Cytaty

KONTRREWOLUCJA*MONARCHIA NARODOWA*KORPORACJONIZM

OFICJALNY PORTAL PUBLICYSTYCZNY
RCR - PRO FIDE, REGE ET PATRIA!


Si Deus Nobiscum quis contra nos - Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

UNIWERSALIZM KATOLICKI KONTRA ATEISTYCZNY GLOBALIZM


MONARCHIZM NARODOWY - jest to ustrój polityczny łączący w sobie ideę monarchistyczną (ideę hierarchiczną) z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do obalenia obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny (będąc w rzeczywistości Kontrrewolucją)

WALCZYMY NAJPIERW O POLSKĘ WOLNĄ A PÓŹNIEJ WIELKĄ! Z BOGIEM ZA KRÓLA I OJCZYZNĘ!

czwartek, 25 sierpnia 2016

Adam Doboszyński: Konspiracje – fragmenty z pracy pt. „Ustrój narodowy”.


Znaleziony obraz 

       We wniosku, że udział we wszelkiej konspiracji jest za sadniczo sprzeczny z obowiązka mi katolika, leży niewątpliwie jeden z kluczy do zrozumienia naszych czasów. Przyjęcie zasady, że bez konspiracji nie może się obyć żadna działalność organi zacyjna - prowadzi automaty cznie do zmasonizowania społe czeństwa. Wszelka kon spiracja, to swoista masoneria. Nie róbmy kierownikom świata masońskiego przyjemności, wdając się w po żądane przez nich rozważania na temat różnych odłamów ma sonerii, ich mniejszego lub wię kszego zażydzenia, mniejszej lub większej pointy antykatolickiej. Każdy praktyczny polityk staje co chwila wobec dylematu: czy ta lub owa konspiracja jest rze czywiście antymasońska, czy też z ukrycia jest kierowana przez masonerię? Odpowiedź bywa niezmienna: Jeśli nawet jakaś konspiracja jest szczerze anty masońska, to jednak wychowu jąc ludzi przy pomocy metod konspiracyjnych przygoto wuje grunt pod ma sonerię.
Nie ma pod tym względem bardziej pouczających dziejów, niż historia Ligi Narodowej w Polsce. Od lat trzydziestu, regu larnie co kilka lat, odłamuję się jakiś fragment od konspiracyj narodowych i rzuca się w obję cia masonerii. Tragiczny błąd, polegający na tym, że O. W. P. (tak już manifestacyjnie anty-masoński) utworzono również według tego samego szablonu konspiracyjnego, doprowadził do utraty większości przywód ców tej organizacji na rzecz kół obracających się w orbicie wpły wów masońskich. Trudno o lep szy przykład, jak dalece forma organizacji łączy się z treścią ideową. Organi zacje oparte na kośćcu konspira cyjnym będą stale wychowywa ły przyszłych masonów, choćby akcentowały Bóg wie jak silnie hasła katolickie i antymasońskie. Demoralizujące skutki konspiracji wezmą zawsze górę nad najbardziej na wet wzniosłą ideologią.

LUKA W NAUCZANIU KOŚCIOŁA

Niestety nie zrozumiał tego jeszcze - jak się zdaje - Koś ciół katolicki, i przez najtrud niejszy okres swego istnienia, od XV po XIX wiek, tolerował w świecie swych wyznawców istnienie konspiracyj, które miały się stać dźwignią Kościo ła, a na skutek zawartej w nich contradictio in adiecto - konspiracyj jako narzędzi prawdy i światła - przyniosły bodaj że więcej szkody niż pożytku, mi mo olbrzymich zasług indywi dualnych i najlepszych chęci ich uczestników. W szczególno ści zasadniczym błędem takty cznym wydaje się oparcie życia katolickiego w Anglii i Stanach Zjedn. na „masonerii katolic kiej”. Są to niewątpliwie pewne ustępstwa, na które poszedł Kościół, podobne do ustępstwa w sprawie pobierania odsetek, o czym pisałem w mej „Gospodarce Narodowej”. Jes tem głęboko przekonany, że włączenie przez Koś ciół do swego nau czania zasady, iż kon spiracja jako stała forma organizacyjna (a nie dla celów ści śle doraźnych) jest sprzeczna z etyką katolicką, stałoby się po czątkiem wielkiej akcji, z której masoneria wyszłaby ostatecznie pokonana. Przeprowadzenie tej zasady w Polsce pozwoliłoby nam przełamać wreszcie ten zaczarowany krąg, w którym bez władnie kręcą się czynniki ka tolickie i narodowe, oddając masonerii co chwila wartościowe jednostki, wychowane w tych konspiracjach, które, mając być sztabami akcji antymasońskiej, są w rzeczywistości przedsionka mi Świątyni Hirama, przedszkolami dla przyszłych „dzieci Wdowy”.

