Cytaty

INTEGRALNY RZYMSKI KATOLICYZM * NACJONALIZM INTEGRALNY * NARODOWY SOLIDARYZM * UNIWERSALIZM * REWOLUCJA KONSERWATYWNA * EUROPA WOLNYCH NARODÓW

PRZECIWKO KOMUNIZMOWI I KAPITALIZMOWI! ZA NARODOWYM SOLIDARYZMEM PAŃSTWA!

PORTAL PUBLICYSTYCZNY FRONTU REX - RNR

Codziennik internetowy (wydarzenia - relacje - artykuły)

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”

PRZEŁOM NARODOWY - jest to projekt polityczny łączący w sobie ideę hierarchiczną z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do zmiany obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny i trwały

wtorek, 12 lutego 2019

Adrian Nikiel: Błędy religijne są źródłem błędów politycznych


         W artykule zatytułowanym Trzeba wstać z kolan!, opublikowanym wkrótce po obchodach stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, pan Jan Lech Skowera podjął polemikę z panią Agnieszką Holland – reżyserka nieco wcześniej wezwała do stworzenia na terenie Polski (bądźmy precyzyjni: prowincji polskiej Unii Europejskiej) państwa świeckiego1. Pan Skowera trafnie rozpoznał, że za tym postulatem kryje się dążenie do likwidacji polskości – wspólnego dzieła Piastów i Kościoła Świętego. Jednak pomimo zasadniczo słusznej puenty artykułu publicysta „Gazety Obywatelskiej” w najważniejszej kwestii rozminął się z ponurą rzeczywistością. Fragment ostatniego akapitu brzmi bowiem: Królestwa już nie mamy, ale pozostał jeszcze jeden filar polskiej państwowości – wiara katolicka. Niestety, to niczym nieuzasadniony optymizm. Więcej, wyrażana przez autora cytatu aprobata dla monarchii katolickiej pozostaje w sprzeczności z nauczaniem wspólnoty religijnej, do której należy, zdefiniowanym przez Jana XXIII i Pawła VI, a także w deklaracji Dignitatis humanae2.

Podstawowe przesłanie pana Skowery można streścić słowami: na nazwę Polska zasługuje tylko monarchia katolicka3. (W tym miejscu można zapytać: jak z pragnieniem przywrócenia państwa katolickiego pogodzić słynną propozycję pana Skowery z 2016 r., aby na tron Polski wezwać dynastię xiążąt grecko-duńskich, którzy znani są jako rodzina Windsorów – wyznawców herezji anglikańskiej pozostających w bliskich relacjach z wolnomularstwem?) Rozwijając tę myśl już we własnym zakresie i na osobistą odpowiedzialność, dopowiem, że państwo katolickie to ład ustrojowy, w którym Bóg w Trójcy Świętej Jedyny jest rozpoznany jako źródło władzy prawowitej – władzy działającej w taki sposób, aby poddanym ułatwiać, a nie utrudniać, osiągnięcie zbawienia wiecznego. Państwo uznające pierwszeństwo i wolność Kościoła, respektujące Jego nauczanie, a wszystkie sprawy w granicach swoich kompetencyj odnoszące do Prawa Bożego4. Godnym uwagi wzorem może być w tym kontekście Karta Praw Hiszpanów (Fuero de los Españoles) z 17 lipca 1945 r., a szczególnie jej artykuł szósty5.

Dzisiejsza Polska na pewno nie jest państwem katolickim. Czy jednak w ogóle po 1989 r. mogła nim się stać, jeśli wziąć pod uwagę obecny stan Kościoła Świętego? Nie. I to niezależnie od powszechnie znanych uwarunkowań ideowych, historycznych, geopolitycznych czy ekonomicznych – przede wszystkim zaś dlatego, że już znacznie wcześniej Polacy w swojej miażdżącej większości bezkrytycznie opowiedzieli się za postkatolickim modernizmem lub przynajmniej znaleźli się pod jego dominującym wpływem, gdyż uważają modernistycznych hierarchów za swoich duszpasterzy. Prócz tego wielu Polaków całkiem świadomie odrzuciło Prawdę Chrystusową. Integralnych katolików pozostała natomiast garstka liczona raczej w setkach niż tysiącach osób. Katolicy w prowincji polskiej Unii Europejskiej są wspólnotą mikroskopijną. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej.

