Cytaty

KONTRREWOLUCJA*MONARCHIA NARODOWA*KORPORACJONIZM

OFICJALNY PORTAL PUBLICYSTYCZNY
RCR - PRO FIDE, REGE ET PATRIA!


Si Deus Nobiscum quis contra nos - Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

UNIWERSALIZM KATOLICKI KONTRA ATEISTYCZNY GLOBALIZM


MONARCHIZM NARODOWY - jest to ustrój polityczny łączący w sobie ideę monarchistyczną (ideę hierarchiczną) z myślą narodową w duchu rzymskiego katolicyzmu, dążący do obalenia obecnego Systemu politycznego w sposób radykalny (będąc w rzeczywistości Kontrrewolucją)

WALCZYMY NAJPIERW O POLSKĘ WOLNĄ A PÓŹNIEJ WIELKĄ! Z BOGIEM ZA KRÓLA I OJCZYZNĘ!

poniedziałek, 22 maja 2017

343 lata temu, 21 maja 1674 Jan III Sobieski został wybrany na króla Polski


        Wiek XVII w dziejach Europy i Rzeczpospolitej zajmuje szczególne miejsce, upłynął bowiem pod znakiem wojen. W połowie tego stulecia przez Europę przetoczył się walec wojny 30-letniej, która angażowała środki i siły panujących wówczas dynastii i była drugą po reformacji  wielką próbą sił pomiędzy katolicyzmem i protestantyzmem o przejęcie wpływów na kontynencie.  Spośród państw europejskich do potęgi doszła Szwecja,  Rosja przeżywała bezkrólewie, czyli  „wielką smutę”, a Turcja po krótkim okresie osłabienia wewnętrznego  powróciła do polityki ekspansywnej.

Szwecja dążyła do opanowania basenu Morza Bałtyckiego. Największą przeszkodę na drodze do realizacji tych planów stanowiła Rzeczpospolita.  Szwedzi rozpoczęli z nią wojnę w 1600 r., która z  przerwami trwała do 1660 r. Chcieli w ten sposób ostatecznie rozwiązać sprawę Inflant, przejąć kontrolę nad portami południowymi na Bałtyku i zdobyć łupy wojenne oraz zmusić polską linię Wazów, by zrzekła się pretensji do tronu szwedzkiego. Druga faza wojny, nazwana później  „potopem”, ujawniła nie tyle istotną dysproporcję sił pomiędzy dwoma państwami (40 tys. wojska szwedzkiego przeciwko 10 tys. polskiego), ile nikczemność magnaterii, zdradę szlachty i przejście wojska koronnego na służbę u Szwedów. Zdradzili wówczas  ojczyznę: hetman wielki Janusz Radziwiłł, były podkanclerzy koronny Hieronim Radziejowski, lennik pruski Fryderyk Wilhelm. Po stronie Szwedów opowiedział się także  Jan Sobieski.

Jan Sobieski był synem kasztelana krakowskiego Jakuba i prawnukiem hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Studiował w krakowskim Kolegium Nowodworskiego i w Akademii Krakowskiej. Podróżował z bratem Markiem po Europie, aby zgłębić sztukę wojenną, politykę i literaturę krajów zachodnich. Poznał też język i obyczaje Turków, udając się do Turcji incognito z poselstwem polskim w 1654r. Karierę polityczną rozpoczął niefortunnie uczestnicząc w wojnach kozackich w latach 1649-1655.  W 1651 r. został ciężko ranny pod Beresteczkiem. Bitwa ta była klasycznym przykładem współdziałania wszystkich rodzajów broni i połączenia zasad  zachodnio- i wschodnioeuropejskiej sztuki wojennej. W 1656 r. złożył przysięgę na wierność Karolowi X Gustawowi. Króla szwedzkiego opuścił dopiero wówczas, gdy szczęście wojenne zaczęło się od Szwedów odwracać. Można więc nazwać go zdrajcą. Walcząc przy boku armii szwedzkiej – jednej z najlepszych armii ówczesnego świata, poznał taktykę wojenną Skandynawów, w której znakomicie wykorzystywano artylerię, dragonię, a przede wszystkim piechotę. Imponowało Sobieskiemu świetne wyszkolenie, karność i zdyscyplinowanie żołnierzy szwedzkich. Po przejściu  pod komendę Stefana  Czarnieckiego, który stanął na czele wszystkich sił dążących do wyparcia okupanta,  starał się maksymalnie zużyć nabyte umiejętności uczestnicząc w walkach ze Szwedami i wojskami Jerzego II Rakoczego. Był to dla Rzeczypospolitej okres  szczególnie groźny, ponieważ w Radnot w 1656 r. został podpisany plan rozbioru Polski między Szwecję, Siedmiogród, Brandenburgię, Bohdana Chmielnickiego i Bogusława Radziwiłła.