Zasada ustroju bez konspiracji nie znalazła do tej pory uwzględnienia w na uce Kościoła. Znajdzie się wielu sceptyków, którzy wysnują stąd wniosek, że Kościół nie zdecy duje się nigdy na wysunięcie ta kiej zasady. Nie podzielam tego zdania, lecz rozumiem, że bę dzie jeszcze trzeba pewnego cza su przygotowawczej pracy my śli, nim Kościół zdecyduje się poprzeć tę zasadę całą powagą swego autorytetu. Podobnie by ło z zasadami społecznymi, sfor mułowanymi w Encyklice „Re rum Novarum”, których ogło szenie poprzedziło kilkadziesiąt lat solidnej pracy intelektualnej myślicieli katolickich.

KONSPIRACJA JAKO NARZĘDZIE SELEKCJI

We wszystkich społeczeń stwach, w których u podstawy wszelkich zbiorowych po czynań leżą konspiracje (jak np. w Pobce do ostatnich czasów), awans społeczny prowadzi z ko nieczności poprzez konspirację. Przez to sito przedostają się w górę: 1) urodzeni konspirato rzy, 2) kariero wicze i hochszta plerzy, 3) ludzie mniej podatni do konspiracji, którzy się jednak do niej naginają, inaczej mó wiąc, którzy pozwalają konspi racji przerobić się na jej kopyto. Sito eliminuje najwartościow sze jednostki, nie chcące iść na kompromis ze swym sumieniem.

Tak zrekrutowana elita wyci ska na życiu społecznym specy ficzne piętno. Przede wszystkim narzuca swe obyczaje organiza cyjne. W społeczeństwach anty katolickich, gdzie wszystkie konspiracje są jednokierun kowe, łączą się one rychło w jeden schemat, co ułatwia zada nie rządzących. Natomiast w społeczeństwie katolickim, ist nienie równoległe konspiracyj prokato lickich i antykatolickich oraz form pośrednich prowadzi do praktycznego uniemożliwie nia konsolidacji całego Narodu, do rozbicia go na kliki i mafie, do wytworzenia nieprzebytych zapór (pod postacią przysiąg i tajemnic) między ludźmi, któ rzy skądinąd mogliby się łatwo z sobą porozumieć. Pisząc te sło wa miałem lat trzydzieści trzy, a zdążyłem już stracić szereg ko legów i przyjaciół przez to, że z chwilą ich wstąpienia do takiej czy innej konspiracji z naszych stosunków wzajemnych znikała od razu nuta szczerości, bez któ rej nie ma mowy o prawdziwej przyjaźni i owocnej współpra cy. Jeśli mimo szybkiego roz szerzania się idei narodowej w Polsce rozbicie Narodu nie ma leje, to zawdzięczamy to tej ma nii konspiracyjnej, skutkiem której przypominamy Czerwonoskórych tropiących się nawza jem na ścieżce wojennej i po lujących - w żydowskim interesie - na skalpy swych naj bliższych.

Drugi skutek tej selekcji kon spiracyjnej, to sztuczny rozdźwięk między elitą narodu a głębiej pojętym katolicyzmem, i chroniczna niemożność wypro wadzenia katolicyzmu w życie społeczne i gospodarcze poza tradycyjną ambonę. Człowiek, który uformował się w łonie konspiracji i przez jej sito prze dostał się do hierarchii rządzą cej, nie nadaje się na leadera katolickiego społeczeństwa, choćby był nawet żarliwym ka tolikiem. Jest spaczony, instynkty jego grają inaczej, za wodzi intuicja. Społeczeństwo kierowane przez takich ludzi nie znajdzie w sobie siły do oporu przeciw ukrytym siłom, podgry zającym jego korzenie.

Owocem konspiracyjnej selek cji jest osobliwy typ działacza społecznego, którego zasługi są niewidoczne dla ogółu, który może kroczyć od gaffy do niepo wodzenia, od niepowodzenia do wpadunku, od wpadunku do skandalu, a mimo to awansuje w hierarchii jawnej i tajnej, w nagrodę za ślepe wykonywanie poleceń otrzymywanych od nie znanych zwierzchników. Jeśli widzimy kogoś, kto fatalnie nie dorasta do powierzonych mu funkcyj, a mimo to wydaje się nieusuwalny ze stanowiska w oczywisty sposób przerastające go jego zdolności, to możemy być pewni, że jest to człowiek, którego talenty konspiracyjne równoważą jego ujawnione bra ki. W społeczeństwie opanowa nym przez konspiracje odwraca się hierarchia zdolności: jawne uzdolnienia ważą mało wobec tajnych znakomitości. Zupeł nie inni ludzie wy bijają się, inne są kryteria zasługi i geniuszu. Możliwe, że za sto lat nasi prawnukowie dowie dzą się o rządzących światem w naszej epoce znakomitościach, nieznanych swym współczes nym nawet z nazwiska. Świat konspiracyj ma swych wodzów proroków, swych Mahometów i swych Napoleonów; oni to pi szą naszą historię. Zbyteczne do dać, że historia ta pisze się na naszej skórze.

