Cytaty

KONTRREWOLUCJA*MONARCHIA NARODOWA*KORPORACJONIZM

OFICJALNY PORTAL PUBLICYSTYCZNY
RCR - PRO FIDE, REGE ET PATRIA!


Si Deus Nobiscum quis contra nos - Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

UNIWERSALIZM KATOLICKI KONTRA ATEISTYCZNY GLOBALIZM


MONARCHIZM NARODOWY - jest to ustrój polityczny łączący w sobie ideę monarchistyczną (ideę hierarchiczną) z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do obalenia obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny (będąc w rzeczywistości Kontrrewolucją)

WALCZYMY NAJPIERW O POLSKĘ WOLNĄ A PÓŹNIEJ WIELKĄ! Z BOGIEM ZA KRÓLA I OJCZYZNĘ!

piątek, 10 czerwca 2016

Adam Tomasz Witczak: Brawo, Bert! Śpij spokojnie


 
   Większość naszych uczynków – poza tymi zupełnie neutralnymi, jak wybór koloru krawata spośród tych, które można uznać za akceptowalne wśród kulturalnych ludzi – podlega ocenie moralnej. Tak w każdym razie zapatruje się na to etyka katolicka. Ta ocena, teoretycznie rzecz biorąc, powinna zajmować miejsce priorytetowe – tzn. nie ustępować estetycznemu wyrafinowaniu lub tym bardziej prostej przyjemności. Te kategorie winny być, jak wierzymy, oceniane w kontekście moralnym. Wolno – nie wolno. Zaleca się – odradza. I tak dalej.

A jednak coś w sercu rwie się przeciwko pochopnemu nadawaniu tym regułom postaci absolutnie skostniałej, bezwzględnej, nieczułej na kontekst czy choćby na styl, szlif i szyk. Historia kultury europejskiej (i nie tylko tej) pełna jest zresztą paradoksów mogących pełnić tu rolę przykładów. Opiewamy heroicznych samobójców tudzież arystokratów (ducha czy pochodzenia) ścierających się z przeciwnikami w honorowych pojedynkach. Naszą sympatię budzą postaci takie jak Robin Hood, Janosik, Fantomas czy Zorro – występujące przeciw prawu i porządkowi, a jednak w jakiś sposób porywające, czy to z powodu stania po stronie głębiej pojętej sprawiedliwości, czy po prostu ze względu na to, że robią piorunujące wrażenie swoim humorem, bezczelnością i brawurą.

Mieści się w tej kulturze także i wątek sowizdrzalski, motyw trickstera, błazna, Marchołta, Idziego Blasa, poczciwca robiącego rzeczy może i brzydkie, ale jednak takie, które wybacza się z uśmiechem. Może tu iść o miliony – a jednak nie sposób myśleć o kimś takim inaczej niż jako o niesfornym, ale przecież sympatycznym uczniaku.

Albert Spaggiari, którego 27. rocznicę śmierci dziś obchodzimy, był – jak się wydaje – kimś takim. Szybka kwerenda w Google pokazuje nam mężczyznę, który nie bardzo mógł porywać tłumy swoimi muskułami czy pięknym wejrzeniem. W istocie to raczej typ przywodzący na myśl drobnego cwaniaczka, żartownisia, zgrywusa, trochę pajaca. Widać to zwłaszcza w filmach z jego udziałem – tj. w wywiadach, które powstały już po napadzie, który uczynił go sławnym.

„Bert” Spaggiari urodził się w roku 1932. U progu lat pięćdziesiątych służył w Indochinach – i już tam miewał problemy z prawem na kanwie luźnego stosunku do własności prywatnej. Kilka lat później, gdy Francją wstrząsała sprawa Algierii Francuskiej, Spaggiari odnalazł się w skrajnie prawicowej Organizacji Tajnej Armii (OAS). W OAS, która chciała za wszelką cenę zachować imperialny status starej Francji, nawet jeśli oznaczałoby to fizyczną eliminację generała de Gaulle’a, dążącego wówczas do zezwolenia Algierii na niepodległość w barwach komunizmu, islamu i nacjonalizmu.

„Bert”, jak go zwano, odsiedział swoje za działalność w OAS, po czym pojawił się w Nicei, gdzie uruchomił skromny zakład fotograficzny. To właśnie w tym mieście rozegrały się pamiętne wydarzenia, które zapewniły temu dotychczasowemu żołnierzowi i nacjonaliście zaszczytne miejsce w annałach kryminalistyki.

