza ogólnopolska akcja „Szpitale bez aborterów”, podczas której będziemy pikietować pod szpitalami, w których zabija się nienarodzone dzieci. Warto przypomnieć, że rocznie dokonuje się w Polsce ponad 1000 aborcji!
 
Po wysłaniu pism do wszystkich szpitali w kraju dowiedzieliśmy się dokładnie, w których z nich lekarze mają krew dzieci na rękach i zamiast pomagać w rodzeniu oraz ratować maluchy, zabijają je. Co przeraziło najbardziej, wśród nich wyłoniły się prawdziwe „rzeźnie”! W największej z nich, warszawskim szpitalu Orłowskiego przy ul. Czerniakowskiej dokonuje się aż 120 aborcji rocznie! Łatwo policzyć, że średnio ginie tam z rąk lekarzy dwoje ludzi tygodniowo, głównie z powodu podejrzenia o chorobę. Ciężko nie zareagować, słysząc o takim ogromie zła, jaki tam się dzieje. A to nie jedyny ośrodek, w którym aborcje są na „porządku dziennym”.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk - "W komunistycznej bezpiece Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk"

Znalezione obrazy dla zapytania Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk - "W komunistycznej bezpiece Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk" 
W kierownictwie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk.

        Przez lata w historiografii polskiej obowiązywał powszechny pogląd, zgodnie z którym teza o nadreprezentacji Żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa jest mitem. Gdy jednak podjęto badania nad narodowością kadr “bezpieki” w oparciu o przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej akta osobowe funkcjonariuszy, i opublikowano dane statystyczne, okazało się, że blisko 40 proc. kierowniczych stanowisk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali oficerowie pochodzenia żydowskiego.

Wynik naukowych ustaleń nie spotkał się jednak z uznaniem środowisk opiniotwórczych, dla których uzyskany efekt badań świadczył jedynie o… antysemityzmie ich uczestników.

Równolegle z analizą kadr aparatu bezpieczeństwa prowadzono studia nad obsadą personalną innych struktur tworzących stalinowski aparat represji: wojskowego i powszechnego wymiaru sprawiedliwości, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej czy wchodzącego w skład MBP więziennictwa. W każdym przypadku liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w sprawowaniu funkcji kierowniczych wynosiła od kilku do kilkudziesięciu procent, a badań dokonano w odniesieniu do czasu, gdy Żydzi stanowili niespełna 1 proc. ludności Polski.

czwartek, 23 marca 2017

Grzegorz Kucharczyk: Jak przetrwać w „chorym świecie”? Radzi Pius XI

Jak przetrwać w „chorym świecie”? Radzi Pius XI
Fot. Watykan

      Osiemdziesiąt lat temu powstały dwa wielkie dzieła katolickiej nauki społecznej będące wielkim potępieniem bezbożnych i ludobójczych ideologii oraz ustrojów totalitarnych, a jednocześnie pozostające wielką apologią katolickiej doktryny społecznej oraz prawa naturalnego. Aktualne po dziś dzień.

W marcu przypada osiemdziesiąta rocznica opublikowania dwóch encyklik papieża Piusa XI – przeciw niemieckiemu narodowemu socjalizmowi („Mit brennender Sorge” z 14 marca 1937) oraz przeciw bezbożnemu komunizmowi (tak dosłownie) – „Divini Redemptoris” z 19 marca 1937 roku. Pisałem już na ten temat na łamach magazynu „Polonia Christiana”. Tutaj chciałbym odnieść się do innego kontekstu związanego z tymi dokumentami, czyli ich aktualności dla nas, żyjących w epoce gorączkowych prac – w samym Watykanie i w zaprzyjaźnionych episkopatach – nad wypracowaniem „nowego paradygmatu Kościoła”, a raczej paradygmatu nowego Kościoła. Co aktualnego po osiemdziesięciu latach mówi do nas Pius XI? Jaka nauka płynie z antytotalitarnych dokumentów w epoce, gdy niektórzy kardynałowie stwierdzają, że „wymogi duszpasterskie” są ważniejsze niż „czystość doktryny”, a to ostatnie słowo ma się odtąd kojarzyć z „bezdusznym rygoryzmem”, który nie dostrzega, że „życie ludzkie jest o wiele bardziej skomplikowane aniżeli formułki prawne”?

