Cytaty

INTEGRALNY RZYMSKI KATOLICYZM * NACJONALIZM INTEGRALNY * NARODOWY SOLIDARYZM * UNIWERSALIZM * REWOLUCJA KONSERWATYWNA * EUROPA WOLNYCH NARODÓW

PRZECIWKO KOMUNIZMOWI I KAPITALIZMOWI! ZA NARODOWYM SOLIDARYZMEM PAŃSTWA!

PORTAL PUBLICYSTYCZNY FRONTU REX - RNR

Codziennik internetowy (wydarzenia - relacje - artykuły)

„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”

PRZEŁOM NARODOWY - jest to projekt polityczny łączący w sobie ideę hierarchiczną z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do zmiany obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny i trwały

środa, 13 lipca 2016

IDEA: „Jutro należy do nas!” – Wywiad z Corneliu Zelea Codreanu


Corneliu-Zelea-Codreanu5 
    Wśród młodzieżowych grup Rumunji — jedna wysuwa się swoją odrębnością na czoło. Jest nią bezwątpienia dawna Żelazna Gwardja. Od innych grup młodzieżowych wyróżnia się tem, że nie posiada odpowiednika w starszem społeczeństwie, czyli jest poruszana nawskroś własną dynamiką. Prócz tego nie jest o tyle sensu stricto ruchem młodzieżowym, że przeszła już na arenę polityczną jako pewna partja polityczna. Ludzie, którzy ruch rozpoczęli, mieli po 20 do 23 lat. Obecnie mają lat 30. Ale za nimi idzie większość młodzieży rumuńskiej.

Wódz rozwiązanej organizacji Żelazna Gwardja, a obecnie organizacji „Totul pentru Tara”— ,.Wszystko dla ojczyzny” —  rezyduje w pałacyku generała ks. Cantacusino. Pałacyk parterowy, otoczony żelaznemi sztachetami, położony jest opodal centrum Bukaresztu. Przy wejściu legjoniści w mundurach. Po lewej stronie w bocznem skrzydle buduje się gwałtownie jakąś witrynę. To w przyszłości kooperatywa.

Po zgłoszeniu się u adjutanta, którym jest młody adwokat, zostaję wprowadzony do obszernego gabinetu. Za stołem przystojny mężczyzna w wieku około 30 lat. Po krótkiej rozmowie na tematy polskie, przechodzimy do omówienia organizacji: „Legjon Michała Archanioła”.

— Jak się przedstawiały początki „Żelaznej Gwardji”?

— 24 czerwca 1927 r. pięciu młodych studentów organizacji antysemickiej prof. Cuzy założyło w Jassach koło dyskusyjne. W mieście tem, jedynem środowiskiem aryjskiem jest uniwersytet. Nazwaliśmy się „Legjonem Michała Archanioła”. Nie mieliśmy żadnego programu zbawienia ojczyzny, nie mieliśmy ani pieniędzy, ani poparcia. Byliśmy złączeni czemś głębszem niż program, czemś co nas łączyło ponad rozumem. Założeniem podstawowem było chrześcijaństwo i ojczyzna. W okresie skrajnie materjalistycznym nie wierzyliśmy tylko w racjonalizm. Początki więc nasze były skromne; małe kółko o charakterze dyskusyjnym.

— Czy pan stał na czele tej grupy od pierwszej chwili?