W ciągu czterech miesięcy upadło drugie co do wielkości państwo w Europie. Dopiero bezwzględność okupantów, rabunki i kontrybucje, gwałty, obce obyczaje i nieposzanowanie praw  zjednoczyły przeciwko nim wszystkie stany. Zwycięską wojnę ze Szwedami kończył podpisany w 1660 r. pokój w Oliwie, w którym Jan Kazimierz zrzekł się roszczeń do tronu szwedzkiego, Polska zachowała jedynie część Inflant z Dyneburgiem, a Prusy Książęce w traktatach welawsko-bydgoskich  otrzymały całkowitą suwerenność. Tak więc niepodległość została uratowana dzięki heroicznej woli całego narodu, ale także za cenę niekorzystnych układów pokojowych z wrogimi państwami.

Wymienione wojny i powstanie kozackie Bohdana Chmielnickiego w 1648 r.  zrujnowały kraj gospodarczo,  przyniosły olbrzymie zniszczenia, wyludnienie wsi, upadek miast i handlu. Nastąpił nieuchronny proces decentralizacji władzy, skarbowości i sądownictwa. Potężne rody magnackie Paców, Radziwiłłów, Lubomirskich działały we własnym interesie, nie bacząc na dobro państwa. Był to okres tworzenia się w Europie silnych, scentralizowanych i absolutystycznych monarchii. Maria Ludwika, żona Jana Kazimierza,  pragnęła zerwać  z anarchią, dążąc do  wzmocnienia władzy centralnej poprzez wprowadzenie zasady vivente rege. Przeciwko tej próbie wystąpił Jerzy Lubomirski, piastujący wówczas  najwyższe urzędy w państwie: marszałka wielkiego koronnego i hetmana polnego koronnego. Doszło do bitwy pod Częstochową i Mątwami, w których   wojska królewskie dowodzone przez Jana Sobieskiego poniosły klęskę. Była to najkrwawsza bitwa, jaką stoczono na ziemiach polskich w XVII w. Poległo prawie 3 tys.  żołnierzy, głównie  z wojsk królewskich. Rokosz Lubomirskiego przypieczętował przegraną  obozu reform i odebrał nadzieję na naprawę ustroju państwa.

Jan Kazimierz  30 kwietnia 1666 r. buławę po zmarłym  hetmanie polnym Stefanie Czarnieckim przekazał  Janowi Sobieskimu  ze względów politycznych  osobiście nie wierząc w jego zdolności wojskowe. Sobieski bardzo szybko   udowodnił dworowi, że na tę godność zasłużył,  stłumił  bowiem bunt hetmana kozackiego Piotra Doroszenki, wspomaganego przez ordę białogrodzką.  Doroszenko już w 1666 r. uznał się za  lennika sułtana i  wystąpił z żądaniem przyznania Ukrainie części Podola, Wołynia i Polesia, bez prawa pobytu na tych terenach polskiej szlachty oraz szerokiej autonomii. Siły Doroszenki łącznie z wojskami krymskimi liczyły niemal  35 tys. żołnierzy, polskie wraz z załogami trzech fortec –  zaledwie 15 tys. ludzi. Senatorowie Rzeczpospolitej stwierdzili, że niech Sobieski sam sobie radzi, bo „nie masz tu pieniędzy ani sukursu żadnego”. Nowo mianowany hetman nie załamał rąk, lecz zaciągnął pożyczkę, zastawił własne srebra na wypłacenie wojsku żołdu, zabrał armaty ze swoich  zamków i wystawiwszy  armię pokonał przeciwnika pod Podhajcami w 1667 r. Król w dowód uznania za zwycięstwo, po śmierci hetmana wielkiego koronnego Stanisława Potockiego, nadał mu 6 lutego 1668 r. wielką buławę.

Błyskawiczne zwycięstwo Sobieskiego pod Podhajcami powstrzymało pierwszy atak ordy, nie zapobiegło jednak podpisaniu rozejmu w Andruszowie w 1667 r. Zawarty na trzynaście i pół roku traktat z Moskwą  oznaczał wycofanie się  Rzeczypospolitej Obojga Narodów z polityki wschodniej i zapoczątkowanie rosyjskiego parcia na zachód. Na zawsze utraciliśmy wielkie obszary na wschodzie i musieliśmy uznać podział Ukrainy, a ponadto naraziliśmy się Porcie, z którą od 1654 r. obowiązywał sojusz. Tak dotkliwa klęska polityczna była skutkiem  nielojalności Litwinów, prywaty magnatów polsko-ruskich i ignorancji dworu królewskiego.

Po abdykacji Jana Kazimierza w 1669 r. na  króla wybrano Michała Korybuta, syna Jeremiego Wiśniowieckiego. Piast  nie spełnił oczekiwań szlachty polskiej, ponieważ nie znał się na sztuce wojennej i  nie posiadał umiejętności godzenia rywalizujących ze sobą rodów magnackich. Król nie docenił wkładu Sobieskiego w uśmierzenie buntu Doroszenki, był bowiem zafascynowany odznaczeniem papieskim –  mieczem i szyszakiem – i przyznaniem mu zaszczytnego tytułu „wiernego obrońcy chrześcijaństwa”. Sobieski jako naczelny wódz trwał na posterunku. Bronił kraju przed groźnymi atakami Tatarów i Kozaków, nie zważając na obojętność rodaków, graniczącą ze zbrodniczą lekkomyślnością.  Zmazywał nie tylko swe winy z okresu „potopu” i rehabilitował się za Mątwy, ale nade wszystko  nie chciał dać wojsku gorszącego przykładu dezercji pod jakimkolwiek  pozorem, jak to uczynili wysocy dygnitarze państwowi, tacy jak wojewoda kijowski Andrzej Potocki, wojewoda ruski Stanisław Jabłonowski, chorąży koronny Mikołaj Sieniawski i  wielu innych.