JEDNORODNOŚĆ KONSPIRACYJNA

Istnienie i działalność konspi racyj wyciska piętno na naszej epoce. Był moment (przed rewolucją faszystowską) kiedy dogmat tajnego organizowania ludzi, który uznaliśmy za istotę masonerii, zatriumfował już był na całej kuli ziemskiej. Wszelka zorganizo wana działalność ludzka miała, bezpośrednio po Wielkiej Wojnie, swą podszew kę konspiracyjną. Dla tego nie ma bardziej uciesznej; lektury, niż grube tomy, traktu jące o ustrojach liberalno-parlamentarnych naszych czasów, w których słowo konspiracja na wet nie figuruje. Jest to zwykłe „bujanie gości”, sport, któremu oddaje się wielu mądrych ludzi, dla celów łatwo zrozumiałych. Jeśli ktoś zachwala czysty sys tem parlamentarny w tej for mie, w jakiej funkcjonuje np. jeszcze w Anglii, Francji, krajach skandynawskich i t.d., a nie dodaje, że system taki nie doprowadza automatycznie do rozbicia społeczeństwa tylko dzięki silnej podbudowie masoń skiej - ten albo jest niezmier nie naiwny, albo świadomie wprowadza ludzi w błąd. Każda konstytucja tego typu, jak cho ciażby polska z roku 1921, ma tylko wówczas jakiś sens, jeśli założyć istnienie wspólnoty ma sońskiej, na której podłożu mo gą się rozgrywać bezkarnie wal ki partyjne, przyjęte już nie ja ko malum necessarium, ale ja ko alfa i omega ustroju.
W oparach frazeologii, prze słaniającej sprawy ustrojowe, można łatwo zbłądzić, o ile nie mieć stale na uwadze pewnych prawd zasadniczych. Do takich prawd należy zasada-komunał, że społeczeństwo oparte jest przede wszystkim na współdziałaniu. Rzecz prosta, że współdziałanie to nie powinno nabierać cech wzajemnej adora cji ani mechanicznego posłuchu, i z tego względu ścieranie się z sobą ludzi i opinii jest wskaza ne; lecz walka taka powinna przebiegać na podobieństwo fal, tworzących się jedynie na po wierzchni morza, ale nie wpro wadzających w ruch całej ma sy jego wód, jak się to na przy kład dzieje, gdy zaczniemy huś tać wodę w miednicy, co może się rychło skończyć katastrofą - wylania tej wody. Walki ideowe w społeczeń stwie nie mogą przekraczać granic ta kiej właśnie powie rzchniowej fali na zasadniczym podłożu współdziałania, bo inaczej społeczeń stwo po prostu się rozleci.

Rozumieją to społeczeństwa anglosaskie, Anglia i Stany Zje dnoczone, oparte w zasadzie na dwupartyjnym parlamentaryz mie. System ten funkcjonuje (przynajmniej w Anglii) świet nie, lecz po prostu dlatego, że zarówno wszyscy Anglicy, jak i wszyscy Amerykanie, są jed nomyślni co do - powiedzmy – 95% problemów życia zbiorowe go, i jednomyślność ta wyraża się we wspólnym nale żeniu da masonerii ludzi obu partyj. Dlatego jest typowo „żydowskim kawałem” przeciwstaw wianie społeczeństwa jawnie jednopartyj nego, ale za to bezmasońskiego (faszyzmu, hitleryzmu, bolszewizmu) - społeczeństwom jakoby wielopartyjnym, a w rzeczywistości również jednopartyj nym, tylko że tajnie. Fakt przynależ ności przywódców konserwaty wnych i laburzystów do tej sa mej konspiracji umożliwia An glikom rozgrywkę jawną o dzie lące ich poglądy na sprawy pod rzędnej wagi. Gdyby nie zasia dali przy sobie w loży, a je dynie tylko naprzeciw siebie w parlamencie. Połączo ne Królestwo (wzgl. Zjednoczo ne Stany) rozleciałyby się w szybkim czasie.

Stwierdzenie, że społeczeń stwo nie może istnieć bez duże go stopnia jednorodności organizacyjnej i ideowej, odnosi się do wszystkich krajów i wszelkich epok. Np. Polska przedrozbiorowa. Jakże cieka we śledzić żmudne wysiłki kró lów, dążących do „absolutum dominium”, od Zygmunta III po Augusta II; jak usiłują stale tworzyć swą partię i oprzeć się na niej. przeciw reszcie Narodu, i jak kończy się zawsze na tym, że w gruncie rzeczy i regaliści rokoszanie, Żółkiewski i Zebrzydowski. Sobieski i Lubomir ski zapatrują się jednakowo na konstytucję narodową i nie udaje się Narodu skłócić dalej w głąb poza różnice taktyczne i personalne. Jednorodność ów czesnego Narodu polskiego (t.zn. szlachty) była rzeczywiście tak przemożna, że najdziksza swawola właściwie w niczym tej jednorodności nie osłabiała”. Dopiero gdy udało się tę jedno rodność zerwać - a to przez zmasonizowanie części elity w epoce króla Stasia - Polska upa dła. Ale o tym pomówimy na innym miejscu.