— Antydemokratyzm był naszą zasadą od pierwszej chwili. Tak, stałem na czele, rozkazywałem, tworzyłem. Ale gdyby kto inny chciał prowadzić nasze kółko — ustąpiłbym miejsca. W tym okresie zajmowaliśmy się tylko sprawami wewnętrznemi. Pierwszy raz publicznie wystąpiłem, po uzgodnieniu całego szeregu zasadniczych założeń, w dwa lata później, w grudniu 1929 r. Miałem mieć zebranie publiczne w małem miasteczku Mołdawji. Władze zabroniły. Postanowiłem wobec tego pracować bez wielkich zebrań. Zamiast jeden dzień pracowałem tydzień. Urządzaliśmy zebrania po 10 do 15 osób. Dwa miesiące tego rodzaju pracy natchnęło naszą ideologją trzy dzielnice: Mołdawję, Transylwanję, Bessarabję. Tymczasem Żydzi rozpoczynają przeciw nam kampanję. Wskutek tego rząd więzi w 1930 r. 7-miu z naszej grupy. W ślad za tem nastąpiło pierwsze rozwiązanie naszej organizacji. Ostatecznie zostaliśmy zwolnieni z więzienia. W wyborach 1931 r. do sejmu otrzymałem 34 tysiące głosów. Wszedłem do parlamentu. Końcowe obliczenia dały nam dwa mandaty. Po rozwiązaniu parlamentu w 1932 r. odbyły się nowe wybory. Otrzymaliśmy 70 tysięcy głosów — 5 mandatów. To wywołało jeszcze większe prześladowanie. Przeciwstawiały się nam interesy bankrutujących partyj politycznych, Żydów, pewnych państw.

— W jaki sposób doszło do zamachu na premjera Duca?

— Władze coraz bardziej przerażały się naszej dynamiki. Próbowano urządzić na mnie zamach. Od tego czasu noszę stale przy sobie ten oto rewolwer. Za wszelką cenę postanowiono nas zniszczyć. Ale politycy stojący u steru nie mieli odwagi tego uczynić. Ofiarował swe usługi Duca. Pojechał do Francji, by interwenjowała w Rumunji, by ratowała Rumunję. Duca został premjerem. Rozwiązano parlament. W nowych wyborach premjer postanowił nie dopuścić naszych kandydatów do agitacji. Wskutek tego przepadli nasi członkowie w Constanzy, na Bukowinie, w Jassach. Całą polityką było staranie się o niedopuszczenie nas do parlamentu. A to nie było już kółko z 1927 roku, gdzie dyskutowano. Byliśmy już organizacją, na którą — jak obliczały walczące przeciw nam pisma — w 1933 r. miało paść 600 tysięcy głosów. To już była Żelazna Gwardja w pełni sił. I mimo ostrzeżeń — rozwiązano nas po raz drugi. Około 15 tysięcy naszych członków zostało uwięzionych. Znowu ostrzegałem, że tego rodzaju metody, stosowane wobec nas, doprowadzą do nieprzewidzianych wypadków. Zlekceważono ostrzeżenie. Dnia 29 grudnia 1933 padł premjer  Duca od kuli naszego bojowca. W wyniku zostało rozstrzelanych 7 naszych ludzi, wśród nich mój sekretarz. Wobec nieustannego pościgu ukrywałem się przez 4 miesiące. Nad przytrzymanymi zamachowcami miał się odbyć sąd wojenny. Na proces przybyłem. Po osiemnastodniowej rozprawie zostali skazani na więzienie trzej zamachowcy, ja i inni oskarżeni pośrednio, zostaliśmy uwolnieni.

— Czy pan wiedział o przygotowującym się zamachu?

— Nie. Mogłem jedynie przewidywać, że wskutek metod stosowanych wobec nas, najradykalniejsi mogą się wyślizgnąć spod moich dyrektyw.

— Po tem ostatniem rozwiązaniu, w jaki sposób prowadzi pan nadal Żelazną Gwardję?

— W miejsce organizacji rozwiązanej założyłem nową „Totul pentru Tara” — „Wszystko dla ojczyzny”. Pracujemy ideowo przez urządzanie zebrań. Opanowaliśmy uniwersytety. Skromnie wygląda nasza działalność wobec zakazu urządzania zebrań publicznych, wydawania pism, uprawiania agitacji wyborczej etc. Ale nikt nie zakaże nam pracować. I pracujemy. Jak ta praca wygląda, to miał się pan już sposobność przekonać. Obecny stan oblężenia jest wymierzony przeciw nam. Ale twierdzę, że co powstało naprawdę wielkiego w świecie, to zostało stworzone w milczeniu. Przeczekamy. Nie wiem jak długo, ale czekamy. 20 tysięcy czynnych członków jest siłą, tem większą, że oglądaliśmy już i lufy karabinów wymierzonych w nas, i śmierć naszych towarzyszy. Nie obawiamy się niczego. Jutro do nas należy.