Trudno stworzyć państwo katolickie bez katolików. Jeszcze trudniej – bez oparcia w prawowiernej hierarchii, która poprzez apostolat w kraju misyjnym, jakim niewątpliwie stał się obszar między Odrą a Bugiem, dążyłaby do świętości. Pomyślmy: ilu w skali świata jest biskupów niosących Wiarę katolicką, tę samą i taką samą, jaką była od chwili założenia Kościoła przez naszego Pana Jezusa Chrystusa do śmierci Piusa XII, ostatniego papieża w dotychczasowych dziejach? A ilu mamy takich xięży?

Doktrynalnym źródłem współczesnego modernizmu jest nauczanie wspólnoty religijnej zwanej przez sedewakantystów Nowym Kościołem montiniańskim, a przez swoich zwolenników często określanej (potocznie, lecz z aprobatą) mianem Kościoła soborowego lub posoborowego6. Od roku 1958 pod szyldem katolicyzmu prezentowane są poglądy wielokrotnie potępione przez papieży: przekonanie o powszechności zbawienia, ekumenizm, aprobata dla wolności religijnej, antropocentryzm i uznanie dla tzw. praw człowieka, konieczność dostosowania moralności i praktyk religijnych do aktualnego stanu nauki, wiara w nieprzerwany postęp, uznanie, że wyznawcy judaizmu podążają odrębną drogą zbawienia. Zniesiona została Przysięga Antymodernistyczna, a w związku z przyjęciem nowej koncepcji Kościoła zakwestionowano Jego nieomylność7. Wyrazem radykalnego zerwania są m.in.: nowy (protestancki) porządek mszy, zmienione ryty sakramentów, nowe prawo kanoniczne, nowy katechizm (podlegający wkrótce po publikacji kolejnym „aktualizacjom”), rozluźniona dyscyplina w sprawach moralności (prowadząca do akceptacji zboczeń i niewierności małżeńskiej8), kolegialność władzy biskupów9, a nawet nowy różaniec i nowe tłumaczenie modlitwy Ojcze nasz. Nowy jest także kształt świątyń, często projektowanych, budowanych i wyposażanych tak, jakby za wszelką cenę – nawet karykaturalnej brzydoty – miały być świadectwem, że mamy do czynienia z odmienną od katolicyzmu religią. Zamierające życie zakonne zmieniło się w swoją parodię10. Niewątpliwą nowością jest również wynikający z antropocentryzmu sprzeciw wobec kary śmierci. Magisterium i praktykę kościelną podważono właściwie w każdym aspekcie. Najwyższym wyrazem uznania, który może usłyszeć modernistyczny duchowny, są słowa: nikogo nie nawracał11. Zważywszy zaś na to, jak słaby był i jest opór ogółu Polaków wobec trwającej ponad pół wieku rewolucji w Kościele – straszniejszej niż wszystkie wcześniejsze rewolucje, bo bezpośrednio gangrenującej wnętrze Mistycznego Ciała Chrystusa – czy z rodakami o tak nikłej wiedzy religijnej można marzyć o restauracji państwa katolickiego? Przecież temu straconemu pokoleniu, które było świadkiem wprowadzania w życie tzw. reform soborowych, bez większego trudu wmówiono, że heretyckie treści, które zaprzeczały wszystkiemu, czego Kościół nauczał do tej pory, to właśnie jest Magisterium Kościoła! Ilu ówczesnych Polaków było w stanie pomyśleć w roku 1965 lub cztery lata później np. mój proboszcz oszalał, chce odprawiać Mszę po protestancku – i dostrzec całą grozę sytuacji12?

Jeżeli choćby na chwilę przyjmiemy, że Magisterium można dowolnie zmieniać, to jaki z niego filar polskiej państwowości?

*****

Nie można być „prawie” katolikiem, nie można wybierać fragmentów Magisterium do wierzenia. Polemika z panem Janem Lechem Skowerą odnośnie do obecności Wiary katolickiej w Polsce musi zatem toczyć się w tych osobliwych warunkach, że sam publicysta „Gazety Obywatelskiej” wielokrotnie, podejmując publiczne inicjatywy, dawał wyraz swojej jedności z hierarchią Nowego Kościoła montiniańskiego i akceptacji jej nauczania. Świadczy o tym jego ścisła współpraca z kolejnymi modernistycznymi metropolitami wrocławskimi, najdobitniej podkreślona 7 października 2018 r. w archikatedrze pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela. Kolejnym znakiem tej jedności są rozważania pana Skowery poświęcone nowemu świętu Chrystusa Króla, które w kalendarzu Neokościoła zastąpiło liturgię ostatniej niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego13.