Nie ma nic ciekawszego, jak obserwacja niesłychanych perturbacyj, jakie w społeczeń stwach opartych na jednorodno ści masońskiej wprowadza zja wienie się jakiejś grupy antymasoń skiej. Zdawałoby się, że to partia jak każda inna; tym czasem okazuje się, że można rządzić przy istnieniu dwudzie stu innych partyj (kontrolowa nych przez masonerię) - a z tą jedną ani rusz. Nie ma spokoju, póki się jej albo nie usunie poza nawias ustroju, albo ona nie połknie całego społeczeństwa. Pierwszy wypadek - usunięcie poza nawias ustroju - przydarzył się we Francji Action Française, w Belgii reksistom; natomiast faszyści i hitle rowcy połknęli całe społeczeń stwo. Nawet bolszewicy mieli swój okres walki w ramach ustroju masońsko-parlamentar nego, w okresie marzec-listo pad 1917, podobnie jak hitlero wcy przed rokiem 1933, jak fa szyści przed marszem na Rzym; wszystkie te ruchy paraliżowa ły całkowicie funkcjonowanie systemu masońsko-parlamen tarnego. We Francji t.zw. pra wica jest tak samo masońska jak i t.zw. lewica, przeto ustrój funkcjonuje nieźle. Action Française nie mogła się w tym zaczarowanym kręgu pomieścić - ze swym antymasoństwem - i nie umiejąc zwyciężyć musia ła ustąpić.

Wielką jednorodność - tyle że nie ściśle masońską, lecz konspiracyjną - obserwujemy dziś w Polsce. Wszystkie bez wyjątku organiza cje ideowo-polityczne oparte były u nas do niedawna na zrę bie konspiracji. Już w ostat nich klasach gimnazjalnych do staje się przeciętny uczeń do konspiracji. W ramach konspi racji przechodzi studia wyższe, wchodzi do organizacji ideowo-politycznej partii, czy kliki, i zo staje w niej do grobowej deski (awansując po drodze z niektó rych konspiracyj do oficjalnej masonerii). Działacz robotniczy czy rzemieślniczy, nawet lokal ny leader chłopski ląduje rychło w konspiracji. Oczywiście stan to przejściowy; wprawdzie wspólność struktury konspira cyjnej całego życia w Polsce wytwarza pewien surogat jed norodności organiza cyjnej, dostatecznie wiążący, by społe czeństwo się nie rozsypało, lecz w braku monoidei społeczeństwo nie może harmonijnie żyć. Ten stopień jednorodności, który by pozwolił społeczeństwu normalnie funkcjonować, może my - w teorii - osiągnąć na dwa sposoby: albo 1) wlewając w jednorodność konspiracyjną jednolitą, odpowiadającą jej treść ideową, mówiąc inaczej masonizując całe społeczeń stwo; albo 2) stwarzając jedno rodność antykonspiracyjną organizacyjnie i ide owo (patrz ustęp następny). Stan obecny może trwać jeszcze długo (ze względu na swą - mi mo wszystkich różnic ideowych - jednorodność konspiracyjną) i, o ile rzeczywiście dłużej po trwa, doprowadzi nie chybnie Polskę do monoidei masońskiej. O ile natomiast któreś z więk szych działających u nas ugru powań zdecyduje się stanąć na platformie antykonspiracyjnej, wówczas będzie musiała rychło zapaść decyzja, gdyż na stąpi stan niejednorodności, w którym Naród ani żyć, ani dzia łać nie może.

CZYM ZASTĄPIĆ KONSPIRACJE?

Czym zastąpić masonerię? Czym zastąpić konspiracje?
Chcąc odpowiedzieć na te py tania należałoby im poświęcić grubą książkę. Nie mogąc tego uczynić, muszę się ograniczyć do paru zdań, których celem bę dzie zorientowanie czytelnika, w jakim kierunku należy - moim zdaniem - szukać odpowiedzi.

Czym zastąpić ma sonerię? Oczywiście katolicyzmem. Masone ria jest religią (w której cieniu żeruje wielu karierowiczów, ale dzieje się to w cieniu każdej re ligii). Masoneria jest religią, może być przeto zastąpiona tyl ko przez inną religię. W odwie cznej walce - masoneria con tra katolicyzm, Izrael contra Rzym - decyzja musi zapaść na korzyść Rzymy.

Czym zastąpić konspiracje? Tu musimy rozróżnić dwoistą funkcję konspiracji: jako praktycznej metody organizowania ludzi, oraz jako dostarczycielki wzruszeń i dreszczów, swoistej mistyki. Jeśli chodzi o to pierw sze zadanie, to znam wielu lu dzi, którzy uważają formy kon spiracyjne za niezastąpione. Nie podzielam ich zdania: przecież Średniowiecze potrafiło dojść do swych wspaniałych wyników właśnie w ramach form organizacyj jawnych. Natomiast nie ulega wątpliwości, że metody organizowania ludzi muszą być inne, jeśli ograniczamy się do form jawnych, niż przy użyciu form tajnych.