— Wspominał pan na początku w kilku słowach o ideologji. Jak się ona obecnie przedstawia? Macie już za sobą pracę polityczną, agitację wyborczą.

— Ideologja, program to jeszcze mało. Lepiej powiedzieć posłannictwo. To jest posłannictwo nie osobowe, to jest posłannictwo naszego pokolenia. To pokolenie ma trzy misje.
Pierwsza misja to misja duchowa, t. zn. zmartwychwstanie ducha narodu. Renesans. Przejście z wieku śmierci w wiek życia. Wiek śmierci to brak wiary w Boga, naród i jego kierowników, brak wiary w swoją przyszłość, brak godności narodowej. Są jeszcze inne. To jest wiek śmierci indywidualnej i  narodowej. Brak porządku w życiu prywatnem i publicznem. Interes osobisty to motor życia, który stoi ponad interesem narodu, państwa. To jest właśnie wiek śmierci. Wiek życia to przeciwieństwa. Wiara, porządek, odwaga, poprawność. Nasza misja to odnowienie, wzbudzenie tych przymiotów w narodzie rumuńskim. Należy przetworzyć jednostki, a następnie całość. To jest naszym obowiązkiem. Brać naród takim jaki jest, a oddawać jakim być winien.

Druga misja to misja narodowa. Tutaj w Rumunji mówi się przedewszystkiem o strukturze fizycznej narodu. Naród jako wartość materjalna, t. j. rasa, krew. Zasadniczym problemem to rozwiązanie problemu żydowskiego. Problem żydowski równa się naszej kulturze, temu, co możemy produkować jako naród dla ludzkości. To jest sprawa życia i śmierci. Poraz pierwszy naród rumuński bronił się przed Tatarami, Turkami. Żydzi, to naród, z którym musimy walczyć w inny sposób, gdyż oni walczą perfidją. W ich rękach znajdują się miasta. Posiada to konsekwencje o nadzwyczajnem znaczeniu. Miasta są centrami życia narodu. W nich są bowiem zebrane wszelkie bogactwa. Miasta są centrum kultury narodu. W nich są laboratoria, gdzie się tworzy kulturę życia, kulturę, która jest wytworem narodu. To jest pokarm narodu i jeżeli pokarm jest zatruty, to zatruwają się nim ci, którzy go konsumują. Wreszcie miasta są centrami polityki, tutaj są wszystkie jej kierunki. Bez miast niema narodu. A miasta są w rękach żydowskich. Wskutek tego ryzykujemy stracenie naszej kultury, naszych bogactw, naszej niezależności.

Należy szukać winowajcy. Są dwa prawa, silniejsze niż prawa ustanowione przez ludzi. Jedno prawo, to prawo narodu powiadające, że wszystkie narody mają prawo życia, pracowania, rozwijania się na swojem terytorjum. Każdy naród jest umieszczony na takiem terytorjum, tylko Żydzi najechali obce tereny. Tu jest winny. Dla nas naród żydowski nie może zasądzić niewinnego za grzechy winowajcy. Jak rozwiązać problem? Należy zmusić winnego do uznania tego prawa. Trzeba znaleźć ziemię, aby mogli pracować. Należy przedewszystkiem więc zrobić ruch obronny. Należy ratować naród, który nie powinien i nie może umrzeć. Tu już chodzi o istnienie narodu. Aby rozwiązać ten problem trzeba zmienić ustawodawstwo, a poto trzeba rządzić.

— Jak wyobraża sobie pan, rozwiązanie problemu?

— Chodzi tu o prawo obrony narodu w obliczu żydowstwa, ratowania handlu, posiadania własnej prasy. To nie jest możliwem, aby cała omal prasa była w rękach żydowskich. Ta prasa, która jest uświadomieniem narodu. Handel uprawiany przez Żydów, musiałby być bezwarunkowo obciążony specjalną taksą — to jest słuszne, ponieważ ci panowie przyszli do nas przed stu lub więcej laty, są więc elementem napływowym, a my tu jesteśmy od początku historji. Myśmy toczyli walki, zostawiali poległych. Chcą równości. Dobrze. Ale istnieje tylko równość rzeczy równych. Generacja obecna winna rządzić i widzę dzień, gdy kilka państw rozpocznie akcję. I przyjdą ludzie nowi, nie do Genewy masońsko-żydowskiej, ale do nowej Genewy, by szukać rozwiązania problemu na płaszczyźnie międzynarodowej.
Trzecia misja — to misja państwowa. Należy znaleźć formę państwa i organizacji państwa, odpowiednią do czasów obecnych.