Ustanawiając święto Chrystusa Króla, papież Pius XI określił, że będzie obchodzone w ostatnią niedzielę października. Wyraził w ten sposób pewność, że panowanie Syna Bożego nie jest czymś, co dopiero ma nadejść wraz z końcem historii, jak uważają moderniści, lecz faktem nieustannie doświadczanym tu i teraz, dotyczącym zarówno Kościoła Tryumfującego, jak i Kościoła Walczącego oraz Kościoła Cierpiącego. Nasz Pan Jezus Chrystus jest Królem, którego władza nie zna ograniczeń i sięga świętych i dusz czyśćcowych, państw, narodów i innych społeczności, a także życia rodzinnego i prywatnego. Oczywiście, większość ludzi odrzuca Chrystusa (a jeśli nawet Go przyjmuje, to w formie jakiejś karykatury usprawiedliwiającej ich grzechy), ale bunt przeciwko Zbawicielowi nie delegitymizuje Jego władzy14.

Bywa, że współcześni moderniści, stawiając teologię polityczną na głowie, deprecjonują Chrystusa jako źródło prawowitej władzy, drwinami z monarchii próbując unieważnić słowa Przez mię królowie królują, i prawodawcy stanowią sprawiedliwość (Prz 8,15)15. Przede wszystkim jednak hierarchia Neokościoła za jednym zamachem unieważniła zarówno główny sens święta ustanowionego przez papieża Piusa XI, jak i znaczenie niedzieli zamykającej rok liturgiczny. Jak bowiem zauważył x. Kewin Vaillancourt, dzięki tej zmianie możliwe stało się przemilczenie jednej z monarszych prerogatyw naszego Pana – władzy Sędziego ludzkości16. W tradycyjnej liturgii koniec roku liturgicznego kojarzony był z końcem życia ludzkiego i żalem za grzechy podejmowanym przed rozpoczęciem Adwentu. W krótkim artykule pana Skowery, bezkrytycznie akceptującego nowy kalendarz „kościelny”, po tej prawdzie nie ma już śladu. Autor przywołuje natomiast doczesne, mocno sentymentalne skojarzenia, z których można nawet wyprowadzić błędne wnioski odnośnie do wzajemnych relacyj Osób w Trójcy Świętej, łącznie z domniemaniem, że nasz Pan Jezus Chrystus miałby zastąpić Boga Ojca w roli Władcy Wszechświata.

*****

Modernizm jest kultem sprzeczności17. Jego najważniejsze dokumenty są pisane i interpretowane w taki sposób, aby każdy zainteresowany znalazł w nich coś dla siebie. Po dwóch stronach Odry to samo zagadnienie moralne może zostać odmiennie potraktowane przez konferencje „biskupów”. Dla bardziej kompromisowych piewców Tradycji (szczególnie zaś związanej z nią estetyki) pozostawiono nawet kapliczkę w świątyni Jednej Wielkiej Światowej Religii – wystarczy, żeby złożyli hołd głowie Neokościoła. Dzięki temu nie dziwią żadne wolty. A przynajmniej nie powinny już dziwić…

Trzecim artykułem pana Jana Lecha Skowery, który zasługuje na uwagę, gdy mowa o błędach religijnych prezentowanych pod szyldem współczesnego polskiego monarchizmu, jest – nawiązujący do wątków z Trzeba wstać z kolan! – text Porządek Boży porządkiem ziemskim. Państwo18. Również w nim publicysta odwołuje się do Trójcy Świętej, na Jej wzór tworząc skomplikowany model ustrojowy mający skłaniać do wniosku, że tylko Piastowie byli prawowitymi władcami Polski.