A więc, po pierwsze: organizacja bez podszewki konspiracyjnej musi być rządzona bardziej autorytatywnie, mu si w niej panować większa dys cyplina, obyczaje muszą być mniej „parlamentarne”, głoso wania mniej „mechaniczne” (patrz rozdział „Wola zbioro wa”). W niektó rych wypadkach odda tu dobre usługi „Führerprinzip” (zasada przywództwa jednostkowego), w innych nieli czny, a silnie związany zespół kierowniczy.

Po drugie: koniec z tłu mnymi organizacjami, które trzyma w ryzach zręcznie zarzu cona „siatka”, konspiracyjna. W jej braku należy liczniejsze or ganizacje rozczłonkowywać na mniejsze grupy i zespoły, budo wać piramidę tam, gdzie była dotąd „równa” masa, zastąpić konspirację nową i jawną hie rarchią.
Po trzecie: organiza tor mający przed sobą zadanie zorganizowania pewnego odcin ka społecznego (np. gminy, mia sta, województwa) w formy ja wne, powinien położyć wielki nacisk na dostosowanie swej or ganizacji do naturalnych linii podziału społecznego, a więc przede wszystkim do ist niejących podziałów regional nych i korporacyjnych. Sztucz nie wycięty region potrzebuje kierownictwa konspiracyjnego: naturalnemu wystarczy hierar chia jawna. Niezmierną wagę ma organizacja korporatywna (patrz rozdział „Korporacjonizm”). W pewnej mierze moż na powiedzieć, że o ile w płaszczyźnie metafi zycznej przeciwień stwem masonerii jest katolicyzm, to w pła szczyźnie organizacyjnej, przeciwień stwem masonerii jest korporacjonizm. Nic dziwnego, że rozrost masonerii szedł w parze z zanikiem korporacyj; vice sersa, wzrost korporacyj ułatwi wypieranie konspiracyj.

Cenną bardzo formą organiza cji „antykonspiracyjnej” jest ród (oparty na licznych rodzinach); w społeczeństwie katolic kim musi się odrodzić znaczenie rodu, dając jednostce to oparcie, którego szuka dziś nieraz w lo ży. Trudno mi tu wymienić wszystkie płaszczyzny organiza cyjne, zdolne wiązać ludzi w spo sób naturalny i odciągać ich tym samym od konspiracyj; mogą tu oddać duże usługi i korporacje studenckie z ich związkami fili strów, i organizacje koleżeńskie b. wojskowych, i związki spor towe, i kluby towarzyskie i t.d.
Po czwarte: spotkałem się nieraz z takim zdaniem: „Mo ja organizacja funkcjonuje spra wnie, bo poza oficjalnymi im prezami poświęcam trzy wieczo ry tygodniowo na poufne zespo ły. Co będzie, jak te zespoły zli kwiduję? Wszystko się rozprzęgnie...”

Odpowiedź: „Jeśli po zlikwido waniu konspiracji poświęcisz te trzy wieczory na chodzenie do kina, to organizacja ci się rozlezie w palcach; ale jeśli umie jętnie organizację swą rozczłon kujesz, powołasz w niej do życia nowe działy, nowe hierarchie i nowe zespoły, i będziesz w nie wkładał tę samą sumę wysiłku osobistego, którą wkładałeś uprzednio w organizację jawną plus taj ną, to organizacja na pewno się utrzyma, i w ogólnym bilansie (trzeba tu mierzyć na lata) da ci rezultaty o wiele bardziej wartościowe”.
Uwaga: Istnieją rzeczywi ście organizacje, które się nie utrzymają bez konspiracyjnej pod szewki: to organizacje nieszczere. Np. organizacje afiszujące głośno swój katolicyzm, a faktycznie kierowane przez ludzi wrogich katolicyz mowi. Albo organizacje z obli cza i haseł „narodowe”, a stero wane ku celom sprzecznym z in teresem Narodu. Takie or ganizacje nie mogą się obyć bez konspiracyjnego kierownictwa.
-----
Wreszcie ostatnie pytanie: czym zastąpić tę specyficzną „atmosferę”, ten „klimat” kon spiracji, tę swoistą mistykę, ten „smaczek”, ten narkotyk, bez którego pewni ludzie po pew nym czasie już żyć nie mogą? Średniowiecze wytwarzało ten „klimat”, nieodzowny dla nie których jednostek ze względu na ich psychofizyczną strukturę, w Trzecich Zakonach (Franci szkanów i Dominikanów) i w Bractwach religijnych, zwią zanych często z korporacjami zawodowymi. Nie wątpię, że i nasza epoka wytworzy odpowie dnie organizacje, gdy tylko wy łoni się ich potrzeba, z chwilą wyzwolenia się społeczeństwa z więzów konspiracyjnych. Po trzeba rodzi zaspokojenie. Lecz póki to nie nastąpi (a tym bar dziej skoro już nastąpi) musi ludzkość zrezygnować z niezdro wej rozkoszy konspirowania w myśl nakazu ety cznego. Tak jak zrezygno wała z mężobójstwa, z wielożeństwa, z ludożerstwa, z kazirodz twa i tylu innych drogich wielu ludziom zboczeń, które w każ dym pokoleniu zwalczane są w imię starych, nudnych, ale nie uniknionych
zawołań moralno ści.