— Jaką więc uważa pan formę państwa za najodpowiedniejszą?

— Znajdujemy się w okresie przejściowym, w okresie o epokowem znaczeniu. Formę państwa, którą nam dała rewolucja francuska, musimy zmienić. Dlatego czeka nas bardzo ciężkie zadanie, bo i ból umierania, i ból powstawania. Na ruinach państwa demokratycznego widzi się kilka form: państwo sowieckie, faszystowskie, socjal–narodowe. Jako Rumun, nie mogę powiedzieć, że ta a nie inna forma jest najlepszą. Jest bowiem w każdym narodzie pewna odmienność, do której trzeba się dostosować. Trzeba szukać form odpowiadających lokalnym warunkom. Zasadą tylko jest, że forma musi być antydemokratyczną. Demokracja powiada — naród nie może się sam prowadzić, ale tylko przez reprezentantów, którzy są inteligentniejsi. Ci reprezentanci prowadzą naród do zguby — demagogją. Masy bowiem są prawie zawsze głupie.

— A jak urzeczywistnilibyście swoje ideały po dojściu do władzy?

— Przedewszystkiem do pracy. Wszyscy do pracy, jako elementu przetwarzającego jednostkę, ludzkość. U nas niema bezrobotnych. Właściwie szkoda, bo ci są zdolni tworzyć rewolucję narodową. Pozatem ekonomja planowa. Interesy jednostki i państwa muszą iść w parze. Wszystkie te jednak zagadnienia są drobnemi. Nie odgrywają one zasadniczej roli. Najważniejszem zagadnieniem jest problem duchowego przetworzenia.

Rozmowę przerywa wejście adjutanta komendanta Żelaznej Gwardji. Staje w progu na baczność i pozdrawia znakiem podobnym do hitlerowskiego i faszystowskiego z tem, że przed charakterystycznem wyciągnięciem ręki, kładzie ją na sercu. Zgłasza kogoś. Za chwilę w progu stają staruszek 80-letni i 2-ch panów. Po powitaniu, przez wyciągnięcie ręki, stoją chwilę. Komendant prosi dalej, przedstawiamy się. Ten staruszek, to generał ks. Cantacusino, prezes partji „Totul pentru Tara”, która została zalegalizowana na miejsce dawnej partji „Żelaznej Gwardji”, drugi to profesor uniwersytetu, trzeci to pułkownik armji rumuńskiej. To najlepiej świadczy, że organizacja, mimo ideologji jeszcze bardzo surowej, zatacza bardzo szerokie kręgi. Staruszek generał bardzo się ucieszył znajomością z Polakiem. I po chwili objaśniał mi symboliczne znaczenie układu fotografij członków sądu wojennego, który sądził gwardzistów za zamach na premjera Ducę.

Wracając do kwestji ewentualnego programu, to jak zaznaczył C. Codreanu, te rzeczy nie posiadają zasadniczego u nich znaczenia. I wywnioskowałem, że istotnie programu dokładnego nie posiadają. To jest może specjalnie ciekawe w porównaniu z naszemi stosunkami, gdzie każda nawet najdrobniejsza grupa zaczyna od opracowywania najdokładniejszego programu ratowania Rzeczypospolitej — po objęciu oczywiście władzy. I najczęściej pozostają one stekiem frazesów.

— Jak się pan zapatruje na zagraniczną politykę Rumunji?