Tymczasem nowy wezyr turecki Mehmed Pasza i jego syn Fazyl Ahmed przeprowadzili w państwie reformy, zaprowadzili ład, porządek i dyscyplinę, stłumili bunty możnych,  a od 1646 r. podjęli ekspansję, po raz ostatni zagrażając państwom europejskim.  Odebrali Wenecji Kretę, zajęli część Węgier i zmusili Austrię do wypłaty odszkodowania wojennego. Od Polski zażądali Ukrainy i Podola. Na sejmie obradującym w marcu 1672  r. doszło do gorszących scen pomiędzy stronnictwami. Posłowie zamiast uchwalić podatki na powiększenie armii,  wystosowali do władców Francji i Szwecji listy z prośbą o pomoc. „Król Słońce” oświadczył, że  nie wda się w awanturę „z żebrakami wyznającymi bezwstydnie swą nędzę”, natomiast Szwedzi wyrazili chęć objęcia tronu polskiego i zaproponowali  oddanie im Prus Królewskich. Obie odpowiedzi oznaczały, że Polacy muszą walczyć z Turcją w osamotnieniu. Dwór w dalszym ciągu nie wierzył w wojnę, a hetman Sobieski dysponował zaledwie 8-9 tys.  żołnierzy, którzy mieli stawić czoło stutysięcznej armii tureckiej. Po siedmiodniowej walce z winy małodusznego dowództwa  padł 26 sierpnia 1672 r.  Kamieniec Podolski, broniony przez tysiąc żołnierzy i kilkuset mieszczan i chłopów. Czambuły tatarskie doszły aż po Janów, Leżajsk, Przemyśl i Gołąb, całe Podole stanęło w morzu ognia. Sobieski nie podjął otwartej walki, ale nękał wroga nieustannie. W ciągu czternastu  dni przebył  ponad 450 km i stoczył siedem zwycięskich bitew i potyczek oraz uwolnił z jasyru  44 tys. ludzi.

Późną jesienią 1672 r. kraj znalazł w obliczu wojny domowej. Zwolennicy króla zawiązali konfederację w Gołębiu, aby rozprawić się z Sobieskim. Plądrowali jego włości, zamiast szukać styczności bojowej z nieprzyjacielem. Zwycięstwa hetmana nie uchroniły Rzeczypospolitej od podpisania 18 października 1672 r. haniebnego pokoju w Buczaczu, w którym  Turcja otrzymała  część Ukrainy i Podola z Kamieńcem, a król polski został zobowiązany do wypłaty rocznego haraczu w wysokości 22 tys. czerwonych złotych. Sejm odmówił ratyfikacji warunków pokoju buczackiego;  decydując się na wojnę, uchwalił nowe podatki.

Sobieski zmierzył się z potęgą turecką pod Chocimiem w 1673 r. Pokonał  Hussejna, zdobył świetnie umocniony obóz, zmył hańbę buczacką, ale nie zdołał odebrać Kamieńca.  Cudzoziemcy wysoko ocenili wiktorię chocimską.  Uznali, że była ono „zwycięstwem tak wielkim i tak zupełnym, że równego mu nie odniósł nad Osmanami nikt w całym chrześcijaństwie od ponad trzystu lat”. Triumf ten przypisali „Bogu, dobremu wodzowi i nadzwyczajnym walorom żołnierzy”. Sobieski kontynuował pościg za nieprzyjacielem, ale   doszedłszy do  Prutu, musiał go przerwać,  ponieważ otrzymał wiadomość o śmierci Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Zabrakło mu pieniędzy na żołd dla żołnierzy. Ponadto po raz drugi zawiedli go Litwini, którzy odmówili dalszego współdziałania.

Burzliwa elekcja 1674 r. obnażyła prywatę magnatów, ujawniła ich nikczemność, przekupstwo i zdradę. Nie zdołali oni jednak utrącić kandydatury Jana Sobieskiego na króla Polski. Jego zwycięstwo świadczyło nie tyle o rozumie politycznym szlachty, ile o  instynkcie samozachowaczym. Szlachta wybrała Piasta z typowymi dlań wadami i zaletami.  Władysław Konopczyński napisał, że był to „temperament ognisty, natura uczuciowa, bogata, umysł bystry i otwarty, żarliwy w wierze, swobodny w myśleniu, [...] charakter rwący się do wielkich czynów i najlepszej sławy, wykwintny  mówca w gabinecie, w senacie majestatyczny i dostępny, w obozie popularny i chwytający za serce”.