Z pozycji miłośnika Domu Saskiego i xiążąt grecko-duńskich pan Skowera wydaje się przesuwać ku, trudno w tym miejscu o precyzyjne określenie tego szczególnego zjawiska, jakiemuś „archeologicznemu” patriotyzmowi (miejmy nadzieję, że nie szowinizmowi), który zresztą zgrabnie łączy się z modernizmem – z charakterystycznym dla niego archeologizmem i obsesją powracania do źródeł za cenę przekreślenia dwudziestu stuleci ciągłości nauczania Kościoła19. Najbardziej znany polski „partyzant Wettynów” nagle w najostrzejszych słowach potępia Jagiellonów20 i kolejnych królów elekcyjnych, formułując pod ich adresem osobliwe zarzuty, odmawiając im statusu Pomazańców Bożych i jednocześnie gloryfikując osiągnięcia Piastów21. A czyni to wszystko w ramach obrony Wiary katolickiej, chociaż to właśnie w czasach baroku kształtowała się współczesna polska religijność – znacznie silniej zakorzeniona w baroku niż np. w epoce romańskiej.

Jak zatem pogodzić twierdzenia pana Skowery z kultem św. Kazimierza Królewicza? Jak je pogodzić z uznaniem siedemnastowiecznych papieży dla dokonań królów elekcyjnych? Wystarczy w tym miejscu przypomnieć, że papież Aleksander VII nadał królowi Janowi Kazimierzowi i jego następcom tytuł Króla prawowiernego, natomiast Jan III Sobieski, pogromca mahometan, został uhonorowany przez papieża Innocentego XI tytułem Obrońcy Wiary.

Jak pogodzić negatywną – jak wynika z wydźwięku całego artykułu – ocenę polityki obu elektorów saskich zasiadających na polskim tronie elekcyjnym z oceną dokonaną przez naszych przodków, którzy w najtrudniejszych chwilach w XVIII i XIX stuleciu dwukrotnie wzywali ich następców, aby stali się polską dynastią, przywracając monarchię dziedziczną? Czyżby pan Skowera uległ czarnej legendzie Wettynów, której źródłem była pruska propaganda? Najlepszą odpowiedzią na wysuwane w jej ramach zarzuty wydaje się decyzja Stolicy Apostolskiej, która właśnie w Polsce jako pierwszym państwie świata chrześcijańskiego wprowadziła Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego – rozszerzone na cały Kościół Święty dopiero w 1856 r.

Zaszczyt ten miał już niższej rangi precedens: zgodnie z pragnieniem króla Polski i Szwecji Zygmunta III Wazy od 1616 r. Polacy, na mocy przywileju Stolicy Apostolskiej, na początku września czczą świętych Patronów Szwecji, modląc się o nawrócenie Skandynawów.

Nie można też zapomnieć o wydarzeniu, które już na wieki przesądziło o monarchicznym charakterze Polski, nawet tej pozbawionej intronizowanego króla – ogłoszeniu Najświętszej Maryi Panny Królową Korony Polskiej. Czego dokonał (zwykle postrzegany jako słaby władca) Jan Kazimierz podczas ślubów lwowskich (1 kwietnia 1656 r.), potwierdzając autorytetem Pomazańca Bożego znacznie starszy kult rozpowszechniony na ziemiach naszej Ojczyzny. Historia Polski w świetle Objawienia Bożego jest inna niż obraz wynikający z mniemań (doxai) pana Skowery.

Koronacja Najświętszej Maryi Panny (Muzeum Narodowe we Wrocławiu) — fot. Adrian Nikiel

*****

Cóż, być może wśród następców Kazimierza Wielkiego nie było wielu politycznych geniuszy i mężów stanu światowego formatu, ale stosowanie ogólnych kwantyfikatorów jest oczywistym publicystycznym nadużyciem, którego nie da się usprawiedliwić. Tzw. monarchia mieszana nie była ideałem, ale ta trzeźwa konstatacja nie powinna oznaczać odrzucenia wszystkiego, co wydarzyło się w jej epoce. Jeżeli królowie wybierani przez szlachtę byli rzeczywiście tak nieudolni i dbający tylko o swoje interesy, czym tłumaczyć wspierane przez tych władców zwycięstwo kontrreformacji na ziemiach polskich? Oczywiście, dzieje kolejnych panujących zasługują na krytyczny namysł i otwartą dyskusję, ale niczym nieuzasadnione, zdawkowe, obejmujące kilka stuleci twierdzenia utrzymane w poetyce czytanki o tym, kto był dobry, a kto był zły, do poważnej rozmowy o przeszłości z pewnością nie zachęcają. Zgadzamy się, że polskość mogła stać się fenomenem kulturowym, gdyż jest wspólnym, rozwijającym się przez wieki dziełem Piastów i Kościoła. Ale zastanówmy się też nad tym: jaka byłaby polskość zredukowana do narracji piastowskiej – pozbawiona Żmudzi, Litwy, Polesia, Wołynia, Podola, Pobereża, Ukrainy? Odepchnięta od Niemna i Dniestru?