— Nie powiem wprost o Rumunji. Jednak obecna polityka państw jest robiona dla międzynarodowej ideologji masońskiej. Francja robi aljans z Sowietami, a przyczyną ukrytą tego są Żydzi i stąd nienawiść do narodowego socjalizmu. To jest smutne i niemożliwe. W Paryżu są wszystkie siły masońskie i żydowskie. Jednak wszyscy będą zwyciężeni. To nie jest możliwem, by międzynarodówki zwyciężały mądre narody. Nie obawiam się ani o Rumunję, ani o Polskę, czy Niemcy. Polska jest wielką, ma silne wojsko. Tylko trzymajcie się swej ziemi. W tem wasza siła.

— A stanowisko obecne do Polski?

— Obecny okres jest krytyczny. Międzynarodówka masońsko–żydowska prowadzi  walkę z Polską. Dlaczego? Dlatego, że wy i Niemcy nie chcecie się podporządkować tej międzynarodówce. Odkryliście swój własny rozum narodowy, którym się tylko powodujecie. Natomiast inne narody idą na pasku internacjonalizmu, posiadającego wiadomo jakie cele.

— Jak wygląda przyjaźń rumuńsko-polska?

— Przyjaźń naszych dwóch krajów jest dla nas kwestją zasadniczą, związaną z naszem istnieniem. Dlatego uważam, że wszelkie zamachy na tę przyjaźń są wymierzone przeciw Rumunji, jej całości. Ci, którzy to czynią, są zdrajcami naszej sprawy.

— Jednak ten pakt z Sowietami ma u was zwolenników?

— Tak, ale niewielu. Podpisanie paktu jest końcem Rumunji, jej niepodległości. Każde przejście wojsk przez Rumunję, to musi być okupacja. A to jest wykluczone. Mam nadzieję, że król nasz będzie bronił Rumunji przed tem nieszczęsnem pociągnięciem. W tem nasza całkowita nadzieja.
Żegnam komendanta gwardzistów. Nasza rozmowa jest notowana i przez niego. Część bowiem, w której opisuje historię powstania, organizacji, będzie zamieszczona w jego pamiętnikach.
Prezesem „Totul pentru Tara” — jak zaznaczyłem — jest generał Cantacusino. Faktycznym jednak wodzem — C. Codreanu. Wobec ograniczonej możliwości działania, partja przeszła w stan oczekiwania. Drogą poufnych zebrań, odbywa się cała praca. Niema publicznych wystąpień.
Wskutek powyższego ograniczenia organizacja wprowadziła nowe metody polityczne, które dotąd nie były znanemi w Rumunji. Wzięto np. 15 ha ziemi i pracowano — budowano domy, urządzano ogrody. Poprostu zorganizowano ośrodki pracy. Obecnie Żelazna Gwardja posiada 15 centrów pracy i 5.000 pracujących legjonistów.

Bardzo ciekawie są te obozy pracy zorganizowane. Początkowo opinja rumuńska odnosiła się do przedsięwziętych prac ze sceptyzmem. Brak pieniędzy był jedną z zasadniczych bolączek. Ale i tę trudność zdołano przełamać. W niedługim czasie opinja publiczna — trzeba to przyznać, dużo zarzucająca błędów gwardzistom — zmieniła swoje zdanie. Obozy te zaczęły żmudną robotę. Drogi są nienadzwyczajne nietylko w Polsce — legjoniści naprawiali, budowali nowe. Monastery rozpadały się z braku środków na ich konserwację — legjoniści odrestaurowali je. Zyskali w ten sposób społeczeństwo ortodoksyjne, ze znaczną ilością popów na czele.

Na obozach pracy — największy miał miejsce w Carmen Sylva — pracuje również C. Codreanu wraz ze swoim sztabem. Nosi wodę, wozi piasek. Tylko zmienia się, gdy przychodzi odbierać rano raport przed frontem, witających go wyciągniętemi rękoma, legjonistów. Wtedy jest wodzem, na którego rozkazy pójdzie z ślepem posłuszeństwem 20 tysięcy legjonistów. A może więcej…

Wywiad został przeprowadzony przez Ignacego Kleszczyńskiego dla  „Prosto z mostu. Tygodnik literacko-artystyczny” nr 21 (75) , 24.05. 1936 r. Zachowano oryginalną pisownię. 

Za: kapitancodreanu.blogspot.com