
Niegdyś kwitnące farmy odebrane przemocą białym, nowi czarni
“właściciele” zaledwie w kilka lat zamienili w totalną ruinę. A cały
kraj zbankrutował. Tak się kończą lewackie eksperymenty ze
“sprawiedliwością społeczną”.
Zimbabwe
było w nie najgorszej sytuacji gospodarczej, zanim ok. 2000 r.
prezydent Robert Mugabe nie postanowił przeprowadzić “reformy rolnej”.
Popierane przez rząd dzikie hordy czarnych wdzierały się na farmy i
zabierały je siłą prawowitym białym właścicielom.
Jeśli ktoś nie
zdążył uciec – był zabijany. Zginęło co najmniej 12-tu farmerów. Do 2013
r. zrabowano w ten sposób ponad 5 tys. farm – w całym kraju nie
pozostał ani jeden biały farmer.
Kontrolowane
przez czarnych rządowe media pomijały te zbrodnie milczeniem, a nawet
zachęcały do rabunku. Lewacy na Zachodzie byli wręcz zachwyceni
“sprawiedliwą reformą rolną”, a europejskie rządy udawały, że nie widzą,
iż w Zimbabwe jest faktycznie dokonywana na białych ludziach czystka
etniczna.
Dopiero
kiedy dyktator Robert Mugabe zaczął niedawno nękać czarną opozycję
nasyłanymi gangsterami i tajnymi służbami, Zachód nagle się obudził –
nałożył na Zimbabwe sankcje i zażądał przy okazji rekompensat dla
bezprawnie wywłaszczonych farmerów.