Czytałem w pewnej powieści francuskiej opis spowiedzi ja kiegoś poczciwego starowiny, notariusza z zapadłej prowincji. Z czasów młodości został mu na łóg, niezmiernie szeroko rozpo wszechniony na prowincji fran cuskiej, chodzenia na karty i plotki do miejscowego domu pu blicznego. O niczym więcej nie ma mowy: wiek kazał mu już dawno zrezygnować z właści wych przyjemności udzielanych w tej instytucji. Spowiednik zna jego tryb życia i nalega na nie go, by się przeniósł ze swą par tią „belotki” do kawiarni. A nasz staruszek tłumaczy, się, że przyzwyczaił się do tego „klima tu”; że jak wchodzi do owego zakładu, to odczuwa zawsze pe wien specyficzny dreszczyk; że karty nie będą mu w kawiarni ani przez pół tak smakowały. Lecz spowiednik jest nieugięty i żąda od niego wyrzecze nia się dla wyższych celów.
Tego samego musimy i my żą dać od konspiratorów z zamiło wania i nałogu.

FRAGMENT Z KOŃCOWEGO ROZDZIAŁU

Taki stan rzeczy, w którym wielki Naród uzależniony był całkowicie od zagranicznego kierownictwa, nie mógł się utrzymywać w nieskończoność. Toteż w r. 1893 następuje pier wsza - od czasów Baru - powa żna próba wyłonienia organiza cji zdolnej do kierowania Naro dem niezależnie od jakichkol wiek wpływów postronnych. Próbą tą było wyłamanie się pe wnej ilości osób - z Balickim, Popławskim i Dmowskim na czele - z Ligi Polskiej i zało żenie Ligi Narodowej.

Czym była Liga Polska? Była to organizacja konspiracyjna, założona w 1886 r. w Szwajcarii przez Zygmunta Małkowskie go, „pułkownika” z 1863 ro ku, wysoko wtajemniczonego masona. Miłkowski, po długolet niej burzliwej włóczędze po Bałkanach, której perypetyj nie zrozumie nikt, kto spuści z oka konspiracyjne związki karbonariusza Miłkowskiego z podziem nym światem rewo lucjonistów bałkańskich, osiadł w Szwajcarii, będącej wówczas, jak i dzisiaj, centralą masońską na światową skalę. Działając niewątpliwie na polecenie wyż szych władz masońskich założył Miłkowski w r. 1886 Ligę Polską, mającą ująć w karby i pod dać komendzie masońskiej tę część młodego, popowstaniowe go pokolenia polskiego, która nie chciała iść do konspiracji „czerwonej”, związanej z na rastającym w tym czasie ruchem socjalistycznym. Stara to i wy próbowana metoda „braci w far tuszkach”: prowadzić stale ro botę swą dwutorowo, by obejmować zasięgiem swych wpływów prawe i lewe, czyli mówiąc ówczesnym stylem, „białe” i „czerwone” skrzydło społeczeństwa. W roku 1830 ma sonami byli zarówno Czartoryski jak i Moch nacki. W r. 1863 Wielopolski i Mierosławski na równi słuchają komendy lóż. W dwa dzieś cia lat po powstaniu styczniowym, gdy naród już ochłonął po niedawnej klęsce i podrosło nowe pokolenie, zde cydowane ponowić zbrojny wy siłek o niepodległość, powołuje masoneria do życia nowy dwu torowy schemat konspiracyjny. Zgodnie z duchem czasu: tor międzynarodowy i tor „narodo wy”.

