Cytaty

INTEGRALNY RZYMSKI KATOLICYZM * NACJONALIZM INTEGRALNY * NARODOWY SOLIDARYZM * UNIWERSALIZM * REWOLUCJA KONSERWATYWNA * EUROPA WOLNYCH NARODÓW

PRZECIWKO KOMUNIZMOWI I KAPITALIZMOWI! ZA NARODOWYM SOLIDARYZMEM PAŃSTWA!

PORTAL PUBLICYSTYCZNY FRONTU REX - RNR

Codziennik internetowy (wydarzenia - relacje - artykuły)

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”

PRZEŁOM NARODOWY - jest to projekt polityczny łączący w sobie ideę hierarchiczną z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do zmiany obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny i trwały

niedziela, 26 sierpnia 2018

Kaczyński - wymieni sędziów ale nie zakaże aborcji.


Kaczyński - wymieni sędziów ale nie zakaże aborcji. Dlaczego?

      W Polsce nie będzie katolickiej kontrrewolucji. A przynajmniej nie dojdzie do niej pod rządami PiS, w którym dominuje lider, Jarosław Kaczyński – co do tego nikt nie ma już chyba wątpliwości. Prezes PiS jest bowiem typem państwowca, dla którego zakaz aborcji miałby sens o tyle, o ile w konkretny sposób przysłużyłby się instytucji państwa lub – tu stawia znak równości – obozowi politycznemu, na którego czele stoi. To nie jest katolicki system wartości.

Kilka tygodni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński, zapytany przez tygodnik „Sieci” o losy projektu „Zatrzymaj aborcję” oraz wyraźne poparcie biskupów dla tej sprawy, odparł: „wiem, że wspierają. Jako katolik, nie mogę powiedzieć nic poza tym, że sprawa jest w Trybunale Konstytucyjnym”. Ów oschły ton miał wskazać opinii publicznej (w tym zapewne i czarnopiątkowym feministkom), iż prezes zachowuje odpowiedni dystans do tego tematu. Natomiast druga, nieco bardziej obiecująca część wypowiedzi, to zawoalowana deklaracja, utrzymująca w mocy ustalenia, jakie z kościelnymi hierarchami miał zawrzeć szef PiS w 2016 roku. Wówczas, po odrzuceniu przez rząd projektu ustawy antyaborcyjnej, władze największej partii rządzącej koalicji porozumiały się z przedstawicielami Kościoła: dzisiaj odrzucamy propozycję całkowitego zakazu, ale za kilka miesięcy doprowadzimy do zakazu aborcji metodą „małych kroków”, likwidując przesłankę eugeniczną.

Oczywiście Jarosław Kaczyński chciałby to zrobić rękami innymi niż te poselskie, dlatego zamroził prace nad obywatelskim projektem ustawy w sejmie. Ciężar decyzji w tej kwestii spoczywa w głowach i rękach Trybunału Konstytucyjnego, sprzyjającego rządzącej ekipie. Ten jednak nie spieszy się zbytnio z decyzją, sondując reakcję opinii publicznej zdawkowymi informacjami.

A „niemoc” rządzących w sprawie aborcji to jedna z wielu spraw, które oburzają konserwatywne środowiska. PiS nie zdecydował się chociażby na wypowiedzenie antyprzemocowej konwencji, wypełnionej ideologiczną treścią. W kwestii in vitro również brakuje tej partii jednoznaczności, wszak jej kandydat na prezydenta Warszawy, Patryk Jaki, zadeklarował już poparcie dla finansowania tej procedury z miejskiego budżetu. Dlaczego tak karne ugrupowanie nie potrafi opowiedzieć się w sprawach kluczowych z punktu widzenia zapowiadanej „dobrej zmiany”? Co oznacza kontrrewolucja w rozumieniu PiS, niejednokrotnie przecież zapowiadana przez przedstawicieli tej partii? Kluczem do zrozumienia ich logiki, co nie zaskakuje, jest przede wszystkim to, co dzieje się w głowie Jarosława Kaczyńskiego.

Antykościelny, ale propaństwowy

Jeszcze w latach 90., obecny prezes PiS zapytany przez pismo „Nowe Państwo”, kto jest dla niego wzorem opozycjonisty w historii Polski, odparł bez wahania: Mikołaj Sienicki. Ten przywódca zdominowanego przez protestantów XVI wiecznego ruchu egzekucyjnego, walczył o wzmocnienie pozycji średniej szlachty kosztem rosnącej w siłę magnaterii, położył podwaliny pod Unię Lubelską oraz stał za przełomowym pomysłem elekcji viritim. Był też jednak zaciekłym wrogiem Kościoła i katolicyzmu. To w katolikach dostrzegał przeciwników politycznych, usiłując – wraz z ruchem na którego stał czele – pozbawiać ich politycznych wpływów. Uderzał na odlew w silną pozycję duchowieństwa, tocząc z nim otwartą walkę. Uparcie dążył on m.in. do tego, by w okresie bezkrólewia władzy nie pełnił arcybiskup gnieźnieński, lecz marszałek wielki koronny, którym wówczas był ewangelik, Jan Firlej. Sienicki postulował konieczność upaństwowienia Kościoła i powołania specjalnego soboru, który ustanowiłby Kościół Narodowy. Watykan stanowił dla niego jednego z głównych przeciwników. I to wcale nie przeciwników politycznych, lecz ideowych, religijnych.