Jan Sobieski był władcą postępowym, człowiekiem wszechstronnie wykształconym, interesującym się wszystkimi dziedzinami nauki i sztuki: matematyką, inżynierią, literaturą klasyczną i nowożytną, architekturą i malarstwem, astronomią i geografią. Korespondował z wielkim filozofem Godfrydem Leibnizem. Heweliusz, któremu król zapewnił dożywotnią pensję, odkryty przez siebie  gwiazdozbiór nazwał Tarczą Sobieskiego. Król cenił osiągnięcia kartografów i był członkiem pierwszego w świecie towarzystwa geograficznego z siedzibą w Wenecji. Zasłużył się jako mecenas sztuki i architektury, a jego pałac w Wilanowie należy do najcenniejszych zabytków polskiego baroku.

Nowy władca rozpoczął rządy od zwołania w 1674 r.  rady wojennej, w której uczestniczyło czterdziestu senatorów.  Na zakończenie obrad  powiedział m.in.: „ Gdy królestwo przez nieustanne od lat dwudziestu sześciu wojny i niesnaski doszło do ostatecznej ruiny, zostałem teraz obrany, abym je urządził, umocnił i podźwignął”.  Aby tego dokonać, musiał Sobieski najpierw podnieść pozycję swego rodu, wzmocnić władzę królewską, unikać ryzyka, godzić zwaśnione i zawistne rody magnackie, umiejętnie sterować polityką państwa. Przede wszystkim zaś bronić południowo-wschodniej granicy przed najazdami tureckimi. W 1675r. pokonał Turków pod Lwowem i obronił Trembowlę.

W 1676 r. Turcja podjęła  kolejną próbę oderwania Podola od Rzeczpospolitej. Wojska tureckie pod wodzą paszy Ibrahima Szejtana stanęły nad Dniestrem i nie chciały podjąć  walnej bitwy z Polakami. Wyprawa Sobieskiego utknęła pod Żórawnem, natrafiając na połączone siły przeciwnika. Król polski dzięki  solidnym szańcom , nieustraszonej odwadze i  determinacji wytrzymał oblężenie,  doprowadził do zawieszenia broni i podpisania układu rozejmowego, który zakończył pięcioletnie zmagania z Turcją  i zwolnił Polskę z płacenia haraczu. Układ żórawiński dał Rzeczypospolitej upragniony pokój, a zniszczona wojnami gospodarka zaczęła powoli ożywać. Główny ciężar odbudowy dźwigał lud, któremu zwiększono wymiar pańszczyzny i  innych powinności.

Nastał czas pokoju. Stronnicy króla głosili potrzebę powiększenia armii, ograniczenia liberum veto, ukrócenia samowoli magnackiej, a on sam chciał uniezależnić się od sejmu w sprawach polityki zagranicznej i wprowadzić zasadę głosowania większością w sprawach istotnych dla kraju. Wykorzystując sytuację międzynarodową w latach 1672-1676, którą zdominowała wojna Francji i  Szwecji z koalicją, w  której skład weszły Austria, Hiszpania, Brandenburgia, Holandia i Anglia,  postanowił Jan Sobieski zmienić kierunek polskiej polityki zagranicznej: 11 czerwca 1675 r. zawarł tajny układ w Jaworowie z Francją. w  celu odzyskania prastarych ziem piastowskich: Śląska i Pomorza. Realizacja tych planów natrafiła na ogromne trudności.  Natychmiast Rosja i Austria podpisały w listopadzie 1676 r. porozumienie, w którym oba państwa zobowiązywały się przeciwdziałać wszelkim próbom wzmocnienia władzy królewskiej w Polsce. Przeciwko królowi wystąpiła zorganizowana opozycja magnacka Paców, Trzebickich, Leszczyńskich, Berezów, hojnie opłacana przez obce dwory, której udało się zniweczyć królewski plan wzmocnienia władzy i  powiększenia armii, a tym samym uniemożliwić odzyskanie Prus. Zdołał  wszakże Sobieski pozbawić elektora pruskiego, Fryderyka Wilhelma,  owoców zwycięstwa nad Szwecją  i odsunąć na pół wieku Hohenzollernów od panowania nad ujściem Odry. Niepowodzeniem zakończyła się jednak próba odzyskania Śląska. Zawiedli nie tylko rodacy, ale przede wszystkim Francja, pozostawiając Polskę własnemu losowi. Francuzi zrozumieli, że nie mogą wystąpić przeciwko prawom i zwyczajom Rzeczypospolitej, których strzegła szlachta. Chciał  król zapobiec wrogim porozumieniom trzech sąsiadów Polski, ale bez pomocy stanów musiał odstąpić od słusznej polityki bałtyckiej, tym bardziej że magnaci: Stanisław Koniecpolski, Dymitr Wiśniowiecki,   Michał Pac, Jan Leszczyński, Jan Opaliński i Feliks Potocki,  w 1678 r. uknuli spisek detronizacyjny.

