Cytaty

KONTRREWOLUCJA*MONARCHIA NARODOWA*KORPORACJONIZM

OFICJALNY PORTAL PUBLICYSTYCZNY
RCR - PRO FIDE, REGE ET PATRIA!


Si Deus Nobiscum quis contra nos - Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

UNIWERSALIZM KATOLICKI KONTRA ATEISTYCZNY GLOBALIZM


MONARCHIZM NARODOWY - jest to ustrój polityczny łączący w sobie ideę monarchistyczną (ideę hierarchiczną) z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do obalenia obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny (będąc w rzeczywistości Kontrrewolucją)

WALCZYMY NAJPIERW O POLSKĘ WOLNĄ A PÓŹNIEJ WIELKĄ! Z BOGIEM ZA KRÓLA I OJCZYZNĘ!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Bartosz Minge: Poznański Czerwiec a współczesność

13406899_976146519165829_4255198234526744338_n 
Geneza

   Wdrażany przez Polską Republikę Ludową po zakończeniu drugiej wojny światowej Plan Sześcioletni okazał się co najwyżej częściowym sukcesem. Na pewno nie był nim w Wielkopolsce. W czasie jego realizacji władze zwalczały (mówiąc po poznańsku) bambrów (po sowiecku kułaków), tj. bogatych chłopów, których gospodarstwa miały powierzchnię przekraczającą 15 hektarów. Obłożono ich olbrzymimi podatkami, które zwykle przeznaczane były później dla innych części kraju. Trwająca kolektywizacja wsi i obowiązek dostarczania płodów rolnych państwu doprowadziły do braków w tejże dla zwykłych ludzi. Wiele rodzin od pokoleń mieszkających na wsi zdecydowało się na emigrację do miast, w których sytuacja wcale nie była lepsza.

W miastach wciąż jeszcze nie do końca wygasła „Bitwa o handel”, czyli niszczenie prywatnych sklepów oraz upadanie drobnych zakładów będących do tej pory źródłem utrzymania dla wielu Wielkopolan. Dopiero co powstałe miejskie spółdzielnie nie były w stanie zaspokoić potrzeb mieszkańców. Skutkiem tego poziom życia mieszkańców Poznania i pozostałych Wielkopolan znacznie spadł. Doskwierał przede wszystkim brak żywności (w tym głównie mięsa).

Należy także pamiętać, że mówimy wciąż o czasach, kiedy PRL był na bardzo krótkiej smyczy trzymanej przez Sowietów i ich polskich pachołków. To właśnie wtedy na porządku dziennym był terror Urzędu Bezpieczeństwa, mordowanie przeciwników politycznych i ostatnich, wciąż ukrywających się Żołnierzy Wyklętych. Ludowym WP dowodzili Sowieci. Sam marszałek Rokossowski piastował stanowiska Ministra Obrony Narodowej (1949-1956) i posła na sejm PRL-u. To właśnie on zażądał zwiększenia nakładów na wojsko kosztem żywności, oświaty czy edukacji.

Chleba zamiast komunizmu!

Największym pracodawcom w Poznaniu w tym czasie były Zakłady im. Józefa Stalina (wcześniej i później Zakłady Przemysłu Metalowego „Cegielski”). Chcąc ratować Plan Sześcioletni, podnoszono czas pracy do nawet 16 godzin. Kolejnym problemem zakładów były kiepska organizacja pracy oraz mała wydajność. Nowo wprowadzony sposób liczenia podatków pozbawił pracowników znacznej części wynagrodzenia. Obietnice bez pokrycia przestały satysfakcjonować robotników. Rosły także ceny podstawowych towarów.

28 czerwca pracujący na nocnej zmianie nie udali się do domów. Mająca ich zmienić pierwsza zmiana nie rozpoczęła tego dnia pracy. Zamiast tego wraz z pracownikami innych wielkich zakładów wyszli na ulice. Władza nie spodziewała się tego. Dzięki temu robotnicy bez problemów dotarli przed siedziby partii i władz państwowych. Dołączali do nich zwykli mieszkańcy miasta. Towarzyszyły im hasła odnoszące się do potrzeb podstawowych, m.in.  „Jesteśmy głodni” czy „Chcemy chleba”, ale też odnoszące się do podległości naszego kraju wobec ZSRS: „Precz z Ruskimi”, „Precz z bolszewizmem”, „Precz z czerwoną burżuazją” czy sprzeciwiające się pogardzaniu religią katolicką przez władze: „My chcemy Boga” oraz „Żądamy religii w szkołach”.