Można zgodzić się odnośnie do tego, że polska próba podążania odrębną drogą ostatecznie okazała się błędem. Ale ta próba miała też swój pozytywny aspekt – wykształciła umiłowanie wolności (dziś bardzo nam tego brakuje) i zapobiegła absolutystycznym przerostom, które, jak już wiemy z historii Europy, także okazały się ślepą uliczką. W dodatku królowie elekcyjni dysponowali szerszą władzą niż jej zakres przyznany panującym w Konstytucji 3 Maja. Niebagatelne znaczenie dla kształtowania się współczesnej polskości miało przenikanie etosu szlacheckiego do stanu trzeciego. Szkoda, że to wszystko pan Skowera deprecjonuje.

W trzecim z omawianych artykułów pan Skowera bierze zatem rozbrat również z rodzimą tradycją22. Tradycja bowiem to ciągłość, nie żonglowanie faktami i dobieranie fragmentów rodzimych dziejów pasujących do ideologicznych założeń, za to z pozostawianiem kilkusetletnich wyrw. Publikacje pana Skowery nie mają związku ani z katolicyzmem, ani z prawdą historyczną, są raczej fantazjami na ich temat – ostatecznie więc z punktu widzenia polskiego monarchizmu są przede wszystkim szkodliwe, wprowadzające w błąd, a w planie wiecznym prowadzące do zatracenia.