Powrócił więc Jan III do organizowania ligi antytureckiej, co spotkało się z poparciem całego społeczeństwa, zainteresowanego odzyskaniem Ukrainy i Podola.  Owocem starań dyplomatycznych był podpisany 31 marca 1683 r. z Austrią sojusz skierowany przeciwko agresji tureckiej.  Austria i Rzeczpospolita zobowiązały się wspólnie walczyć o wyzwolenie Węgier, Podola, Ukrainy, Mołdawii i Wołoszczyzny. Ponadto cesarz zrzekł się wszelkich praw do tronu polskiego, zagwarantowanych w traktacie welawsko-bydgoskim z 1657 r., a Rzeczpospolita zrezygnowała z pretensji wobec Austrii.  W myśl sojuszu król polski miał wystawić czterdziestotysięczną armię. Było to zadanie niezwykle trudne, ponieważ Rzeczpospolita miała 17 tys. wojska, a opozycyjnie nastawieni magnaci i szlachta nie chcieli dać do dyspozycji  Sobieskiemu zbyt licznej armii, aby nie zrealizował swoich planów dynastycznych. Król wychodził ze słusznego założenia, że „lepiej w cudzej ziemi, o cudzym chlebie i w asyście wszystkich sił imperii [...] wojować, aniżeli samym się bronić o swoim chlebie, i kiedy nas jeszcze przyjaciele i sąsiedzi odstąpią”.

W maju 1683 r. ruszyła na Wiedeń potężna armia turecka pod dowództwem Kara Mustafy, o którym mówiono, że „nie zazna spoczynku,  dopóki Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie nie zamieni na stajnie sułtańskie”. Cesarz Leopold I wysłał błagalny list do Sobieskiego, w którym  zaproponował  królowi naczelne dowództwo nad połączonymi siłami: „Osoba wasza królewska na czele naszych wojsk i imię wasze, tak groźne dla wspólnych nieprzyjaciół, same zapewnią ich klęskę”. „Lew Lechistanu”  nie zawiódł sojuszników.  Ruszył na pomoc Wiedniowi z siłą 26 500 żołnierzy i 28 dział,  witany niezwykle serdecznie przez Ślązaków. Kronikarz francuski Daleyrac napisał, że „żaden monarcha nie spotkał się z tak dobitnymi wyrazami hołdu ze strony ludności państwa obcego, jak król polski ze strony poddanych cesarza”.

Ogółem armia chrześcijańska liczyła ok. 73 tys. żołnierzy, w tym 26 500 Polaków. Po mszy św. w krótkim przemówieniu naczelny wódz zachęcił żołnierzy do boju tymi słowami: „Walczymy za naszą ojczyznę i za chrześcijaństwo, walczymy nie za cesarza, lecz za Boga”. Kara Mustafa zlekceważył przeciwnika, nie użył wszystkich swoich sił, przyjął bitwę w dolinie. Walka była niezwykle zacięta.  Prawym skrzydłem Polaków dowodził hetman wielki koronny Stanisław  Jabłonowski, lewym – hetman polny Adam Sieniawski. O zwycięstwie rozstrzygnęła szarża  husarii, prowadzona osobiście przez króla.  Na polu bitwy padło ok. 15 tys. zabitych i ciężko rannych Turków oraz około trzy i pół tysiąca sojuszników, w tym 1300 Polaków.  W ręce zwycięzców dostały się łupy i trofea wojenne. Sobieski z wielką pokorą w liście do Marysieńki wyznał: „Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały”, a  papieżowi Innocentemu XI przesłał jeden ze sztandarów tureckich  wraz ze słowami: „Venimus, vidimus et Deus vicit” – „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, a Bóg zwyciężył”.  Sobieski uratował Europę i Kościół katolicki przed zalewem islamu.

Wictoria wiedeńska przyniosła Sobieskiemu rozgłos w Europie. Z punktu wojskowego  była ona majstersztykiem wojennego geniuszu króla i najznakomitszą bitwą Rzeczypospolitej szlacheckiej. Pod Wiedniem Sobieski dowodził całością bitwy, która toczyła się w górskim terenie, w przestrzeni 10 km. Trzeba podkreślić, że podobnie postąpił Napoleon pod Austerlitz. Historycy niemieccy,  próbujący odebrać królowi polskiemu palmę zwycięstwa, nie mają racji twierdząc, że kierowanie bitwą na takim obszarze było niemożliwe.

Wieść o pokonaniu Turków przyjęto entuzjastycznie w wielu państwach. Najwięcej mówiono o nim w krajach bałkańskich, żyjących nadzieją na rychłe wyzwolenie z niewoli tureckiej. Jan III stał się bohaterem utworów literackich w Serbii i w Toskanii. Poeci włoscy (Ubertino Carrara, Giuseppe Bernari) obdarzyli polskiego władcę następującymi tytułami: Zbożny Herkules, Jowisz Sarmacji, Koronowany Mars, Jan Niezwyciężony, Sarmacki Alcyd i Ajaks. W Portugalii i Hiszpanii powstały sonety i pieśni noszące tytuły Król nad królami i Król boskiego pochodzenia. Jedynie Anglicy odmówili zwycięstwu wiedeńskiemu znaczenia politycznego, przyznając  Polakom  odwagę i męstwo. Przeważnie przedstawiano króla Jana Sobieskiego nie tylko jako obrońcę Polski, ale zbawcę chrześcijaństwa. Poeci poświęcali wiele uwagi jego charakterowi, widząc przede wszystkim takie cechy, jak: pokorę, łaskawość wobec pokonanych, łagodność i sprawiedliwość. Wespazjan Kochowski w Psalmodii polskiej uznał go za narzędzie, którym Bóg wybawił Europę od niewoli islamskiej.