Mariusz Dzierżawski: Rebeka Kiessling i feminizm naukowy


Rebeka Kiessling i feminizm naukowy
       Dorastałem i studiowałem w czasach, kiedy „materializm naukowy” obowiązywał na wszystkich uniwersytetach w Polsce. Skutki tego dla uniwersytetów były opłakane, choć matematyka, którą studiowałem, była odporna na próby materializacji.

Manewr związany z przekazaniem władzy „swoim opozycjonistom”, zastosowany w Magdalence, dotyczył również mediów i uniwersytetów. Najbardziej gorliwi towarzysze zostali wycofani z pierwszej linii, a na ich miejsce skierowano nowych.

Czerwone życiorysy: Załgany rodowód Adama Michnika – vel Aarona Szechtera

Znalezione obrazy dla zapytania aaron szechter 
      Jarosław Kaczyński, opisując kiedyś zachowanie Michnika, podkreślał jego niebywałą skłonność do kłamstwa, to, że potrafi łgać w żywe oczy, dosłownie iść w zaparte. Trzeba przyznać, że szczyt łgarstwa osiąga Michnik już przy najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny, kiedy na przykład stara się maksymalnie wybielić postać swego ojca Ozjasza Szechtera, członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Pisze o nim, że czuł się on jak “absolutnie polski Polak” (“Między panem a plebanem”, Kraków 1995, s. 50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, czego ten “absolutnie polski Polak” szukał w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak zawędrował na sam jej wierzchołek z tą swą rzekomą “dumą z polskiej tożsamości” (tamże, s. 50).

Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy konsekwentnie dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej części jej ziem i przyłączenia do już rusyfikowanej skrajnym sowieckim terrorem wschodniej Ukrainy. Dodajmy, że według książki H. Piecucha “Akcje specjalne” (Warszawa 1996, s. 76), ten “absolutnie polski Polak” Ozjasz Szechter był starym, wypróbowanym agentem Moskwy w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową, Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem i innymi w skład wydzielonej komórki, bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.

środa, 22 marca 2017

Nowe formy trollingu

a 

      Trolling to zjawisko patologiczne na forach internetowych, zjawisko często lekceważone, ale bardzo niebezpieczne.

Nie tylko pozbawia sensu nasze blogowanie, ale jak z każdym złem dość szybko i należycie nie skarconym, wyrasta w bezkarności, tupecie, bezwstydzie i bezczelności. Nadto coraz bardziej przenika do środowiska życia społecznego i politycznego człowieka, do życia jak najbardziej realnego siejąc zgorszenie i demoralizację.
Tu już trzeba zdecydowanych powszechnych i zorganizowanych działań.
  1.  Zwykły troll to zły duch, który chce zakłócić dobremu blogerowi jego przekaz adresowany do ogółu czytelników – rozumianych jako dobrzy ludzie. Chce zakłócić wymianę zdań mającą na celu zobaczyć problem w różnych aspektach, a zwłaszcza zakłócić formułowanie wniosków co do tego jak rozwiązać problem bieżący oraz jak zabezpieczyć się i zorganizować, aby podobne problemy już się nie powtarzały.
Kiedy troll wchodzi do dyskusji, ze swoim trollingiem, „nie daje pogadać”. – Zwykle ściąga dyskusję na tematy poboczne, dalsze jak tło tematu głównego.

Troll w tym celu zwykle atakuje nieistotny szczegół, rzadziej samą ideę notki jako niepoważną, czy blogera jako niepoważnego – bywa że i dyskutantów, zwłaszcza „starych znajomych” – w tym znajomych trolli.
Wątki osobiste są jego ulubionymi, zadaje głupie pytania. Szczególnie lubi śmieszne obrazki. (Same obrazki są dobre a merytoryczne są mile widziane jako bardzo dobre. –– Niestety u trolla intencją jest tu sianie sabotażu, destrukcji i wrogiej propagandy. „Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów” – u trolla jest to w złym kierunku – niedostatku informacji ważnych, lub nadmiaru jako bełkot i szum informacyjny, czy w ogóle fałsz lub destrukcyjna dezinformacja).