Czy taki „idol” Jarosława Kaczyńskiego stanowi ujmę dla prezesa PiS? I tak, i nie. Można oczywiście założyć, iż prezes doceniał w Sienickim propaństwową orientację. Zaskakujące jednak, iż kompletnie zlekceważył religijne motywacje opozycyjnego bohatera swojej wyobraźni. O ile bowiem biografie wielkich postaci historycznych pełne są niejednoznaczności, o tyle Sienicki z pewnością nie nadaje się na wzór do naśladowania dla kogoś, kto nazywa siebie katolikiem.

Z drugiej strony w ankietowej odpowiedzi prezesa Kaczyńskiego znajduje odzwierciedlenie cała jego polityczna metoda. Doświadczenie opozycyjności PRL, wraz ze złudnym przekonaniem, że wymiana kadr zmienia instytucje; doświadczenie słabości państwa i wariackiego kapitalizmu z międzynarodowego poruczenia, którego III RP nie była w stanie w żaden sposób zamortyzować. I wreszcie doświadczenie władzy z lat 2005-07, gdy spostrzegł, iż otwarcie wielu frontów konfrontacji bez odpowiedniej otuliny, może doprowadzić do rychłego upadku. Konserwatyzm Kaczyńskiego nie opiera się więc na usilnym pragnieniu kontrrewolucji, lecz na sumie powyższych doświadczeń. W całym tym kalejdoskopie przeżyć, Kościół nie odgrywał większej roli, poza uznaniem Jego miejsca w europejskiej kulturze oraz jako cennego regulatora życia społecznego. Na to Kaczyński wpadł – co przyznał w jednym z wywiadów – przeczytawszy „Braci Karamazow”.

Logika dobrej zmiany

Jeśli zatem ktokolwiek marzył o „dobrej zmianie” jako całościowym projekcie politycznym, ten może zapomnieć o narodowej kontrrewolucji. O niczym takim nie było mowy w koncepcjach Kaczyńskiego. Dobra zmiana opiera się przede wszystkim na rewolucji personalnej w państwowych instytucjach. Ten pomysł podpowiada prezesowi doświadczenie antykomunistycznej opozycji, gdzie dominowało myślenie kategoriami „nasz” lub „ich”. Jackowi Kuroniowi we wrześniu 1980 roku do pełni szczęścia wystarczyłaby zmiana na fotelu szefa „Solidarności” – Lecha Wałęsę miała zastąpić Anna Walentynowicz – a cały proces Sierpnia’80 uznałby za szczęśliwie zakończony. Podobne przykłady myślenia liderów antypeerlowskich ruchów można mnożyć w nieskończoność. Kaczyński przetransferował to myślenie do III RP i zaimplementował do swojej metody politycznej.

Przy tym wszystkim jest doskonale świadomy słabości naszego państwa, bo doświadczył tego na własnej skórze, inwigilowany przez UOP w pierwszej połowie lat 90. Obserwował także zacietrzewienie Balcerowicza we wprowadzaniu koncepcji gospodarczych, narzuconych mu przez MFW oraz Bank Światowy. I wreszcie najważniejsze – przekonał się, iż nie warto otwierać wielu frontów politycznej walki. A właśnie w kategoriach takiej walki traktuje on kwestię aborcji czy zmian obyczajowych. W antyaborcyjnej ustawie nie dostrzega żadnego interesu dla państwa i swojej formacji politycznej, poza koniecznością utrzymywania poprawnych relacji z hierarchią kościelną. Nie widzi też powodu, by konfliktować się ze zideologizowaną społecznością międzynarodową, co zapewne byłoby skutkiem wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej.

W myśl swojej logiki szef PiS dostrzega wroga przede wszystkim w sędziach, ponieważ znajdują się oni poza kontrolą państwa oraz społeczeństwa, zachowując równocześnie ogromny wpływ na życie polityczne. I to właśnie sądy stały się głównym wrogiem prezesa. Nie chodzi jednak o sam system oraz instytucje, lecz w dużej mierze o ich skład osobowy. Z tego powodu trwa jego sukcesywna wymiana.

Żadnej kontrrewolucji w wykonaniu PiS zatem nie będzie. Jarosław Kaczyński, choć otrzymał władzę w wyniku gwałtownego wzrostu nieufności wobec projektu liberalnej demokracji ani myśli wykorzystać uzyskane poparcie w walce z narastającą falą postępowej rewolucji. To nie jest jego wróg. On pragnie wzmocnienia państwa „lepszym sortem” Polaka, czyli ludźmi związanymi z jego ugrupowaniem politycznym. Nawiasem mówiąc jest to pozorna droga na skróty, prowadząca wszak donikąd. Jest to jednak już zupełnie inny temat.

Tomasz Figura