Mniej pisano o naszym władcy we Francji, Niemczech i Austrii. Cesarz chłodno potraktował króla i jego syna Jakuba,  chcąc dać do zrozumienia, że  ignoruje plany dynastyczne Sobieskich i pragnie jak najszybciej pozbyć się wojska polskiego, sympatyzującego z powstańcami węgierskimi. Jan Sobieski zarządził pościg za wycofującymi się wojskami tureckimi, ale  błędnie ocenił sytuację i  w pierwszym starciu pod Parkanami  poniósł klęskę. Następnego dnia dołączyły siły sojuszników i  doszło do drugiej bitwy pod Parkanami, która zakończyła się zwycięstwem, w opinii wielu historyków nie mniejszym, niż pod Wiedniem. Król w liście do Marysieńki ubolewał, że z powodu samowoli hetmana Jana Sapiehy, który bez rozkazu wkroczył do Słowacji, wchodzącej w skład ziem węgierskich i okrucieństwa Litwinów wobec tamtejszej ludności, zostały zerwane negocjacje z Węgrami. Nie dodał, bo być może nie wiedział,  że jego plany uderzały w żywotne interesy Habsburgów na Węgrzech, którzy nawet w momencie największego zagrożenia Wiednia prowadzili rozmowy z Emerykiem Tekkelym, stojącym na czele buntu Węgrów. Droga do tronu węgierskiego oznaczała wojnę z Habsburgami. W ten sposób zostały zaprzepaszczone polityczne plany Sobieskiego opanowania całych Węgier i osadzenia tam na tronie Jakuba.

Euforia, jaka ogarnęła kraj po zwycięstwie wiedeńskim, tylko na krótki czas przysłoniła słabość wewnętrzną Rzeczypospolitej. Marzenie o szybkim pokonaniu Turcji nie miało przełożenia ani politycznego, ani militarnego. Mimo przegranej była ona ciągle  państwem silnym.  Król na fali ogólnego uniesienia rozwinął szeroką działalność dyplomatyczną w celu zorganizowania ligi antytureckiej. Po długich rokowaniach do Ligi Świętej przystąpiła Austria, Wenecja i Rosja. Za wciągnięcie Rosji do Ligi Świętej Rzeczpospolita zapłaciła  podpisaniem w 1686 r. pokoju przez  Krzysztofa Grzymułtowskiego w Moskwie,  w którym zgodziła się na utratę Ukrainy Zadnieprzańskiej. Po zapoznaniu się  z treścią dokumentu, Sobieski zapłakał, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę z wielkiej klęski dyplomatycznej Polski, której wyrazem była kapitulacja przed Rosją i rezygnacja z polityki wschodniej. Dramatem dla króla było podpisanie klauzuli o wolności wyznania, która dawała Moskwie podstawy do ingerencji w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej, co stanowiło zagrożenie dla wschodnich rubieży zamieszkanych przez unitów i ludność prawosławną.  Rosja w tym czasie  przechodziła kryzys, a jej wojsko nie przedstawiało większej wartości bojowej, co potwierdziły wyprawy księcia Golicyna w latach 1687-1689 na Krym, które zakończyły się klęską.

Za swego życia nie odzyskał Jan III   Podola i  nie podpisał z Turcją odrębnego pokoju. Dopiero jego następca, August II Mocny,  zbierał owoce wysiłków militarnych i dyplomatycznych swego poprzednika.  Sas zawarł  z Turcją  w 1699r. pokój w Karłowicach, w którym za zwrot  kilku forteczek mołdawskich Rzeczpospolita odzyskała  Podole z Kamieńcem i Ukrainę. Korzyści z wypraw  Sobieskiego wyciągnęła przede wszystkim  Austria i Wenecja. Była to ewidentna porażka króla w polityce zagranicznej.