Stanisław Bulza: Niebezpieczna powtórka z historii

aa      Wykład Jarosława Kaczyńskiego: „O naprawie Rzeczypospolitej” wygłoszony w Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005.

14 lutego 2005 r. gościem Fundacji im Stefana Batorego był Jarosław Kaczyński, który wygłosił tam wykład, a 19 września 2005 r., a więc na kilka dni przed wyborami, wykład w Fundacji wygłosił Lech Kaczyński. 6 września 2005 r. był tam z wykładem Donald Tusk. O ile pobyt Kaczyńskich w Fundacji im. Stefana Batorego jest niezrozumiały, to pobyt tam Donalda Tuska jest oczywisty, gdyż Andrzej Olechowski, ojciec założyciel PO, był w jej władzach.

Jarosław Kaczyński, „O naprawie Rzeczypospolitej”. Fragment wystąpienia:

„W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent. W tej chwili ich notowania są nieco mniejsze. Ale jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) i rozwścieczonych swoi losem postkomunistów. Ci ostatni znajdują się dzisiaj w znanej sytuacji, ale nawet jeżeli uda nam się ich zdelegalizować – liczę na Trybunał Konstytucyjny – to ze sceny politycznej nie zejdą.

Przecież delegalizacja to nic innego jak wyrejestrowanie. Potem będą mogli się założyć kolejną partię. Delegalizacja byłby jedynie mocnym aktem potępienia moralnego. Podkreślam raz jeszcze: istnieje niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów. Wszystkim, którzy zalecają heroiczną drogę walki o przemiany gospodarcze w Polsce, radziłbym wziąć to pod uwagę” (opracowanie tekstu: Piotr Kosiewski, Fundacja im. Stefana Batorego).

W następnych latach celem PiS było zniszczenie Samoobrony i LPR.

TRADYCJA KATOLICKA: ks. Rafał Trytek - kazanie na III Niedzielę Wielkiego Postu AD 2017


wtorek, 21 marca 2017

Daniel Marceli: Przez ciernie do gwiazd


      „Nasze miejsce jest na wolnym powietrzu, pod czystym nocnym niebem, z bronią w ręku i na wysokości, w gwiazdach. Niech inni zajmują się nadal swoimi ucztami. My, na zewnątrz, w napiętej czujności, żarliwej i niezawodnej, już przeczuwamy brzask w radości naszych dusz” – José Antonio Primo de Rivera   

Wszystko ma swoją cenę. Drogi samochód, piękny dom, czy zagraniczne wczasy – rzeczy materialne, jednak to samo możemy powiedzieć o sukcesie w sporcie, szczęśliwej rodzinie lub dobrym wykształceniu. W drodze do osiągnięcia celu zawsze musimy coś poświęcić, z czegoś zrezygnować, zaprzeć się samego siebie i przejść pewne doświadczenie, swoisty sprawdzian, by ostatecznie cieszyć się zwycięstwem. Tylko niezłomne charaktery osiągają szczęście. To, że w drodze do celu czeka nas próba jest pewne jak „amen” w pacierzu. Pokazał nam to już sam Chrystus, który by dokonać zbawienia ludzkości musiał przejść przez drogę krzyżową i ponieść śmierć męczeńską, aby zmartwychwstać i zwyciężyć.

Prof. Bartyzel: Gdzie stoją legitymiści?


       Zadano mi niedawno* takie oto pytanie: gdzie będą legitymiści, kiedy staną naprzeciwko siebie w decydującym starciu „falangi liberalne” i „falangi alterglobalistyczne”? Czy przypadkiem (był w tym, oczywiście ton ironicznej przygany) nie zachowają się oni tak jak liberałowie w XIX i XX wieku, gdy naprzeciwko siebie stawały „falangi katolickie” i „falangi socjalistyczne”?
 
Szerszej publiczności, niekoniecznie muszącej orientować się w piętrowych aluzjach mojego interlokutora, należy się w tym miejscu kilka wyjaśnień. Przede wszystkim samo określenie „legitymiści” należy tu rozumieć szeroko: nie tylko jako tych, którzy obserwują pilnie reguły sukcesji tronu w dynastiach, ale również kierują się zasadą przestrzegania tego, co za legitymistami francuskimi należy nazwać „prawowitością teologiczną”, a za legitymistami hiszpańskimi – „prawowitością wykonywania” władzy, czyli po prostu wszystkim tym, co według św. Tomasza z Akwinu odróżnia króla od tyrana; krótko mówiąc, „legitymiści” są tu synonimem katolickich tradycjonalistów.
 