1 Trzeba wstać z kolan!, „Gazeta Obywatelska” nr 180, 23 listopada – 6 grudnia 2018 r., str. 9.
2 Pani Agnieszka Holland wyważa otwarte drzwi, bo świecki charakter ustroju współczesnej Polski gwarantowany jest m.in. przez traktat lizboński, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej i Powszechną Deklarację Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych.
3 W moim artykule nie podejmuję dyskusji odnośnie do tego, czy Polska, która nie jest monarchią katolicką, staje się ontologicznym zerem.
4 Zasady tolerancji religijnej w państwie katolickim zostały określone w encyklice Immortale Dei przez papieża Leona XIII.
5 Pomimo oporu ze strony gen. Franciszka Franco katolicki ustrój Hiszpanii frankistowskiej na polecenie Pawła VI od 1967 r. był stopniowo rozmontowywany. Nowa ustawa (Ley de la libertad religiosa) w punkcie trzecim art. 1 stanowiła jednak, że prawo do wolności religijnej musi być zgodne we wszystkim z wyznaniowością państwa hiszpańskiego proklamowaną w Prawach Fundamentalnych, punkt pierwszy art. 2 głosił, że prawo to musi respektować, iż religia katolicka jest religią narodu hiszpańskiego, art. 21 stanowił z kolei, że akty religijne innych wyznań mogą być limitowane przez władze regionu, aby nie kolidowały z publicznym charakterem kultu katolickiego. Ustawę podpisał były karlista Antoni Iturmendi Bañales (za informacje na temat tego dokumentu dziękuję panu prof. Jackowi Bartyzelowi). Podobny los spotkał Kolumbię po podpisaniu konkordatu w 1973 r. W latach siedemdziesiątych XX wieku epoka państw katolickich dobiegła końca.
6 Oczywiście również sedewakantyści – w tym przypadku zawsze krytycznie – w swoich publikacjach posługują się terminem Kościół (po)soborowy.
7 W Polsce można np. otwarcie ogłosić na łamach jednego z dzienników, że św. Jan Kapistran został potępiony i trafił do Piekła – i nie spotkać się z żadnym sprzeciwem ze strony modernistycznych duchownych goszczących na łamach tej gazety. Taka postawa nie jest obca również osobom sytuującym się po „prawej stronie”. Piszący te słowa był świadkiem wypowiedzi bagatelizującej znaczenie kanonizacji św. Henryka II, cesarza rzymskiego, króla Niemiec i Włoch: A może to było takie „santo subito”?
8 Franciszek, głowa Neokościoła, w drodze powrotnej ze spotkania w Panamie określił mord na dziecku znajdującym się w łonie matki porażką aborcji, dodając, że Bóg zawsze przebacza. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że morderstwa nienarodzonych to największe ludobójstwo w historii, czy słowem porażka można już określać każdy przypadek świadomego wyniszczania jakiejś grupy ludzi? Niewątpliwie w doborze słownictwa (i tonie całej wypowiedzi oraz poprzedzającym ją pytaniu pani Leny Klimkeit) kryje się uznanie, że zabicie dziecka w okresie prenatalnym i za zgodą matki jest czymś istotnie odmiennym od zabicia dziecka po jego narodzinach. Twierdzenie, iż abortowane dziecko trafia do Nieba, pozostaje zaś w sprzeczności z nauczaniem na temat Chrztu dzieci, które znamy z Katechizmu Soboru Trydenckiego i wypowiedzi papieża Piusa XII. Trudno uciec od pytania: czy każdy zamordowany automatycznie trafia do Nieba? Czy morderstwo jest zatem „supersakramentem”?
9 Symbolem odrzucenia hierarchicznej struktury Kościoła jest sprzedaż najważniejszego papieskiego regalium – tiary, do której doszło za „pontyfikatu” Pawła VI w 1964 r. Kolejni szefowie Nowego Kościoła również odrzucili możliwość koronacji.
10 Są i takie zakonnice, które mimo nalegań władz Neokościoła, aby jednak skupiły się na naszym Panu Jezusie Chrystusie, nie zamierzają wyrzec się feminizmu, gnozy i religijności w duchu New Age.
11 Zaprzyjaźnieni innowiercy – rzecz dla niego obowiązkowa. Za skłonność do judaizmu lub mahometanizmu – dodatkowe punkty!
12 Zauważmy przy okazji, że na temat Prymasa Tysiąclecia wielokrotnie, jako wyraz uznania dla jego postawy, można przeczytać czy też usłyszeć opinię, że ostrożnie wprowadzał w życie tzw. reformy soborowe, dzięki czemu stan Kościoła (właściwie: Nowego Kościoła montiniańskiego) w Polsce nie jest tak zły jak na Zachodzie. Jest to jednak pochwała mocno dwuznaczna. Jeżeli dokumenty Vaticanum II podają do wierzenia nieomylne nauczanie Kościoła Świętego – dlaczego przy ich recepcji należało zachować ostrożność? Dlaczego należało dawkować zmiany, które – gdyby były katolickie – powinny przybliżać wiernych do zbawienia? Czy kiedykolwiek słyszeliśmy o hierarsze Kościoła, który był chwalony za ostrożność w realizacji postanowień np. Soboru Florenckiego, Soboru Trydenckiego etc., bo dzięki temu opóźnił destrukcję swojego Kościoła lokalnego? Wbrew pozorom kard. Stefan Wyszyński nie był człowiekiem nawet ułomnie pojmowanej Tradycji: opowiadał się za co najmniej bliskim modernistycznemu rozumieniem wolności religijnej (Por. Ewa K. Czaczkowska, Prymas nie był zacofany, „Gość Niedzielny” nr 19/2013, Vaticanum Secundum a działalność prymasa Wyszyńskiego – rozmowa z dr. Michałem Białkowskim [rozmawiał Michał Talarowski].)
13 Od Bożego Narodzenia do Chrystusa Króla, „Gazeta Obywatelska” nr 182, 21 grudnia 2018 – 3 stycznia 2019 r., str. 9.
14 Zauważmy, że to jest najprostszy argument na rzecz zgodności legitymizmu z nauczaniem Kościoła: rebelia przeciwko władcy nie likwiduje prawowitości władzy, nawet jeśli ta władza nie może być wykonywana przez jej dzierżyciela. Gdyby było inaczej, Bóg – ponad którym górowałoby prawo pięści – nie mógłby być źródłem władzy.
15 Przyjęcie zasady wolności religijnej logicznie łączy się z zaprzeczeniem panowaniu Chrystusa Króla.
17 Przykładem może być wspólna „beatyfikacja” Jana XXIII i papieża Piusa IX w 2000 r.
18 Porządek Boży porządkiem ziemskim. Państwo, „Gazeta Obywatelska” nr 183, 4-17 stycznia 2019 r., str. 7.
19 Por. papież Pius XII, Mediator Dei.
20 Królewski status Jagiellonów został zaakceptowany przez piastowskich xiążąt mazowieckich – z oporami, ale jednak.
21 Jednemu z naszych królów zawdzięczamy nawet to, że św. Stanisław dostąpił palmy męczeństwa…
22 W przeciwieństwie do Tradycji Kościoła jest to tradycja pisana małą literą.