I oto staje się rzecz niespo dziewana: w r. 1893 następuje w Lidze Polskiej rozłam, i sece sjoniści zakładają Ligę Narodo wą. Okoliczności tego rozłamu pozostają do dziś niewyjaśnione, zapewne ze względu na dawne przysięgi masońskie, wiążące niektórych secesjonistów, wśród których nie tylko Balicki - co do którego poszlaki są bardzo poważne - był masonem: byli maso nami może i inni. Nie wie rny również, czy bezpośrednim powodem rozłamu była chęć wyzwolenia się spod wpływów masonerii; może działały począt kowo motywy inne. Tak czy owak staje się Liga Narodowa w niedługim czasie organizacją świadomie stawiającą sobie do bro Narodu za wyłączny cel, z wykluczeniem ingerencji zagra nicznej w sprawy tyczące Naro du polskiego. Nie wiemy rów nież, czy początkowo nie przy świecała twórcom Ligi Narodo wej myśl stworzenia maso nerii „narodowej”, t.zn. niezależnej od zagranicy, lecz zachowującej zasadniczą antykatolicką i „postępową” ideologię masońską. Na takie właśnie początkowe nastawienie twórców Ligi Narodo wej, zdawałoby się wskazywać choćby sztanda rowe dzieło Balickiego p.t. „Egoizm Narodowy”, którego toku rozumowania nie powstydziłby się najprawowierniejszy mason. Możliwe zresztą, że Balicki już w chwili tworzenia Ligi Naro dowej definitywnie zerwał z masonerią i że po prostu przy pisaniu „Egoizmu Narodowego” odezwały się w nim jeszcze te resztki ideologii masońskiej, którymi zakaził gasnący wiek XIX wskrzesicieli narodowego sposobu myślenia w Polsce. Tak czy owak, już na długo przed wojną świato wą stała się Liga Narodowa, według świadomej woli jej kierowników, polską antymasonerią.

Walkę z lożami o rząd dusz nad Polakami postanowiono prowadzić własną metodą maso nerii, t.j. ścisłą konspiracją. W tak obranej metodzie walki le żał zarodek wielu niepowodzeń Ligi Narodowej. Przypominam twierdzenie, znane czytelnikom z poprzednich naszych rozwa żań, że wszelka konspiracja, choćby w swym założeniu anty-masońska, stanowi sprzyjające podłoże dla rozwoju bakcyli masońskich. Tak było i z Ligą Na rodową. Aż do chwili odzyskania niepodle głości, walka z ma sonerią przypomina ła u nas błędne ko ło: walka ta musiała się toczyć konspira cyjnie, jak wszelka w ogóle poważniej sza akcja polityczna podbitego Narodu; w konspiracji „antymasońskiej” zagnieżdża ła się z niesłychaną łatwością masoneria, bijąc „antymasonów”, przeważ nie aryjczyków, na głowę w zdolności do konspirowania, bę dącej atrybutem rasowym kie rujących masonerią Żydów.

Twórcy Ligi Narodowej, w szczególności Dmowski, strawili życie całe na tropieniu maso nów w szeregach swej konspira cji i na ich usuwaniu. Mimo to wpływy masonerii w Lidze by ły zawsze silne, chwilami (jak np. w 1926 roku) przemożne, a ciągłe rozłamy, wywoływane za poduszczeniem masonerii, stanowią namacalny dowód, jak dalece podkopy te były skutecz ne. Co gorzej: wielu ludzi, wy chowanych przez Ligę Narodo wą, z biegiem czasu znalazło się w masonerii. Nie zdziwi nas to, skoro zważymy, że niejeden, przyzwyczaiwszy się żyć w kon spiracji, szedł potem po prostu do tego sklepu, w którym sprze dawano ten tajemniczy towar w lepszym gatunku. A gdzież zna leźć lepszą reżyserię jak w kon spiracji sterowanej przez Ży dów?

Heroiczne zmagania twórców Ligi Narodowej wewnątrz własnej organizacji dały jednak ten rezultat, że w przełomowych dla Narodu polskiego latach wojny światowej istniał wresz cie - po raz pierwszy od półto ra wieku - niezależny od zagranicy ośro dek polskiej myśli politycznej. Znaczenie tego faktu było ogromne, bez pośrednio i pośrednio, gdyż mu siała się z nim liczyć i ma so ne ria, dając zależnym od siebie konspiracjom „niepodległościo wym”, stojącym w ostrej walce z Ligą Narodową, z konieczno ści również dyrektywy zgodne przeważnie z interesem narodo wym polskim. Udaremnienie powstania antyrosyjskiego w Królestwie w latach 1905 i 1914, Komitet Narodowy we Francji, armia Hallera oraz odzyskanie Pomorza i części Śląska w trak tacie wersal skim, to wielkie suk cesy Ligi Narodowej, których dalszym ciągiem będą pierwsze wybory do Sejmu w r. 1919, da jące trzecią część głosów naro dowych, oraz wybory z r. 1922, dające głosom narodowym większość w Sejmie. Na wiosnę 1923 r. dochodzi wreszcie do rzą dów gabinet narodowy (t.zw. Chjeno-Piasta) pod wodzą Witosa, którego to gabinetu członkiem jest przez krótki czas i Dmowski. Wydaje się, że Liga Narodowa, narzuciwszy Polsce granice i strukturę państwa we dług koncepcji własnej, potrafi obecnie definitywnie usunąć masonerię od wpływów na ży cie wewnętrzne Polski.
Niestety stało się inaczej. Dla czego? Przyczyna leży w grze chu pierworodnym, którym obciążona była polska „antymasoneria” - w jej konspiracyjnej strukturze, tak podatnej na pe netrację masońską. Z począt kiem XX stulecia wyłoniła Liga Narodowa jako swą jawną eks pozyturę Stronnictwo Narodo wo-Demokratyczne, mając ró wnież swych ludzi w Narodowej Partii Robot niczej, w ugrupo waniach chrześcijańsko-społe cznych i w niektórych konser watywnych. W czasie wojny wciągnięto do Ligi Witosa. Tego rodzaju schemat - konspiracja, kierująca szeregiem ugrupowań jawnych - był oczywiście za pożyczony od masonerii. Po wojnie, kiedy powstało niepod ległe państwo polskie, odpada potrzeba konspirowania się. Mi mo to kierownicy Ligi Narodo wej utrzymują konspirację na dal, w przeświadczeniu, że wal ka z masonerią wymaga w dal szym ciągu istnienia tajnej antymasonerii. Rezultat był łatwy do przewidzenia: wpływy ma sońskie w Lidze Narodowej wzrastają gwałtownie, kierow nictwo jej obejmuje Stanisław Grabski, zacięty wróg Dmow skiego. Nowe kierownictwo Li gi Narodowej dopuszcza do upadku „Rozwoju”, co staje się symbolem faktycznego zawie szenia walki antyżydowskiej. Zakulisowa rola prof. Stan. Grabskiego w epoce przygoto wań do zamachu majowego cze ka jeszcze swego historyka. W rezul tacie misternych zabiegów, w pamiętnych dniach maja 1926 roku wszystkie siły narodowe w Polsce zostały jak najdokład niej sparaliżowane przez ma sonerię, zagnieżdżoną wewnątrz Ligi Narodowej i inspirowa nych przez Ligę jawnych organizacyj politycznych, jak Zwią zku Ludowo-Narodowego (utworzonego w miejsce dawnej Narodowej-Demokracji), N.P.R., Chrz.-Dem., Piasta i t.p. oraz organizacji bojowej zwa nej „Straż Narodowa”. Maj 1926 r., to klasyczne fiasko idei zwalcza nia masonerii - kon spiracją.