Długotrwałe wojny z Turcją ośmieliły opozycję magnacką. W kraju panowała anarchia, postępował proces decentralizacji państwa, ponieważ sejm przestał faktycznie funkcjonować, a wszystkie sprawy wojskowo-skarbowe i administracyjne przejęły sejmiki. Pogłębiała się przepaść pomiędzy starzejącym się i chorym królem a szlachtą, ogłupianą i przekupywaną przez magnatów. Haniebną rolę odegrali Sapiehowie, którzy lekceważyli prawa, współpracowali z dworem wiedeńskim na szkodę ojczyzny, rwali sejmy, aby przeszkodzić w zwiększeniu liczby wojska przeciw Porcie. Chodziło im o to jako poplecznikom Wiednia, aby działania wobec Turcji miały charakter jedynie dywersji, uniemożliwiających jej rzucenie wszystkich sił na Węgry i zaangażowanie w wojnę Austrii.  Dobro Austrii, a nie Polski,  mieli na względzie Sapiehowie. Słusznie napisano w antysapieżyńskim manifeście, że „Niemcy nigdy tak jako teraz nie byli mocni [...] i my nigdy tak słabi, nigdy tak nieostrożni, nigdy tak ojczyzny nie kochający”. Wrogowie Sobieskiego za odpowiednie sumy byli gotowi zmieniać swych zagranicznych protektorów – i czynili to. Polska stawała się powoli zlepkiem państewek magnackich. Wawrzyniec Rudawski, siedemnastowieczny kronikarz i pisarz polityczny,  napisał, że magnaci woleliby „zgubę świata niż zainaugurowanie regularnych rządów w Polsce”. Wypadki ostatniego okresu panowania Sobieskiego to potwierdzają: z sześciu sejmów tylko jeden zakończył pomyślnie obrady.  Opinię królowi psuły stosunki rodzinne:  intrygi żony Marysieńki i  syna Jakuba. Do końca swego życia Sobieski po królewsku przebaczał nawet największym swoim przeciwnikom, umiał ich talent użyć dla dobra ojczyzny, nie dopuścił do wiszącej ciągle na włosku wojny domowej.

Śmierć zwycięzcy spod Podhajec, Bracławia, Kalnika, Niemirowa, Komarna, Chocimia, Lwowa, Żórawna, Wiednia, Trembowli i Parkan była ogromnym wstrząsem dla kraju. Andrzej Załuski, biskup płocki z wielkim bólem  napisał:  „Pospołu z tym Atlasem runęła w oczach moich i sama Rzeczpospolita. Tak on nosił koronę, że więcej jej przydawał blasku, niźli od niej otrzymał. Rzekłbyś, że ojczyzna i sława pospołu z nim pomarły”.

Postać Sobieskiego powróciła do literatury europejskiej pod koniec XVIII w.,  w okresie, kiedy Polska została wymazana z mapy politycznej, a symbolem narodu i jego wspaniałej tradycji stał się pogromca Turków pod Wiedniem.  Sympatycy Polski przedstawiali go jako obrońcę honoru starego kontynentu i symbol wielkiej rycerskiej tradycji, a Polskę – ziemię Sobieskiego,  określali „tarczą Zachodu” i „ostatnim wschodnim bastionem” Europy.  W XX w. historycy krytycznie ocenili okres panowania Jana III Sobieskiego. Byli jednak zgodni co do tego, że uosabiał on pokolenia miłujące nade wszystko wolność.

Sobieski był znakomitym, utalentowanym wodzem, jednym z wielkich polskich królów.  Istotą jego wielkości,  obok talentu wodzowskiego, była walka w obronie krzyża. Pod jego rządami Polska przeżyła okres wielkiego rozkwitu „na szachownicy historycznych zmagań”. Do największych sukcesów króla należą reformy w dziedzinie wojskowości. Zrezygnował z udziału w wojnach pospolitego ruszenia i zastąpił je wojskiem zaciężnym. Unowocześnił piechotę, artylerię i wojska saperskie. Umiał dowodzić dużymi oddziałami wojska, synchronizować działania wszystkich rodzajów broni  i wykorzystywać właściwości terenu. Szańce Sobieskiego były oryginalną formą rozwiązań fortyfikacyjnych i taktycznych. Piotr I zastosował system umocnień Jana III spod Żórawna i wygrał bitwę z królem szwedzkim Karolem XII pod Połtawą.

Angielski historyk  J. B. Morton  wydał taką opinię o Sobieskim: „Był on ostatnim z królów-bohaterów i tchnął w Europę, na krótką chwilę, dawny zapał krzyżowców. Jego długie życie poświęcone było nieustającej wojnie przeciwko islamowi. Przez swoją wytrwałość i przez bezkompromisową wierność swej idei, dodał on nowego blasku i sławy swojej ojczyźnie, przez co sprawił, że nawet młodzi żołnierze i dworacy wersalscy opuszczali własny kraj i szli za nim wziąć udział w jego wojnach. Przez chwilę to on, a nie Ludwik XIV, był wielką osobistością Europy”.

Słynny  niemiecki teoretyk sztuki wojennej, gen. Karl von Clausewitz  stwierdził: „Trzeba go uznać za jednego z największych wodzów wszystkich czasów”.

Znakomity historyk Władysław Konopczyński napisał: „Godniejszego Piasta nie mogła Rzeczpospolita wyszukać w 1674 r., i jeżeli on nie wprowadził jej na drogę zbawienia, to zaiste nie w osobie monarchy, ale w samej zasadzie elekcyjnej tudzież w zasadach, pojęciach i skłonnościach ogółu tkwiło źródło słabości Polski”.