Konfrontacja dwu „falang” z kolei to nawiązanie do słynnego proroctwa autora „Eseju o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie” z 1851 roku, Juana Donosa Cortesa, który przepowiadał, że kiedy nadejdzie „ten straszny dzień”, w którym staną naprzeciwko siebie falangi katolickie i falangi socjalistyczne, to nikt nie będzie wiedział, gdzie są liberałowie – a to dlatego, że liberałowie, zdaniem tego wielkiego „apokaliptyka nowoczesności”, w przeciwieństwie do tych, którzy mówią TAK (czyli katolików), oraz tych, którzy mówią NIE (czyli socjalistów), nigdy nie mogą się zdecydować, czy są za, czy przeciw, i powiadają: JA ROZWAŻAM. Na polu bitwy zaś wszelkie rozważania są już daremne, toteż nikt wtedy już nie będzie wiedział – konkluduje Donoso Cortés – gdzie są liberałowie.

Judyta Gacek: „Social fiction?”

Znalezione obrazy dla zapytania chip do ręki 
         Jakiś czas temu, gdy byłam zmuszona odebrać paczkę ze stacji paczkomatowej, pan kurier, jak zwykle to bywa przy takiej procedurze, nakazał mi złożyć podpis elektroniczny. Nie lubię tego robić, ze względu na to, że ten podpis jest po prostu koślawy w moim wykonaniu. Gdy zrezygnowana oddałam mu urządzenie, uśmiechnął się i rzucił: ,,Z chipem byłoby łatwiej, co?” Wiedziałam, już, co ma na myśli, gdyż wtedy temat zachipowywania ludzi nie był dla mnie tajemnicą. Gdzieniegdzie można już było o tym przeczytać. O co dokładnie chodzi?
 
Mowa tu o chipie RFID (Radio – Frequency Identyfication) i jest to metoda przesyłania danych do układu przy pomocy fal radiowych, umożliwiająca odczyt oraz zapis. Technologia ta jest od dawna znana np. przy oznakowaniu towarów. Zapewne każdy z nas słyszał o chipach, którymi znakuje się zwierzęta, w razie gdyby dany pupil się zgubił. W Polsce od dłuższego czasu mówi się też o chipach, które miałyby pojawić się na nowych dowodach osobistych. Czy tak będzie? Przekonamy się może za jakiś czas. Chip ten to miniaturowy nadajnik, wielkości dwóch ziaren ryżu, na którym można zapisać takie dane, jak dane personalne, numery identyfikacyjne czy stan konta bankowego. Można również się z nim komunikować na określoną odległość i przy odpowiedniej sile sygnału namierzyć czy śledzić.

poniedziałek, 20 marca 2017

Rosyjscy komandosi w Egipcie, przy libijskiej granicy. Amerykanie obawiają się „drugiej Syrii”

Rosyjscy komandosi w Egipcie, przy libijskiej granicy. Amerykanie obawiają się „drugiej Syrii” 
     Rosja wysłała komandosów do zachodniej części Egiptu w pobliże granicy libijskiej - podaje agencja Reutera. Jednostka specjalna ma wesprzeć siły generała Chalifa Haftara ze wschodniej części Libii, które rywalizują z rządem uznawanym przez ONZ i UE. Amerykanie twierdzą, że Rosja chce „zrobić Syrię” w Libii.

O rozmieszczeniu żołnierzy rosyjskich na granicy z Libią poinformowała Agencja Reutera, sugerując, że Rosjanie planują mocniej zaangażować się w działania w Libii, ogarniętej już szósty rok wojną domową i wesprzeć generała Haftara. Według anonimowych przedstawicieli bezpieczeństwa USA, rosyjski kontyngent sił specjalnych wraz ze specjalistycznym sprzętem znajduje się na obszarze Sidi Barrani, około 60 mil od granicy Egiptu z Libią.