Zaskoczeni początkowo pachołkowie Moskwy zgodzili się na rozmowy. Bezpieka ograniczała się do filmowania manifestantów. Delegaci robotników domagali się uwolnienia zatrzymanego wcześniej kolegi oraz przybycia na rozmowy osobiście premiera Cyrankiewicza. Prowadzący w imieniu PZPR rozmowy sekretarz propagandy KW, tow. Kraśko zapewnił, że nikt nie został aresztowany. Poznaniacy uznali to za kłamstwo. Skoro władza nie chciała uwolnić robotnika po dobroci, to postanowili odbić go sami. Rozpoczęli szturm na więzienie przy ul. Młyńskiej.

Ręka podniesiona na władzę

Marszałek Rokossowski zaproponował użycie wojska przeciw demonstrantom. Władza zgodziła się. Obawiała się interwencji moskiewskich towarzyszy, którzy bacznie przyglądali się sytuacji w Polsce. Rozpoczęto opracowywanie planu pacyfikacji miasta.

W tym czasie robotnicy uwolnili ponad 250 więźniów przebywających w tzw. Młynie. Niszczono znalezione tam dokumenty. Inni robotnicy wdarli się do budynków prokuratury i pobliskiego sądu. Zdobyto broń i trochę amunicji. Wuchta wiary zgromadzonej przed budynkami nie dopuściła straży pożarnej, która przybyła gasić palone akty prawne.

Inni demonstranci ruszyli na dworzec kolejowy oraz pod Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. To właśnie tam padły do nich pierwsze strzały. Zgromadzeni w budynku ubecy otworzyli ogień do robotników. Niedługo potem do miasta wkroczyły pierwsze oddziały LWP przeznaczone do pacyfikacji „awanturników” i „prowokatorów”, jak nazwał poznaniaków Cyrankiewicz. To właśnie on wygłosił później słynne przemówienie, w którym ogłosił: Ufamy, że wszyscy ludzie pracy w Poznaniu będą sumiennie wypełniać swoje obowiązki. Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podnoszenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny.

Walki uliczne

Robotnicy nie przestraszyli się ubecji i nadciągającego wojska. Zdobyli trochę broni, zaczęli przygotowywać butelki z benzyną i inną broń domowej roboty. Udało im się zdobyć nawet dwa czołgi! Jeszcze 28 czerwca poznaniacy uwolnili więźniów ośrodka w Mrowienie, gdzie przetrzymywano przeciwników politycznych PZPR-u.

Walki na ulicach miasta trwały jeszcze przez cały kolejny dzień oraz część ostatniego dnia czerwca. W ich wyniku zginęło według różnych szacunków od 50 do nawet 100 poznaniaków. Najmłodsza ofiara, Roman Strzałkowski liczył zaledwie 13 lat. Niemal natychmiast po zakończeniu walk UB oraz jego liczna agentura przystąpiła do aresztowań robotników oraz pomagających im osób.

Skutki

Historycy spierają się, czy wydarzenia z czerwca 1956 roku należy nazwać strajkiem, protestem, rewolucją czy powstaniem. Nie jest to ważne. Ważne jest to, że Wielkopolanie po raz kolejny pokazali swój niezłomny charakter oraz dali przykład, że władzy komunistycznej mogą sprzeciwić się także zwykli ludzie. Swoją postawą wymusili ustępstwa na reżimie. To właśnie dzięki nim areszt opuścił m.in. kard. Wyszyński, media i sztuka otrzymały na jakiś czas trochę swobody oraz co ważne, dopuszczono istnienie gospodarstw rolnych niebędących własnością państwa. Do wybuchu walk Poznań i szerzej cały region uważany był za wzór gospodarności. 28 czerwca przełamał propagandę mówiącą o sukcesach ekonomicznych stalinowskiego systemu. Wali pokazały także, że teoretycznie rządząca „klasa robotnicza” nie miała żadnego wpływu na jakiekolwiek decyzje, czy to na szczeblu państwowym, czy wojewódzkim.