Napad na filię banku Société Générale w Nicei był doskonale przygotowany. Spaggiari zgromadził oddział zdeterminowanych, sprawnych ludzi – takich jak np. Gabriel „Gaby” Anglade, były aktywista OAS, zaangażowany w jeden z zamachów na de Gaulle’a. Niektóre źródła podają też, że w sprawę zamieszany był prawicowy awanturnik i pisarz Jan Kay. A poza tym, rzecz jasna, potrzebni byli fachowcy, tj. kryminaliści.

Do skarbca ekipa dostała się podkopem i kanałami. 16 lipca 1976 roku panowie rozgościli się w tym, co można uznać za rdzeń banku – i moment ten podkreślili obfitą ucztą. To nie były jeszcze czasy bezbłędnych elektronicznych czujników czy kamer. Ludziom Spaggiariego udało się otworzyć 400 skrzynek depozytowych. Zabrali pieniądze, kosztowności i papiery wartościowe warte od 30 do 60 milionów franków. Wydarzenie powszechnie zaczęto określać jako napad stulecia. Smaczku dodaje napis pozostawiony przez sprawców w skarbcu: Sans arme, ni haine, ni violence („Bez broni, bez nienawiści, bez przemocy”).

Spaggiari został schwytany wkrótce potem, ale w śledztwie kluczył i fantazjował, opowiadając m.in., że kradzieży dokonał dla sfinansowania tajnej organizacji politycznej „Catena” (która zapewne nie istniała). Jego obrońcą był Jakub Peyrat, weteran Legii Cudzoziemskiej i członek Frontu Narodowego.

Istotne jest jednak to, że ostatecznie Spaggiari, znudzony śledztwem i pobytem w więzieniu, zaprezentował sędziemu Ryszardowi Bouazizowi fikcyjny dokument, w którym rzekomo miały znajdować się dowody istotne dla sprawy. Gdy sędzia był zajęty analizowaniem materiałów, Spaggiari niepostrzeżenie przesunął się w stronę okna gabinetu, po czym otworzył je – i bez wahania wyskoczył na zewnątrz (rzecz działa się na pierwszym piętrze). Na dole czekał już na niego motocykl. „Bert” zbiegł w siną dal.

W kolejnych latach mózg operacji nicejskiej oczywiście ukrywał się, obciążony wyrokiem dożywocia in absentia. Zmieniał swój wizerunek, poddał się podobno nawet operacji plastycznej, pojawiał się z brodą i bez niej, farbował włosy, nosił fryzurę afro. Podobno wizytował potajemnie swoją matkę we Francji, choć zasadniczo mieszkał w Argentynie. Niektóre źródła podają, że prowadził działania na rzecz Narodowej Dyrekcji Wywiadu (DINA) – tajnej policji rządu gen. Augusta Pinocheta, panującego podówczas w Chile. Poza tym wydał trzecią książkę (Le Journal d’une truffe) i udzielał wywiadów telewizyjnych, w których nieco błaznował, ale też podkreślał swój antykomunizm.

Spaggiari zmarł najprawdopodobniej 8 czerwca 1989 roku w dość niejasnych okolicznościach, acz prawdopodobna jest wersja, w myśl której był to po prostu skutek nowotworu gardła. Jakiś czas przed śmiercią zdążył wziąć ślub, którego udzielił mu x. Filip Laguerie, tradycjonalista sprawujący wówczas posługę kapłańską w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X. Spaggiari miał konsekwentnie żądać duchownego w sutannie i mówiącego po łacinie.

Dlaczego zrobił to, co zrobił? Czy naprawdę chodziło o pieniądze, o tzw. ustawienie się w życiu? A może pragnął wykreować swoje życie niczym Mishima ze swym teatralnym, politycznie niedorzecznym samobójstwem? A jeśli rzeczywiście celem napadu było zdobycie środków na któryś z odcinków prawicowej działalności politycznej gdzieś w świecie? Byłaby to więc akcja expriopriacyjna w stylu tych, które w Polsce organizowały Armia Krajowa i Narodowe Siły Zbrojne, a we Francji lat sześćdziesiątych – wspomniana wyżej OAS? W roku 1976 w grę mógłby wchodzić Liban, ale też Chile, Argentyna, Włochy (lata ołowiu!) czy niektóre kraje afrykańskie.

Warto może zacytować, co o Spaggiarim napisał autor piszący dla magazynu „Bright Review”: Oto jak francuska opinia publiczna postrzega Spaggiariego: po części jako komedianta, po części jako śmiałego złodzieja. W istocie był politycznym extremistą na wojnie ze współczesnym społeczeństwem, przygotowanym do wsparcia tej wojny na drodze przestępstwa. Spaggiari, jak trafnie zauważa ów autor, pozostawił po sobie zagadkowy uśmiech godny kota z Cheshire, znanego z Alicji w Krainie Czarów.

For pilots
nothing is forbidden

(Death In June – Flieger)