Sięgając do tak odległych czasów, szukamy na ogół inspiracji do naszej działalności,  chcemy wzmocnić się moralnie, pragniemy usłyszeć o sukcesach i wielkości naszego narodu. Tymczasem  analizując wydarzenia w Rzeczypospolitej w XVII w.,  dochodzimy do wniosku, że  był to okres jeden z najcięższych w naszych dziejach. Zadecydowały o tym wyniszczające wojny, a także   elity polityczne, które uległy całkowitej demoralizacji.  Światłem w tym mrocznym wieku było panowanie Jana III Sobieskiego. Talentem i osobowością  uchronił on państwo od zupełnej anarchii,  dodał mu blasku, odsunął prawie o wiek rozbiory Polski.

Po raz p erwszy z inspiracji wpływowego magnata Janusz Radziwiłła zasadę liberum veto zgłosił w 1652 r. poseł z Upity Władysław Siciński. Stała się ona filarem systemu rządów oligarchicznych w Rzeczypospolitej. O losach państwa decydowały bogate, kosmopolityczne, sprzedajne, egoistyczne rody magnackie, tworzące z własnych fortun państewka w państwie.  Kompetencje  zrywanych sejmów przejęły sejmiki. W rezultacie  tych zmian skarb państwa pozostawał pusty, a król  nie mógł powiększyć liczby wojska i samodzielne decydować o polityce zagranicznej. Straciło na znaczeniu powiedzenie „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, bowiem szlachta z wolnych obywateli odpowiedzialnych za losy ojczyzny stawała się klientami potężnych rodów magnackich. O przyszłości Rzeczypospolitej zaczęły decydować obce dwory,  rozdając pieniądze  senatorom strzegącym złotej wolności. A  jeżeli do tego dodamy, że zwycięstwa Sobieskiego dały więcej korzyści obcym niż krajowi, zaczyna przytłaczać nas ciężar  infantylizmu politycznego Polaków.

Czy  dzisiaj, po trzech wiekach burzliwych dziejów, wzbogaceni doświadczeniem rozbiorów, ponadwiekowej niewoli  i podwójnej okupacji  kierujemy się  rozumem politycznym?

Niestety, odpowiedź jest negatywna. Wystarczyło dziesięć lat, aby Polska, będąca dotąd  państwem unitarnym, stała się federacją regionów. Kompetencje władz państwowych, nawet w zakresie prowadzenia polityki zagranicznej, powoli przejmują  władze regionalne.  Tworzy się w Polsce oligarchia, której fortuny najczęściej wyrosły z grabieży majątku narodowego. Sprzyja temu procesowi  patologicznie prowadzona prywatyzacja. Powstaje ogromna przepaść pomiędzy potentatami finansowymi a resztą społeczeństwa, karmionego przez polityków sloganami i mirażami lepszego jutra.  Oligarchowie z czasów  Sobieskiego nie szczędzili szlachcie  wódki i pochlebstw – obecnie poza wódką zostaliśmy obdarzeni wolnością od wszystkiego.  Rolę opium pełnią mass media, wytyczające horyzonty intelektualne Polaków na poziomie brzucha. Już Lenin przetestował na narodzie rosyjskim utopijną doktrynę socjalistyczną, która udowodniła niezbicie, że poza wyjątkowymi przypadkami głód skutecznie niszczy wolność ducha. W czasie ostatnich wyborów  odzywały się głosy bezrobotnych i bezdomnych, że mogą głosować nawet na diabła, jeżeli da im pożywienie i schronienie. Zwycięstwo przypadło ugrupowaniu, które po mistrzowsku posługuje się propagandą, obiecując  zaspokojenie potrzeb ludzi biednych, jak dotąd, daremnie oczekujących na  prezydencką mannę.

Sobieski był trzymany w szachu przez ewentualne porozumienia sąsiadów i  zdradę magnatów, ale w ograniczonym zakresie potrafił  kontynuować politykę polską. Obecnie    rząd i sejm  realizują politykę  Unii Europejskiej.

Pokolenia żyjące w XVIII w. podjęły próbę odrodzenia narodu przez mądre ustawodawstwo Sejmu Czteroletniego i Konstytucję 3 Maja.  Wprawdzie ostatecznie uległy silniejszemu przeciwnikowi, ale pragnienie wolności potrafiły przekazać potomstwu. Nadzieją dla wszystkich Polaków był lud, który należało tylko  uświadomić narodowo. Nowoczesny naród polski kształtowała wiara,  literatura narodowa,  powstania i praca od podstaw.

Okazało się, że powszechny  dostęp do oświaty nie wpłynął na ukształtowanie postawy patriotycznej narodu. Destrukcyjną rolę odegrały ideologie komunistyczna i liberalna. Naród bez przywódców duchowych  staje się sfrustrowaną, niebezpieczną, podatną na manipulację masą, którą instrumentalnie wykorzystują  gracze polityczni. Dzisiaj potrzebni są narodowi  przywódcy  tak wielcy jak Batory i Sobieski, tak kochający ojczyznę jak Ignacy Jan Paderewski i  o takich horyzontach politycznych jak Roman Dmowski.

dr Teresa Bloch, Nowy Przegląd Wszechpolski, 11-12, 2000