I wówczas to popełniono po ważny błąd, gdy, zamiast wyko rzystać doświadczenia ostatnie go czterdziestolecia i porzucić wreszcie formy konspiracyjne, zakładając na jesieni 1926 r. O.W.P. dano mu z góry tradycyj ną formę organizacji jawnej, opartej o podszewkę konspira cyjną.

Po wypadkach majowych udało się wreszcie Dmowskiemu odsunąć od wpływów Stan. Grabskiego. W r. 1928 rozwiąza no Ligę Narodową (w której walka z masonerią była już zu pełnie beznadziejna) oraz jaw ną ekspozyturę Ligi - Zw. Lu dowo-Narodowy, i utworzono na ich miejsce nową konspira cję z jawną fasadą ochrzczoną mianem Stronnictwa Narodo wego. W ten sposób młode pokolenie na rodowe, wychowane już w niepodległej Polsce i powołane do budowy nowego państwa (które to za danie okazało się po nad siły pokolenia wychowanego w nie woli), otrzymuje na dal, poczynając od ławy gimnazjalnej, ortodoksyjne prze szkolenie konspira cyjne. Rezultat nie dał długo na siebie czekać: w osiem lat po założeniu O.W.P. katastrofal ny rozłam usuwa spod komen dy Dmowskiego elitę narodowej konspiracji we Lwowie, War szawie i Poznaniu. Od tej chwili konspiracja ta nie wraca już do dawnej świetności. Przez chwilę wydaje się, że O.N.R. położy główny nacisk na robotę jawną. Jednak masoneria roz grywa partię po mistrzowsku, uniemożliwiając O.N.R.-owi jawne działanie, lecz tolerując dobrotliwie jego tajne istnienie i zmuszając tym samym jego członków do „masonizowania się” w kręgu organizacyj wyłącznie tylko konspiracyjnych.

W roku 1939 masoneria może być spokojna o przyszłe losy Polski, skoro poczynając od ławy gimnazjalnej wszystko, co bardziej w Polsce rozgarnię te, należy do konspiracji. Po stare mu nie ma u nas organizacji ideowej bez podszewki kon spiracyjnej. Konspira cyjną podbudowę otrzymało w ostatnich latach nawet harcer stwo (starsze), nawet robotni cze związki zawodowe.

W tych warunkach masone ria, mimo pozornych sukcesów jej przeciwników, nie ma powo du do poważniejszych obaw o przyszłość, gdyż wie, że młode pokolenie polskie, wychowane w całości w szkole konspi racyjnej, musi z bie giem czasu przyjść na jej podwórko.

Centralnym problemem, poli tyki wewnętrznej Polski jest od szeregu lat dziwna impotencja Obozu Narodowego do uchwy cenia władzy. Póki w tym Obo zie nie weźmie góry zrozumie nie, że zasadniczym powodem tej impotencji jest konspiracyj ne wychowanie elity narodowej, póty Mędrcy Syjonu mogą spać spokojnie.

Fragmenty z większej pracy „Ustrój narodowy”.

Za:  http://www.dzienniknarodowy.pl/1881/adam-doboszynski-konspiracje-w-zyciu-polskim/