Chociaż rzecznik egipskiej armii zaprzeczył, jakoby wojska rosyjskie były w Egipcie, anonimowi urzędnicy ds. bezpieczeństwa potwierdzili te doniesienia. Specjalna jednostka rosyjska na razie składa się z 22 żołnierzy. Moskwa korzysta także z egipskiej bazy i portu w Marsa Matrouh. Reuter podał, że grupa rosyjskich najemników walczy we wschodniej Libii w pobliżu miasta Bengazi, będącego pod kontrolą gen. Haftara.

„Starckowcy” – łowcy Ukraińców we Lwowie

Odznaka pamiątkowa „Starckowców”
        Cały Lwów nazywał ich „Kmicicowymi Barankami”, bo do najgrzeczniejszych nie należeli. Ich dowódcą był ppor. Wilhelm Starck – jeden z najlepszych i najbardziej bezwzględnych dowódców podczas Obrony Lwowa w listopadzie 1918 r. 

Oddział „Starckowców” podczas walk z Ukraińcami wyspecjalizował się w brutalnej walce podjazdowej w mieście tzw. partyzantce miejskiej. Używano ich również do działań specjalnych, w tym do akcji odwetowych za mordy na polskich jeńcach i cywilach.

Lwów w listopadzie 1918 r. nie należał do najbezpieczniejszych miejsc na świecie. W mieście trwały ciężkie walki. Lwowskie ulice zamieniły się w pobojowisko: budowano naprędce barykady, w kamienicach i budynkach publicznych swoje stanowiska pozajmowali żołnierze obu walczących stron, na bruku leżało szkło powybijanych okien, a fronty budynków zdobiły dziury po kulach karabinowych.

Zewnętrznemu obserwatorowi ciężko byłoby się zorientować, gdzie dokładnie przebiega linia frontu. Była ona w stałym ruchu, a w niektórych dzielnicach zamiast ciągłego frontu były to punkty oporu, które stale się przemieszczały. Miasto zamieniło się w dżunglę, gdzie prowadzono bezwzględne polowania na przeciwnika.
Mistrzem tych nieregularnych działań, które trwały od 1 listopada do 21 listopada 1918 r., był ppor. Wilhelm Starck. Pisano o nim w samych superlatywach: Mistrz w brawurze i podchodzeniu, znawca forteli Kmicicowych, umiał dostać się na tyły przeciwników, wywołać popłoch lub w ciemnościach walkę ukraińskich oddziałów między sobą i wrócić bez strat.

Monika Kowalewska: Błękitna Dywizja w zarysie


      „Chcemy zanieść Boga do pustego świata”- słowa te, wyrażające celowość udziału Błękitnej Dywizji w walkach na froncie wschodnim, rozpoczynają oficjalny hymn tej formacji wojskowej. Napisany przez madryckiego pisarza Agustina de Foxa, wymownie obrazuje ideę, jaka motywowała hiszpańskich ochotników do walki u boku Adolfa Hitlera. Błękitna Dywizja – choć jej pełna, oficjalna nazwa to Hiszpańska Ochotnicza Dywizja – wykreowana została na fundamencie silnego antykomunizmu. Drugim ważnym jej filarem był katolicyzm. Patronką duchową Błękitnej Dywizji obrano najstarszą i najbardziej prestiżową Madonnę Hiszpanii – Dziewicę z Saragossy.

Kwiecień 1939 roku – po trzech latach bratobójczej walki między frontem republikańskim a frankistami, Hiszpania „amanece” – budzi się. Francisko Franco y Bahamonde pokonał reżim republikański i stał się niewątpliwym wodzem kraju Corridy i Tortilli. Franco ma ogromny dług wdzięczności względem Hitlera, który bezdyskusyjnie wyświadczył niebagatelną przysługę dla frontu Caudillo. Hitler zagorzale dąży do wciągnięcia Hiszpanii do II wojny światowej po stronie państw Osi, jednak Franco decyduje, że Hiszpania pozostanie neutralna.

niedziela, 19 marca 2017

Znów spotkają się młodzi kontrrewolucjoniści. Można jeszcze dołączyć do uczestników


Znów spotkają się młodzi kontrrewolucjoniści. Można jeszcze dołączyć do uczestników
       Jeszcze przez kilka dni można zgłaszać się do udziału w tegorocznej edycji Otwartego Dnia Formacji Kontrrewolucyjnej. „Jeśli chcemy prawdziwie walczyć o cywilizację chrześcijańską, musimy ją najpierw pokochać. Żeby ją pokochać, musimy ją najpierw dogłębnie poznać” – tak do uczestnictwa zapraszają organizatorzy spotkania zaplanowanego na 25 marca.