Upamiętnienie

Dziś wiele ulic i placów głównie w Wielkopolsce nosi nazwy „Bohaterów Czerwca” oraz „28 Czerwca”. Istnieje także kilka pomników oraz piosenek sławiących bohaterstwo poznańskich robotników. Co roku organizowane są obchody oficjalne oraz nieoficjalne. Kibice Lecha Poznań organizują okazałe racowisko na Placu Adama Mickiewicza pod Pomnikiem Ofiar Czerwca ’56. W tym roku lokalny oddział ONR zorganizował charytatywny Turniej Piłkarski im. Powstańców Czerwca ‘56, z którego zysk zostanie przeznaczony na pomoc dla potrzebujących dzieciaków. Nakręcono także kilka dokumentów oraz bardziej fabularny „Czerwiec 56”. Od kwietnia czynni uczestnicy walk mogą także starać się o wsparcie finansowe ze strony państwa. W bieżącym roku rozdzielone w tym celu ma zostać pół miliona złotych.

Czego uczy nas Czerwiec?

Nie sposób nie zadać sobie tego pytania. Mimo upływu 60 lat sytuacja w Polsce jest podobna. Wtedy byliśmy wasalem Sowietów, dziś jesteśmy nim dla UE oraz USA. W 1956 roku stacjonowały w naszym kraju wojska ze Wschodu, dziś sami próbujemy ściągnąć do siebie wojska z Zachodu (robią to rządzące Polakami mniejszości narodowe, a nie Polacy - przyp. red. RCR). Obywa się to przy aplauzie ogromnej liczby rodaków i mediów wszystkich nurtów. Zachwyt nad przejazdem przez Polskę jankeskich wojsk łączy gazetę Michnika oraz czasopisma na usługach władzy Prawa i Sprawiedliwości.

Do czasu buntu poznańskich robotników naród na ogół był bierny. Nie licząc garstki zmuszonych do tego  Żołnierzy Wyklętych, niemal nikt nie robił nic, aby przegnać stąd Sowietów. Obecnie także poza wąskim wciąż środowiskiem NR (nie tylko NR, ale także środowisk monarchistyczno-narodowych - przyp red. RCR) Polacy nie starają się wyrwać spod brukselskiej czy waszyngtońskiej okupacji. Niemniej postawa pracowników „Cegielskiego” pokazuje, że jedna iskra może doprowadzić do wybuchu eksplozji, która może nawet, jeśli nie zniszczyć, to poważnie osłabić system.

Sytuacja ekonomiczna także nie ma się o wiele lepiej. Większość rodaków pracuje za minimalną krajową. O zarobkach na poziomie tak zwanej „średniej krajowej” wielu może najwyżej pomarzyć. Wiele osób żyje od pierwszego do pierwszego, a ich dzieci chodzą głodne. Kiedy ktoś decyduje się walczyć o swoje prawa chociażby w formie strajku, od razu jest szufladkowany jako roszczeniowy. Inne osoby patrzą na niego wilkiem i wylewają frustracje w internecie, gdzie piszą: „skoro ja mam mało, to dlaczego on (ona) ma mieć więcej/lepiej?”. A już nie daj Boże, gdy protestują pracownicy budżetówki, bo „hurr durr dostają z moich podatków, a i tak nic nie robią”. I nie ważne, czy mowa tu o nauczycielkach, policjantach, górnikach czy pielęgniarkach, czyli zawodów, których istnienie jest nam jako społeczeństwu niezbędne do codziennego życia.

W panującym ustroju kapitalistycznym ciężko założyć związek zawodowy w zakładach, w których jeszcze ich nie ma. Wynika to z faktu, że kiedy szef dowie się, iż pracownik X stara się coś takiego zrobić, od razu decyduje się zwolnić pracownika X. Młode pokolenie będące pod wpływem liberalnych demagogów ponadto pogardza związkami. Powtarza przy tym korwinistyczne brednie, że za całe zło tego świata odpowiadają związkowcy i należy przeprowadzić delegalizację ich zrzeszeń.

28.06 przypomina nam także o większym zaangażowaniu w to, co kuleje w całym środowisku narodowym, czyli o większym zaangażowaniu w sprawy pracownicze. Co prawda, coś się już się zmieniło na tym tle i np. Brygada Mazowiecka ONR aktywnie wspierała pielęgniarki podczas niedawnych strajków, a Wszechpolacy towarzyszyli protestującym przeciwko zamknięciu Polmosu w Łańcucie. Wciąż jest to jednak za mało.


OD REDAKCJI: Ruch Christus Rex zaprasza wszystkich zainteresowanych do tworzącej się Narodowej Organizacji Pracy, która po jakimś czasie ma przekształcić się w Narodowy Związek Zawodowy.