Otwarty Dzień Formacji Kontrrewolucyjnej odbędzie się w Warszawie już po raz szósty. Będzie to jedna z niewielu okazji, by spotkać się w gronie młodych, otwartych, energicznych osób z całej Polski, których łączy przywiązanie do postaw i zasad katolickich oraz wola walki o cywilizację chrześcijańską w Polsce i świecie – zachęcają inicjatorzy przedsięwzięcia.

"Coroczne spotkanie daje uczestnikom możliwość nawiązania nowych kontaktów z działaczami społecznymi i tymi, którzy działalność taką pragną rozpocząć. W czasie takiego wydarzenia mamy możliwość pogłębienia swej formacji katolickiej i kontrrewolucyjnej oraz wymienienia się doświadczeniami naszej dotychczasowej pracy i wyciągnięcia wniosków na przyszłość, aby jeszcze aktywniej iść do walki z ogarniającą nas antychrześcijańską Rewolucją" – napisali organizatorzy.

Ankieta 3droga.pl: Katolicyzm a nacjonalizm. Grower, Jazłowski, Paluch, Seweryn!


ankieta 3droga katolicyzm
        W okresie Wielkiego Postu przygotowaliśmy kolejną odsłonę ankiety portalu 3droga.pl, tym razem dotyczączej nie rzadko trudnych relacji katolicyzmu z nacjonalizmem. Od lat jest to jeden z ważniejszych tematów w dyskusji narodowców, budzącym kontrowersje, ale jednocześnie spajającym większość polskich nacjonalistów pod znakiem Krzyża. Do konwersacji chcieliśmy zaprosić osoby, które z jednej strony pochodzą z różnych odcieni ruchu narodowo-katolickiego w Polsce, z drugiej: odgrywają dla niego dużą rolą. Nie skromnie przyznamy, że nam się to udało i w tej ankiecie przeczytamy wypowiedzi Łukasza Growera z portalu DrogaLegionisty.pl, autora książek „Taniec na linie” i „Nienawidzę świata, który mnie nakręca”; Tomasza Jazłowskiego, prezesa Ruchu Christus Rex; Adama Seweryna, Kierownika Sekcji Naukowo-Szkoleniowej i członka Rady Głównej Obozu Narodowo- Radykalnego i prezesa Stowarzyszenia Trzecia Droga Filipa Palucha. Serdecznie zapraszamy do lektury i dyskusji.  

1. Do jakiej korelacji pomiędzy katolicyzmem, a nacjonalizmem należy dążyć?

Łukasz Grower (DrogaLegionisty.pl): Chciałbym by była to korelacja całkowita. Nasza historia jej sprzyja, ale nacjonalizm nie musi być katolicki wyłącznie ze względu na historyczną rekonstrukcję. Jednym z głównych zagrożeń współczesnej Europy jest upadek moralności, rozpusta, a na to katolicyzm ma doskonałą odpowiedź, wręcz doktrynę! Tak więc nie zgodzę się z tym, że to „staroświeckie” – wręcz przeciwnie. 10 przykazań i cała reszta są dziś bardzo potrzebne! Katolicyzm to Ostatni Prawdziwy Bunt, w którym szanuje się cnotę, wierność, wywyższa się opacznie rozumianą obecnie miłość. A teraz odpowiedzcie sobie na pytanie, czy bez wiary da się posiadać odpowiednie podejście do tych wartości. Jak mówicie o nich w swoim środowisku? Jaka doktryna jest na tyle silna, by walczyć o cnotę z „pokoleniem MTV”? A może wy też z zachowań tego „pokolenia MTV” korzystacie, jednocześnie na nie narzekając? Byłem nacjonalistą – agnostykiem bluzgającym na „postępowców”, lecz dopiero katolicyzm ukazał mi moją własną hipokryzję i udowodnił, że przyczyniam się do upadku cywilizacji wspierając niepozorny, rozpustny, otaczający nas liberalny obyczajowo gniot.

Jestem za Polską katolicką, co nie oznacza prześladowań, bądź nienawiści do innych. To mimo wszystko religia, jak sama nazwa wskazuje – WIARA. Należy ją wskazywać (na zasadzie ojcowskiej rady – to jest dla Ciebie Polsko i młody Polaku najlepsze), lecz nie należy do niej zmuszać, bo przecież najważniejsze kwestie rozgrywają się w ludzkim sercu, a nie przy urnie wyborczej. Zmuszać do wiary nikogo nie można także ze względów czysto taktycznych – każdy przymus rodzi bunt i to bunt najgroźniejszy – bunt kultury i ulicy. Z katolicyzmem polska ulica żyje mimo wszystko dobrze (kult bohaterów – zazwyczaj katolików) i niech tak pozostanie.

Obecna korelacja nacjonalizmu z katolicyzmem jest naturalna. Ruchy narodowe są zazwyczaj katolickie, wśród niezależnych nacjonalistów kwestia wiary jest podzielona, istnieje również kilka organizacji „anty”. Katolicyzm zawsze będzie silny w polskim nacjonalizmie, bo – przywołując klasyk – „taki tu mamy klimat”. Wszystko temu sprzyja. Historia (w tym najnowsza, walki z ZOMO po mszach – m.in. w Gdańsku pod św. Brygidy), kościółek na każdej wsi i osiedlu, wychowanie… Oczywiście często błądzimy, stajemy się „wierzący niepraktykujący” (czyli najczęściej niewierzący, lecz utożsamiający się z „katolicką kulturą”), ale w razie czego wiemy gdzie wrócić i do kogo się zwrócić. Bo jak pisał wiadomo kto – ta wiara stanowi istotę Polskości i mimo wszystko… coś w tym jest. Bardzo mnie to cieszy! Wielu obcokrajowców nam tego zazdrości, a my potrafimy nie doceniać.
Spotykam się z sugestiami, że to staroświeckie, że „nowoczesny nacjonalizm” powinien skupić się na kwestiach pracowniczych i tym podobne bzdury. Bzdury, bo… kto broni nacjonaliście być katolikiem i walczyć również o sprawy przyziemne? Wreszcie: a jaka jest nauka Kościoła na temat pracy? Wystarczy wczytać się w „Szczerbce”, by poznać źródło inspiracji antykapitalistycznych i równocześnie antykomunistycznych! Wystarczy przypomnieć sobie starą dobrą Solidarność Walczącą – jestem zakochany w kronikach pokazujących spowiadających się w stoczni robotników, którzy wiarę łączyli z walką o godny byt. To jest dla mnie Polska!

Jeśli od tego odejdziemy – popsujemy coś…

Tomasz Jazłowski (RCR):  Jako członkowie Ruchu Christus Rex opieramy się w swym działaniu na nacjonalizmie integralnym, czyli przenikaniu się myśli narodowej z ideą monarchistyczną w duchu rzymskiego integralnego katolicyzmu. Wszystkie trzy czynniki (katolicyzm, monarchizm i nacjonalizm) muszą wzajemnie się przenikać i uzupełniać, aby stworzyć ideę zapewniającą przetrwanie i rozwój narodu. Już papież Pius XI w swojej encyklice „Caritate Christi Compulsi” pisze: Prawy porządek chrześcijańskiego miłosierdzia nie zabrania prawowitej miłości Ojczyzny ani nacjonalizmu. Przeciwnie: kontroluje go, uświęca i ożywia. Bez religii, a w szczególności religii katolickiej jako tej danej nam od samego Boga, nacjonalizm jako idea nie ma racji bytu i staje się wypaczoną ideologią prowadzącą do zwykłego szowinizmu i duchowego materializmu. Tylko idea łącząca w sobie umiłowanie do narodu, w którym żyjemy, z miłością Boga i Kościoła jako Jego przedstawiciela na ziemi, daje nam pewność, iż kroczymy drogą pewną i szlachetną.